Poznaję Boży świat / 2021 – Hiszpania, Camino del Norte. Dzień 7 – Queveda, 39 km

Doszli do kresu pielgrzymki / Śp. Ks. Tadeusz Tadeusiak – kierownik Sieradzkich Pieszych Pielgrzymek na Jasną Górę w latach 1983–1985. AKTUALIZACJA!
3 sierpnia 2022
Turniej eliminacyjny Mistrzostw Polski w Futbolu Flagowym w Sieradzu
8 sierpnia 2022
Udostępnij to:

DZIEŃ 7 (CZWARTEK), 29 lipca 2021 r.
Santander – Queveda – 39.2 km; łącznie przeszedłem 170.4 km

Czwartkowy poranek rozpocząłem po raz kolejny wczesną pobudką. Niektórzy pielgrzymi wyruszyli już przede mną w drogę, a inni jeszcze sobie smacznie spali. Tego dnia moja podróż do kolejnej miejscowości, w której miałem mieć nocleg, zapowiadała się być jedną z dłuższych, które będę miał do przejścia. Z przewodnika wyczytałem, że dzisiejsza trasa miała przebiegać przez bardziej zurbanizowane tereny i hiszpańskie wsie. W przewodniku zapisano również, że przez miejscowość Boo de Piélagos przepływa niewielka rzeka, na której znajduje się most kolejowy. W tej miejscowości większość pielgrzymów korzysta z pociągu i jeden przystanek (chodzi tak naprawdę tylko o rzekę) do miejscowości Mogro pokonuje tym właśnie środkiem transportu. Ta opcja skraca drogę aż o ok. 7 km, w przeciwnym razie trzeba albo przejść (co jest zabronione) przez wspomniany most kolejowy, albo iść okrężną drogą. Ja oczywiście, ponieważ dobrze mi się szło, wybrałem drogę okrężną. I to był mój błąd! Chyba mi słońce tego dnia za bardzo przygrzało w głowę, bo dzisiaj, gdybym miał iść ponownie tą trasą, to z całą pewnością wybrałbym kolej, albo w ostateczności zaryzykowałbym przejście przez most.

No nic, czas wyruszać w drogę…

Poranki w Hiszpanii są bardzo przyjemne. Wtedy jest zawsze najchłodniej. Jest to mój już siódmy dzień pielgrzymki i spójrzcie, jak się opaliłem (uśmiech).
Ulice miasta są jeszcze puste, a słońce powoli wznosi się coraz wyżej. Zapowiada się gorący dzień.
Jedno z rond w centrum miasta. Na większości z nich znajduje się zawsze jakiś charakterystyczny element dekoracyjny.
Obwodnica miastaTreść kolumny
Kolejny pielgrzym z przypiętą muszlą do plecaka wyrusza w drogę do Santiago de Compostela
Ostatnie spojrzenie na miasto Santander

Pozwólcie, że bez większego rozpisywania się dodam teraz fotorelację z całego dzisiejszego dnia. Ten dzień okazał się dla mnie bardzo nużący i tak naprawdę mało interesujący pod każdym względem. Najbardziej brakowało mi nadmorskich widoków, do których troszkę się przyzwyczaiłem. Do tego wszystkiego, jak sobie pomyślę o tej okrężnej drodze, którą wybrałem, upale i łącznej liczbie kilometrów, które przebyłem, to chciałbym już o tym nieszczęsnym dniu jak najszybciej zapomnieć.

 

Im bliżej celu byłem, a celem oczywiście było schronisko, odczuwałem coraz większe zmęczenie. W pewnym momencie swojej wędrówki schowałem nawet aparat, bo nie miałem już siły robić zdjęć. Co chwilę spoglądałem na mapę, która pokazywała mi, ile jeszcze kilometrów pozostało do celu. O niczym innym nie myślałem, jak tylko położyć się na łóżku i odpocząć. Wierzcie mi, że pisząc te słowa, w żaden sposób nie wyolbrzymiam. Dochodząc do schroniska, byłem wykończony, ale zarazem szczęśliwy, że ten koszmarny dzień nareszcie się kończy. W nogach miałem ponad 39 km, a cały dzisiejszy etap podróży zajął mi ponad 9 godzin. Z całą pewnością byłoby inaczej, gdybym skorzystał ze skrótu, o którym pisałem wcześniej. Tak się niestety nie stało i teraz były tego efekty w postaci okropnego zmęczenia. Ten ewentualny skrót trasy i nadrobione kilometry, które pokonałem, dokładnie widać na mapie z GPS-em, które po każdym dniu dodaje, bardziej jako ciekawostkę.

Do schroniska doszedłem przed godz. 16.00, a więc tempo, jakie miałem, nie było najgorsze. Zapewne wpływ na to miał dosyć płaski teren, który tego dnia nie był aż tak bardzo wymagający. W schronisku na razie były tylko dwie osoby, w tym koleżanka z Węgier – Judyta. Bardzo się ucieszyłem, gdy ją zobaczyłem. Nie zapomnę jej zdziwionego spojrzenia, gdy mnie zobaczyła i współczucia na widok tego, jak wyglądałem. Pytała, co się stało, że dopiero teraz przyszedłem. Odpowiedziałem, że poszedłem niestety bardziej okrężną drogą, a gdy jej wspomniałem, ile kilometrów zrobiłem, to tylko potrząsała głową z niedowierzania. Zanim zapisałem się na nocleg, to musiałem usiąść na kanapie i przez chwilę odpocząć. Dopiero wtedy mogłem iść do „recepcji”, która znajdowała się w gościnnym pokoju połączonym z kuchnią i opłacić gospodyni swój nocleg. Tak wyglądał kolejny dzień mojej wędrówki w Hiszpanii, na drodze do św. Jakuba. Jutrzejszy dzień również zapowiadał się dosyć ciężko, bo kilometrów przy dosyć zróżnicowanym terenie miało być do przejścia nieco ponad 30. No i cały etap podróży według przewodnika miał być trochę ciekawszy od dzisiejszego.

Tego dnia, jeszcze pod wieczór, kiedy doszedłem nieco do siebie, udałem się do pobliskiej restauracji na kolację. Zadzwoniłem do rodziców, by przekazać im informację, że po dzisiejszych trudach wędrówki ledwo żyję (uśmiech). Zadzwonił również do mnie bliski mojemu sercu ks. dr Tadeusz Miłek, by wesprzeć mnie na duchu. Ksiądz Tadeusz ma takie wyczucie, że wie, kiedy powinien do mnie zadzwonić. Dzisiaj szczególnie potrzebowałem takiej rozmowy i takiego pocieszenia, które było dla mnie wsparciem. Nie ukrywam, że po dzisiejszym wysiłku byłem troszkę zrezygnowany. Księże Tadeuszu, dziękuję ci za ten telefon i za kolejne, gdy w drodze do Santiago de Compostela mogliśmy rozmawiać. Rozmowa z księdzem zawsze dodaje mi sił, co było niesłychanie ważne podczas mojej pielgrzymki.

Po kolacji małymi kroczkami, bo nogi wciąż jeszcze bolały, poszedłem do łóżka i nie wstawałem już do wieczora, tylko odpoczywałem i regenerowałem swój organizm, a w szczególności nogi. Uff… co za dzień. Dobranoc! ZzZz… (uśmiech)

Nareszcie doszedłem do schroniska, co za radość!
Niepozorne wejście do niego, a z prawej strony koleżanka Judyta malująca kolejny obrazek przedstawiający dzień dzisiejszy.
Na wprost znajduje się kuchnia, w której można było też zrobić sobie pranie. Z prawej strony kanapa, na której po przyjściu musiałem ze zmęczenia spocząć.
W tym samym pomieszczeniu, co kuchnia i niebieska kanapa, znajdował się również stół z krzesłami
A to już pokój sypialny i znajdujące się w nich piętrowe łóżka. Moje łóżko znajdowało się po lewej stronie.
7. dzień wędrówki z Santander do Queveda. Dystans: 39,2 km, czas: 9h 34m.

 

 

***

Kolejne dni pielgrzymowania szlakiem “Camino del Norte” do Santiago de Compostela + Muxía w Hiszpanii:

 

***

Ponadto zapraszam do przeczytania moich wspomnień z pielgrzymek:

Udostępnij to: