Harcerska pamięć, czyli słowo o druhu Stefanie Turowiczu

2021 – W przededniu uroczystości Wszystkich Świętych na cmentarzu komunalnym w Sieradzu
31 października 2021
1 listopada 2021 – Uroczystość Wszystkich Świętych na cmentarzu parafialnym w Sieradzu
1 listopada 2021

Harcerska pamięć
czyli slowo o druhu Stefanie Turowiczu

Grób rodziny Turowiczów znajduje się na cmentarzu parafialnym w Sieradzu. Sektor F2, Rząd 2, Nr. grobu 2

Ten niezwykły postumencik z barwną krajką i harcerskim krzyżem, stojący przed nagrobną tablicą z nazwiskiem mego Ojca, Stefana Turowicza, trafił tu w czwartek przed Wszystkimi Świętymi z Augustowa, przywieziony i ustawiony przez komendanta Hufca Leszka Siemienowicza oraz druha Macieja Malesińskiego. Augustowska Komenda Hufca Związku Harcerstwa Polskiego upamiętniła w ten sposób współzałożyciela pierwszej drużyny harcerskiej w swoim mieście.

Stefan Turowicz, syn urzędnika starostwa w należących do zaboru rosyjskiego Suwałkach, urodzony w 1904 roku, po wybuchu pierwszej wojny światowej, jesienią 1914 roku w ramach ewakuacji urzędów do Rosji, wyjechał z rodzicami i piątką rodzeństwa do Czernichowa, potem do Riazania. Tam zetknął się z przebywającym w niewoli rosyjskiej oficerem Wojska Polskiego, żołnierzem II Brygady Legionów, Alojzym Pawełkiem, instruktorem skautowym, który wśród grupy polskich chłopców w wieku szkolnym założył drużynę harcerską, wpajając im zasady skautingu Baden Powella. Pawełek był niezwykłą, charyzmatyczną osobowością, treść zbiórek z nim utkwiła dobrze w pamięci dwunastoletniego Stefana. Sama pamiętam z dzieciństwa liczne szarady, zagadki i graficzne „sztuczki”, poznane podczas tych zbiórek na wygnaniu, które Tata przekazywał nam z zapałem. Alojzy Pawełek po powrocie z Rosji podjął służbę wojskową, dochodząc w 1927 roku do stopnia kapitana, po ukończeniu dodatkowo medycyny pracował w Centralnym Instytucie Wychowania Fizycznego w Warszawie. Redagował tygodniki „Harcerza’ i „Harcmistrza”, pisał podręczniki poświęcone metodyce pracy harcerskiej, gawędy instruktorskie. Zginął tragicznie w wieku trzydziestu siedmiu lat w roku 1930.

Krótko po powrocie z Rosji oboje rodzice Stefana zmarli na „hiszpankę” – ojciec Michał w grudniu 1918, matka Adela w kwietniu 1919. Dom rodzinny się rozpadł. Młodsze dzieci znalazły się w ochronce prowadzonej przez zakonnice, zaś 15-letni Stefek podjął pracę w aptece przyjaciela ojca, mgr. farmacji Stanisława Stankiewicza z Augustowa, wielkiego społecznika i organizatora wielu społecznych akcji, często finansowanych z jego własnej kieszeni. Stefan

Turowicz, mając w świeżej pamięci sposób organizowania przez Alojzego Pawełka drużyny harcerskiej w Riazaniu i zafascynowany zasadami skautingu, który wyrósł przecież z idei służby, zaangażował się całym sercem w zakładanie wśród augustowskiej młodzieży szkolnej pierwszej w tym mieście drużyny harcerskiej – wraz z Józefem Stankiewiczem, także przybyłym ze zsyłki do Rosji. Początkowo była to drużyna chłopięca, potem przyszła kolej i na drużynę dziewczęcą. Zachował się wzruszający dla mnie list niespełna szesnastoletniego Stefana do Komendy Obwodu Drużyn Harcerskich Ziemi Suwalskiej, proszący o wskazówki dotyczące sposobu prowadzenia drużyny żeńskiej, zwłaszcza zaś o takie, „gdzie zachodzi różnica między prowadzeniem drużyny żeńskiej a męskiej”, tłumaczący się brakiem doświadczenia w temacie.

Gdy patrzę na zdjęcie, z pierwszej połowy 1920 roku, trójki braci Turowiczów: Wacka, Stefana i Olka, nie mogę uwolnić się od ściśnięcia serca i bolesnej świadomości, że ci młodzi, nad wiek poważni chłopcy w czapkach z harcerskimi lilijkami od dwóch lat nie mają już rodziców ani domu rodzinnego… I pojawia się myśl, że być może aktywność założycielska Stefana i uczestnicząca obu braci mogła mieć w tle także tęsknotę za przynależnością i serdecznymi więzami, jakie rodziło i powinno rodzić harcerstwo. Krąg druhów, wzajemna pomoc, poleganie na sobie („na słowie harcerza polegaj jak na Zawiszy”), braterstwo.

Tata mój bardzo poważnie traktował zasady Baden-Powellowskiego skautingu, dbał o dyscyplinę ciała i hart ducha, nie palił, nie pił alkoholu, dla kształcenia charakteru ćwiczył się w znoszeniu chłodu i innych niewygód, chodząc całą zimę w kolanówkach i myjąc się w lodowatej wodzie. W mojej wspomnieniowej książce I wszystko w sny odchodzi napisałam: „Kto wie, może to mu potem pomogło wytrzymać kolejną próbę, jaką szykował zły los”. Wychowanie patriotyczne było ważnym elementem pracy wychowawczej w drużynach, toteż gdy wybuchła wojna polsko-bolszewicka 1920, harcerze licznie stawiali się w wojskowych punktach poborowych. Olka nie przyjęto z racji zbyt młodego wieku, mimo zarzekania się, że ma siedemnaście lat. Stefan trafił do 201. pułku piechoty, zwanego harcerskim lub warszawskim. W trakcie walk na linii Narwi został ranny i w sierpniu 1920 dostał się do niewoli sowieckiej, wywieziony do łagru w Wierchoturju za Uralem, w obwodzie swierdłowskim.

Skoro wspominam dziś w sposób szczególny mego Ojca, Stefana Turowicza, przytoczę jeszcze krótko Jego dalsze losy.

W lipcu 1921 roku wrócił do kraju na skutek wymiany jeńców i po zdemobilizowaniu powrócił do pracy w aptece Stankiewicza w Augustowie. W październiku 1925 roku został powołany do służby wojskowej z poboru i wcielony do 3 Baonu Sanitarnego w Grodnie. Dzięki temu, że właściciel apteki uznał pobyt w niewoli sowieckiej za okres pracy („Chłopcze, przelewałeś krew za Ojczyznę, a to więcej niż gdybyś pracował”) i wypłacił pobory za rok wstecz, Stefan mógł po odbyciu służby wojskowej podjąć kursy maturalne. W latach 1927–1928 ponownie pracował w aptece w Augustowie. I znów energię pożytkował nie tylko w pracy zawodowej. Tym razem współorganizował w mieście Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół”.

W 1928 roku wyjechał do Warszawy celem dalszego kształcenia się i wstąpił do gimnazjum wieczorowego dla dorosłych dr. Salingera. W ciągu dnia pracował w aptece Sukcesorów G. Anca przy Puławskiej 21, po południu uczęszczał na wykłady, wieczorami i nocami uczył się. Żeby nie zasnąć, moczył nogi w misce z zimną wodą ustawionej pod biurkiem. Po otrzymaniu matury w 1931 roku wstąpił na wydział farmacji Uniwersytetu Warszawskiego, który ukończył w roku 1935. Przez cały okres studiów pracował zarobkowo w aptece Zielińskiego przy Puławskiej, gdzie poznał swoją przyszłą żonę, również farmaceutkę, i również harcerkę, Wandę Tarasównę. W latach 1936–1938 wykonywał pracę chemika toksykologa w Instytucie Ekspertyz Sądowych w Warszawie.

We wrześniu 1938 roku Stefan Turowicz z żoną Wandą nabyli od Ryszarda Jakimowicza 1/3 Apteki Staromiejskiej mieszczącej się w kamienicy Melów przy placu Piłsudskiego 17 w Sieradzu, dzierżawiąc pozostałą część z prawem pierwokupu. Kampanię wrześniową 1939 roku Ojciec mój odbył w Głównym Punkcie Opatrunkowym 10 Dywizji Piechoty Armii „Łódź”. Po klęsce i powrocie do Sieradza w październiku 1939 przez cały okres okupacji pracował w aptece, przejętej przez Niemców i zarządzanej przez treuhändera Walfrieda Freudenfelda pochodzącego z Łotwy, w charakterze receptariusza. Zaprzysiężony jako żołnierz Armii Krajowej Okręgu Łódź „Barka”. Ojciec do końca wojny przekazywał potajemnie leki i materiały opatrunkowe na potrzeby konspiracji, a także witaminy i odżywki dla polskich dzieci leżących w szpitalu oraz młodocianych więźniów strasznego sieradzkiego więzienia. Odbiorczyniami najczęściej były: siostra Paulina Jaskulanka USJK lub Jadwiga Kozłowska, komendantka sieradzkiego oddziału Wojskowej Służby Kobiet. W marcu 1942 roku, w związku z masowymi aresztowaniami w odwecie za zabójstwo w Zgierzu dwóch gestapowców, został zatrzymany jako zakładnik wraz z grupą 200 oficerów i podoficerów oraz więziony przez trzy tygodnie.

W styczniu 1945 roku apteka ucierpiała wskutek bombardowań sowieckiego lotnictwa, jednak już 3 lutego 1945 udało się Stefanowi Turowiczowi ją zabezpieczyć i uruchomić. Służyła miastu jako jedyny wówczas punkt apteczny. W 1951 roku apteka przeszła „na własność Państwa na podstawie orzeczenia Ministerstwa Zdrowie”, jak głosił Dziennik Ustaw z 8 stycznia 1951. Została zarejestrowana jako Apteka Społeczna nr 77. Jej kierownikiem Stefan Turowicz był do emerytury, w 1969 roku obchodził uroczysty, nieczęsty jubileusz pięćdziesięciolecia aktywności zawodowej, związanej od początku do końca z pracą w aptece. W 1971 roku został odznaczony Krzyzem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, a w 1981 pośmiertnie Odznaką Żołnierza Armii Krajowej Łódź „Barka”.

Wychował i wykształcił czwórkę dzieci. W 1969 roku pochował zmarłego tragicznie syna Jerzego, absolwenta Jagiellończyka w Sieradzu, magistra filologii angielskiej na Uniwersytecie Łódzkim, nauczyciela tego języka w liceum w Zabrzu. Stefan Turowicz zmarł 20 maja 1974 roku. Został pochowany obok syna w grobie rodzinnym na sieradzkim cmentarzu parafialnym. Obecnie ozdobionym piękną krajką z krzyżem harcerskim, symbolizującym wartości zawsze obecne w Jego sercu i życiu.

Czuwaj, Druhu Stefanie, na wiecznej warcie!

Ita Turowicz

 

***

Zobacz także: