Poznaję Boży świat / 2021 – Hiszpania, Camino del Norte. Dzień 33 – Muxía, 33 km / łącznie 806,6 km

2022 – XV Sieradzki Jarmark Adwentowy
11 grudnia 2022
2022 – Tubądzin Volley MOSiR Sieradz vs Start Namysłów
17 grudnia 2022
Udostępnij to:

DZIEŃ 33 (WTOREK), 24 SIERPNIA 2021 r.
Olveiroa – Muxía – 33,9 km; łącznie przeszedłem 806,6 km

 

***

Dzisiejszy ostatni już dzień jest dla mnie bardzo wyjątkowy, bo zmierzam do ostatniego celu, który sobie zaplanowałem, a jest nim miejscowość Muxía. Data również, jak się okazało, przypadła szczególna, bo kilka tysięcy kilometrów dalej w mojej ojczyźnie z miejscowości Działoszyn o 4 rano wyruszy, również w ostatni etap swej trzydniowej wędrówki, sieradzka pielgrzymka. Dojdą w godzinach popołudniowych do sanktuarium Matki Bożej na Jasne Górze, a ja w godzinach popołudniowych dojdę do Muxía, gdzie nad brzegiem oceanu znajduje się sanktuarium Matki Bożej. To będzie również zwieńczenie całej mojej drogi w momencie, gdy stanę nad brzegiem oceanu i podziękuję za wszystko Panu Bogu.

Początkowo do Muxía miałem dotrzeć dopiero jutro, ale stwierdziłem, że ten jeden dzień, który wcześniej udało mi się zaoszczędzić, wykorzystam właśnie teraz. Wychodząc troszkę z moimi wspomnieniami do przodu, to napiszę tylko, że była to kolejna dobra decyzja, nad którą zapewne czuwała Opatrzność Boża, gdyż właśnie dzisiejszego wieczoru będę podziwiał piękny zachód słońca nad Oceanem Atlantyckim (uśmiech). W kolejnych dwóch dniach mojego pobytu na Muxía, co prawda będzie też bardzo dobra pogoda, ale wieczorami takiego spektakularnego zachodu słońca już nie zobaczę.

Wiedząc, że dzisiejszego dnia mam sporo kilometrów do przejścia, postanowiłem wyjść z hotelu wcześnie rano. Pierwszy etap wędrówki prowadził przez leśne i górzyste tereny, skąd mogłem obserwować wschód słońca. Zmierzając równym krokiem nad ocean, w myślach wyobrażałem sobie, jak Muxía – miejscowość, do której podążam, może wyglądać. Bardzo ciekawiło mnie, czy ta słoneczna pogoda utrzyma się aż do wieczora i czy podobnie, jak przed 9 laty będę mógł podziwiać piękny zachód słońca, tak jak to miało miejsce na Przylądku Finisterre w dniu 20 lipca 2012 roku. Na odpowiedzi na te wszystkie pytania, które kotłowały się w mojej głowie, musiałem jeszcze kilka godzin poczekać.

 

Po przejściu kilku kilometrów doszedłem do wspomnianego rozwidlenia, gdzie na poboczu znajdowały się dwa odrestaurowane słupki, wskazujące drogę prowadzącą do dwóch miejscowości, które znajdują się nad Oceanem Atlantyckim. Większość pielgrzymów wybiera Przylądek Finisterre, a nieco mniej, chociaż nie wiem, dlaczego miejscowość Muxía, do której tym razem ja zmierzałem. Pod koniec dzisiejszego dnia powrócę jeszcze do Przylądka Finisterre i odniosę się troszkę do tych przeżytych chwil sprzed 9 laty. Będzie to też okazja do pokazania kilku zdjęć, które wówczas wykonałem. Jednak na razie odbiłem w prawo, tak jak wskazywał słupek i poszedłem w kierunku Muxía.

Miejsce, w którym należy zdecydować, gdzie mamy iść. Skręcając w lewo dojdziemy po 29 km na Przylądek Finisterre, a jeżeli pójdziemy w prawo, to po 26 km dojdziemy do Muxía.
Zdjęcie zrobione w tym samym miejscu 20 lipca 2012 roku. Wtedy udałem się na Przylądek Finisterre.

 

Tego dnia, pomimo że było bardzo gorąco, to było też sporo wzniesień, które musiałem pokonać. Za mną widać tereny, przez które przeszedłem.
To było niesamowite uczucie, kiedy ponownie mogłem ujrzeć ocean. To też znak, że już niebawem ukaże się miejscowość Muxía.

 

Oto Muxía w swojej całej okazałości. Na tej widocznej w oddali górze znajduje się krzyż, a za nim słynne sanktuarium Matki Bożej.
Podekscytowany i szczęśliwy, że mogę na razie z wysoka spojrzeć na to piękne miasteczko położone nad samym oceanem Atlantyckim. Czas ruszyć w ostatni etap drogi!

 

Im bardziej zbliżałem się do miasteczka, tym moja radość była coraz większa. Nawet nie myślałem już o zmęczeniu i obolałych nogach. Ostatnie kilkaset metrów pokonywałem bardzo powoli, bo chciałem jak najdłużej raczyć się tą jakże piękną nadmorską miejscowością. Nie wiem, dlaczego, ale kocham takie nadmorskie miejscowości, gdzie mogę doświadczać powiewu wiatru, wsłuchiwać się w szum fal oceanu czy słuchać odgłosów nieustannie jazgoczących mew (uśmiech).

Wychodząc z Santiago de Compostela, myślałem sobie, czy uda mi się spotkać kogoś jeszcze z osób, które wcześniej na szlaku spotykałem i wiecie, co się stało? Kiedy mijałem uliczki, na jednej z nich przy stoliczku siedziała Judyta z mężem, który do niej dojechał. Jakie było nasze ogromne zdziwienie, że po tylu dniach los sprawił, że się znowu spotkaliśmy i to nie gdzie indziej, jak w Muxía. Nasze ostatnie spotkanie miało miejsce 27 lipca podczas 5. dnia mojej wędrówki, a więc minęło już sporo czasu i byłem przekonany, że już się nie spotkamy. Po przywitaniu się chwilę ze sobą porozmawialiśmy. Judyta powiedziała mi, że była również na Przylądku Finisterre i że jutro będzie już wracała z mężem do domu. Pogratulowałem jej tej niełatwej drogi i tego, że mogliśmy się spotykać na szlakach i się poznać. Jej mężowi powiedziałem natomiast, że ma wspaniałą i utalentowaną żonę i żeby o nią koniecznie dbał (uśmiech). Judytę spotkam jeszcze dzisiaj podczas zachodu słońca, gdy na wzniesieniu będzie malowała swój już ostatni na pielgrzymim szlaku obraz, ukazujący zachód słońca nad Muxía.

To było bardzo niespodziewane, a zarazem ogromnie radosne spotkanie z Judytą i jej mężem, którego mogłem poznać
Obowiązkowo należało zrobić pamiątkowe zdjęcie dwóch utrudzonych, ale szczęśliwych pielgrzymów

Po pożegnaniu się z Judytą poszedłem dalej już bezpośrednio w kierunku oceanu, by przy sanktuarium Matki Bożej uznać swoją wędrówkę za zakończoną. Kiedy tak zmierzałem nad ocean, zadzwoniła do mnie pani ze schroniska Arribada z zapytaniem, czy wszystko u mnie w porządku i czy dotrę do schroniska na nocleg. Była bardzo miła i jak widać bardzo opiekuńcza. Powiedziałem, że jestem już na miejscu i że teraz idę jeszcze prosto nad ocean, a następnie przyjdę się zameldować. Cały pobyt miałem już wcześniej opłacony więc wiedziałem, że łóżko mimo wszystko będzie na mnie w schronisku czekało (uśmiech).

 

Mogę już w końcu krzyknąć: TO JUŻ JEST KONIEC! Muxía z widocznym sanktuarium Matki Bożej wybudowanym nad brzegiem Oceanu Atlantyckiego!
33. Dzień wędrówki z Olveiroa do Muxía. Dystans: 33.9 km, czas: 9 h 10 min.

To było dla mnie coś niesamowitego, kiedy stanąłem na wzgórzu i spoglądając na sanktuarium Matki Bożej, mogłem wznieść ręce do góry w geście ogromnej wdzięczności wobec Pana Boga i podziękować za całą przebytą pielgrzymkę, nie tylko do grobu św. Jakuba w Santiago de Compostela, ale i dojście tutaj do Muxía. Moja cała droga „Del Norte” od wylądowania w Bilbao do dzisiaj liczyła łącznie 806 km. Tego, co czułem w sercu, nie da się w żaden sposób opisać, to trzeba po prostu przeżyć samemu. Na głębsze refleksje przyjdzie jeszcze czas, a teraz, zanim udam się do schroniska, to jeszcze obowiązkowo, chociaż na chwilę nawiedzę sanktuarium i odbędę krótki spacer po okolicy. W sanktuarium, co warto nadmienić, każdego dnia o godz. 19.00 odprawiana jest Msza św., dlatego jutro będę w niej uczestniczył i przy okazji ukażę na kilku fotografiach wnętrze sanktuarium. Poniżej możecie drodzy czytelnicy zobaczyć, jak wyglądał teren wokół sanktuarium. To tutaj w to święte miejsce u stóp Matki Bożej każdego dnia przybywa wielu pielgrzymów, którzy kończą swoje upragnione Camino. Tego dnia jak widzicie na zdjęciach, jest bezchmurne niebo, a to znaczy, że będzie mi dane oglądać piękny i jedyny w swoim rodzaju zachód słońca, którego obejrzenia już nie mogłem się doczekać.

 

Na samym szczycie wznosi się nad miastem krzyż. W to miejsce przyjdę jeszcze o zmierzchu, by ukazać, jak miasto wygląda nocą.
A tak już z góry wygląda całe miasteczko Muxía. Nieprawda, że piękne?

Teraz kiedy już nieco ochłonąłem, mogłem powoli udać się do schroniska Arribada, w którym miałem zarezerwowany nocleg. Wiedziałem, że za kilka godzin ponownie tutaj przyjdę, by móc podziwiać zachód słońca, ale już bez plecaka, więc będę bardziej wypoczęty. Schronisko, które wybrałem, było bardzo nowoczesne, kilkupiętrowe, bardzo zadbane i wszystko znajdowało się na bardzo wysokim poziomie. Pani, która do mnie dzwoniła wcześniej z zapytaniem, gdzie jestem była też bardzo życzliwa, uczynna, a przede wszystkim uśmiechnięta (uśmiech). W tym schronisku spędzę 3 noce, za które zapłaciłem łącznie 45 euro, a więc za noc wychodziło po 15 euro. Cena można powiedzieć bardzo przystępna, tym bardziej schronisko godne polecenia, gdyż znajduje się w samym centrum miasta. Kiedy wreszcie poszedłem do pokoju, w którym znajdowało się jeszcze kilka wolnych łóżek, mogłem wreszcie się rozpakować, szybko naładować akumulatory w aparacie, wziąć ciepły prysznic i w końcu paść na łóżko i nieco odpocząć. To był jakże dla mnie trudny dzień, ale już o tym nie myślałem, bo wiedziałem, że już więcej nie będę musiał wstawać wcześnie rano i pokonywać kolejnych kilometrów. Moja drugie Camino dobiega końca, a ja jestem szczęśliwy, że się po prostu wszystko udało zrealizować. Nareszcie budzik w telefonie będę mógł wyłączyć i już niczym nie będę musiał się przejmować (uśmiech). Ahh… co za nieopisana radość!

I tak nadeszła długo wyczekiwana godzina, kiedy trzeba było wstać z łóżka, ubrać się ciepło, gdyż nad oceanem zawsze mocniej wieje wiatr i udać się ponownie nad ocean wyczekiwać niesamowitego zachodu słońca. To jest właśnie to, na co tak bardzo długo czekałem, no i jak widać, się doczekałem (uśmiech).

W oczekiwaniu na zmierzch i zachód słońca na Muxía

 

Zachód słońca nad Muxía; fot. 24 sierpnia 2021
A to już podziwianie zachódu słońca sprzed 9 laty nad Przylądkiem Finisterre; fot. 21 lipca 2012

 

Niezwykłego blasku sanktarium Matki Bożej dodaje zapalona latarnia morska. Na bezchmurnym niebie możemy dostrzec już pierwsze gwiazdy.
Tak po godz. 21.00 wygląda miasteczko Muxía

Wychodząc ze schroniska i podążając w kierunku sanktuarium, po drodze mijałem kolejne osoby, które również, tak jak ja zmierzały nad ocean. Przypominały mi się chwile, kiedy przed 9 laty również o zmierzchu podążałem na Przylądek Finisterre, by podziwiać zachód słońca. I dzisiaj było podobnie. Pogoda również była taka sama jak wtedy, bezchmurne niebo, powiew chłodnego wiatru i ludzie, którzy wyczekiwali chwili, aż słońce zacznie powoli chować się za horyzont.

Pozwoliłem sobie powyżej dodać obok swojego zdjęcia z dzisiejszego dnia, zdjęcie ukazujące właśnie zachód słońca z Przylądka Finisterre. Pamiętajcie drodzy czytelnicy, że jeżeli wybieracie się na swoje Camino, to koniecznie odwiedźcie chociaż jedno z tych miejsc, bo naprawdę warto. To było, wtedy i również dzisiaj, niesamowite przeżycie, o którym nie sposób zapomnieć, gdy człowiek obserwuje, jak słońce powolutku zatapia się w ogromnym oceanie. Oczywiście ten krótki czas, który miałem na podziwianie zachodzącego słońca, chciałem wykorzystać w najlepszy z możliwych sposobów, dlatego nie stałem w jednym miejscu, a spacerowałem, chcąc zrobić jak najwięcej zdjęć.

Wielu ludzi było wpatrzonych w zachodzące słońce, inni robili na jego tle pamiątkowe zdjęcia, a jeszcze inni, tak jak Judyta uwieczniali zachód słońca farbami, tworząc własne obrazy. Kiedy słońce zaszło już za horyzont, nagle wszyscy zaczęli bić brawo, jakby chcieli wyrazić wdzięczność Panu Bogu za to, czego przed chwilą doświadczyli.

W to miejsce będę przychodził jeszcze przed dwa kolejne dni, ale już nie będę świadkiem takiego zachodu słońca, jak dzisiaj, bo na niebie pojawią się chmury i ludzie już nie będą bili brawa. To dla mnie było też niezwykłe przeżycie, bo znalazłem się tutaj tego dnia tylko dlatego, że przez te wszystkie dni wędrówki ten jeden dzień sobie zaoszczędziłem i postanowiłem wykorzystać go nie w Santiago de Compostela, bo też taki wariant rozważałem, ale właśnie tutaj na Muxía. Gdybym doszedł tutaj, jak początkowo miałem w planach jutro, to bym już nie doświadczył tego pięknego zjawiska, dlatego jestem wdzięczny Opatrzności Bożej, że tak mną pokierowała.

W ciągu całego dnia emocji było co niemiara i kiedy teren wokół sanktuarium wieczorem już opustoszał, mogłem powoli wracać spełniony do schroniska. W Muxía spędzę, jak już pisałem, jeszcze kolejne dwa dni, gdzie ten czas poświęcę na pamiątkowe zdjęcia i totalny odpoczynek. Na razie odczuwałem już ogromne zmęczenie, dlatego po dojściu do schroniska poszedłem od razu spać, ale zanim się położyłem, pierwsze co zrobiłem, to wyłączyłem budzik w telefonie (uśmiech).

 

Łukasz Piotrowski

 

***

Kolejne dni pielgrzymowania szlakiem “Camino del Norte” do Santiago de Compostela + Muxía w Hiszpanii:

 

***

Ponadto zapraszam do przeczytania moich wspomnień z pielgrzymek:

Udostępnij to: