Poznaję Boży świat / 2018 – Francja, Sanktuarium Notre Dame du Laus, dom Melanii, cmentarz w Corps

Poznaję Boży świat / 2018 – Produkcja likieru Chartreuse w Voiron, zakończenie pielgrzymki do La Salette
23 września 2018
2018 – I Ekstremalna Droga Krzyżowa w Sieradzu
29 września 2018
Udostępnij to:

Ciąg dalszy…

– Wstęp do pielgrzymki
– Paray-le-Monial, św. Małgorzata Maria Alacoque
– Taizé, brat Roger
– Ars, św. Jan Maria Vianney
– La Salette i wieczorna procesja ze świecami
– Wyjście w góry, Eucharystia i Droga Krzyżowa
– Sanktuarium Notre Dame du Laus, dom Melanii, cmentarz w Corps
– La Salette spowite chmurami
– Produkcja likieru Chartreuse w Voiron, zakończenie pielgrzymki do La Salette

 

***

Dzień 4, 21 września 2018 r.

Następny dzień, 21 września 2018 roku, przywitał nas po raz kolejny słoneczną pogodą. Po śniadaniu udaliśmy się autokarem do Notre-Dame du Laus, które jest jednym z pięciu oficjalnie uznanych miejsc objawień maryjnych we Francji i jednocześnie miejscem, gdzie objawienia trwały najdłużej. Muszę przyznać, że tego miejsca w ogóle nie znałem, ani o nim nawet nie słyszałem. Zrodziła się we mnie refleksja:  ileż jest jeszcze na świecie – poza ogólnie znanymi sanktuariami – miejsc objawień, których nie w ogóle znamy. I dzięki właśnie takim pielgrzymkom możemy je odkrywać i poznawać ich historię. To też pokazuje, że Kościół założony przez Pana Jezusa jest Kościołem ciągle żywym i że choć od śmierci Pana Jezusa minęło ponad dwa tysiące lat, to wciąż się objawia wybranym i podobnie jest z Jego Matką, Maryją. Przytoczę tu pokrótce historię objawień, których doświadczała Benoite Rencurel, historię opisaną przez Agnieszkę Stelmach i zamieszczoną na stronie internetowej: www.przymierzezmaryja.pl

***

W maju 1664 roku w niezwykle malowniczej miejscowości Alp Francuskich, w okolicy Saint-Etienne d’Avançon, a dokładniej w dolinie Fours, siedemnastoletniej pasterce Benedykcie Rencurel ukazała się Matka Boża. Jej przesłanie – zgodnie z zapowiedzią – miało być zapomniane, by na nowo rozbłysnąć przy końcu czasów.

Pani Nieba powierzyła Benedykcie misję zbudowania sanktuarium w Laus, w którym najbardziej zatwardziali grzesznicy mieli otrzymywać szczególne łaski niezbędne do nawrócenia. Dzięki pokucie miały następować uzdrowienia z cierpień fizycznych i duchowych.

Przez 54 lata Benedykta wielokrotnie rozmawiała z Piękną Panią. Maryja poprzez swoich wysłanników – licznych świętych i aniołów, w szczególności zaś Anioła Stróża – utemperowała charakter niecierpliwej i zbytnio przywiązanej do ziemskich rzeczy dziewczyny, by ta mogła Jej pomóc w trudnej misji nawracania grzeszników. Podobnie jak św. Ojciec Pio, uboga pasterka otrzymała dar czytania w ludzkich duszach.

Benedykta przyszła na świat 16 września 1647 roku w małej wiosce w Alpach Francuskich w ubogiej rodzinie. Czasy były niespokojne. Zaledwie rok wcześniej w Watykanie widziano dziwne światło przypominające smoka ziejącego ogniem. Po całej Europie rozlewała się rewolucja protestancka.

Ojciec Benedykty zmarł młodo, osierocając trzy córki. Z powodu ogromnej biedy, dziewczynki od najmłodszych lat musiały pracować. Nigdy nie nauczyły się ani czytać, ani pisać. Poznały jednak prawdy wiary w czasie niedzielnych Mszy świętych.

Matka Boża wcześnie naznaczyła swoją służebnicę, powołaną do wyjątkowego zadania. Kiedyś, gdy miała zaledwie pięć lat, Maryja odciągnęła ją na bok od grupy dzieci, z którymi się bawiła, i pokropiła wodą. Innym razem, gdy wraz z młodszą siostrą zagubiła się w górach, Pani Nieba wskazała jej drogę prowadzącą do domu.

Piękna Pani, czy zechcesz zjeść ze mną śniadanie?
Pewnego majowego dnia 1664 roku siedemnastoletnia pasterka, wypasając w dolinie des Fours owce gospodarzy, którzy ją zatrudnili, na jednej ze skał dojrzała cudowne światło otaczające Piękną Panią z Dzieciątkiem na ręku. Podeszła do Niej i zapytała: – O Piękna Pani, co robisz tam tak wysoko? Czy zechcesz zjeść ze mną śniadanie? Mam tu chleb, będzie bardzo dobry, jak zmoczymy go sobie w źródle. Czy możemy pobawić się z tym Dzieckiem? Pani się uśmiechnęła i nic nie odpowiedziała. Pozostała jeszcze przez pewien czas w towarzystwie pasterki, a potem zniknęła w środku groty.

Dziewczyna właśnie w tym miejscu miała wielokrotne widzenia. Maryja w swoisty sposób wychowywała pasterkę, walcząc z jej porywczością, uporem i zbytnim przywiązaniem do rzeczy ziemskich.

Piękna Pani nauczyła Benedyktę Litanii Loretańskiej. Pasterka powtarzała to, co mówiła Matka Boża. Pewnego dnia Maryja zaprosiła ją, by spoczęła obok Niej. Pozwoliła jej nawet spać na rąbku swojego cudownego płaszcza.

Podczas innego spotkania Maryja poleciła Benedykcie, by ostrzegła swoją pracodawczynię, że jej dusza jest poważnie zagrożona. Matka Boża mówiła, że kobieta musi pokutować! Słów tych jednak pasterka nie przekazała gospodyni, jednak sama tak bardzo się nimi przejęła, że natychmiast powróciła do sakramentów, głęboko żałowała za swoje grzechy i naprawiła całe dotychczasowe życie.

29 sierpnia 1664 roku Piękna Pani objawiła jej: – Jestem Maryją, Matką Jezusa, i nie ujrzysz mnie teraz przez pewien czas. Po miesiącu nieobecności Maryja ukazała się ponownie w Pindreau i powiedziała Benedykcie: – Idź do Laus. Znajdziesz tam kapliczkę, z której unosić się będą piękne zapachy. Dziewczyna następnego dnia udała się we wskazane miejsce, chociaż odszukanie kapliczki nie było proste.

W „Kapliczce Dobrego Spotkania” Maryja pochwaliła pasterkę, że nie okazała zniecierpliwienia. Jednocześnie objawiła jej swoją wolę: – Prosiłam mojego Syna, aby dał mi to miejsce dla nawrócenia grzeszników i otrzymałam je. Zgodnie z wolą Pięknej Pani, na miejscu kapliczki, z której rozchodziła się cudowna woń róż i lilii, miał powstać kościół oraz dom dla księży. W tym szczególnym, pięknie położonym sanktuarium, miało się nawrócić tysiące grzeszników…

Módl się nieustannie za grzeszników
Benedykta poznawała przesłanie Matki Bożej z Laus. Maryja poprosiła pasterkę, by modliła się nieustannie za grzeszników.

Grzesznicy – pouczała – są w strasznym położeniu. Ich grzechy obrażają Boga. Bóg jednak chce okazać im miłosierdzie, lecz by zyskać to miłosierdzie, muszą sami podjąć decyzję o nawróceniu. Czas na nawrócenie i czynienie pokuty jest krótki – zaznaczała. – Człowiek może go wykorzystać, póki żyje. Nieszczęśni ci, którzy umierają w grzechach śmiertelnych. Grzech to straszna rana, jedyne lekarstwo, które może ją uleczyć, to sakrament pokuty.

Zimą 1665 roku Matka Boża poleciła Benedykcie, by używać oleju umieszczonego w kapliczce do namaszczania tych, którzy zaczęli przychodzić do Laus, mając nadzieję na uzdrowienie z wielu chorób. Już na samym początku odnotowano kilkadziesiąt cudów. Piękna Pani poprosiła pasterkę, by zachęcała grzeszników do spowiedzi. Dziewczyna jednak, uważając, że sama jest osobą niezwykle grzeszną i niegodną, nie chciała wykonać polecenia Maryi. Polecenie, które przybrało formę delikatnego ponaglenia, w końcu zostało zrealizowane. Maryja mówiła Benedykcie, by miała odwagę, cierpliwość i nie zrażała się, jeśli grzesznicy nie posłuchają jej rad. Miała mówić im, by nigdy nie obrażali Boga i wystrzegali się pokus. Poleciła też Benedykcie, by roztoczyła swoją opiekę nad rozwiązłymi kobietami dopuszczającymi się „dzieciobójstwa” i mężczyznami oddającymi się perwersyjnym zachowaniom. Pasterka miała także pomagać duchownym, zachęcając ich do przyjmowania z radością i miłosierdziem grzesznych pielgrzymów.

Wkrótce Matka Boża z Laus stała się znana jako Ucieczka Grzeszników, a Jej sanktuarium jako szczególne miejsce pojednania.

Benedykta pomagała więc wielu poranionym, hardym ludziom dostrzec grzechy, których sami nawet nie byli świadomi. Ponieważ robiła to bardzo delikatnie, większość odwiedzających sanktuarium była jej wdzięczna za pomoc.

Niewykształcona, ale obdarzona szczególnymi łaskami pasterka napominała duchownych. Widziała bowiem stan ich duszy podczas odprawiania Eucharystii. Prosiła ich, by w trakcie spowiedzi nie zadawali nieostrożnych pytań, by słuchali cierpliwie spowiadających się i ich nie obrażali. Ostrzegała także, by nie zaniedbywali swoich obowiązków.

Od każdego domagała się prostoty, czystości duszy, pokory i silnej woli, by zmienić swoje życie. Tych, co nie mieli grzechów śmiertelnych, pouczała, by nie przystępowali do Komunii bezmyślnie, bez zrobienia sobie uprzednio rachunku sumienia, biorąc pod uwagę nie tylko Dekalog, ale także Osiem Błogosławieństw Bożych. Poleciła czynić żal za grzechy przed przystąpieniem do Komunii świętej, nawet jeśli zawiniło się w najmniejszej rzeczy. Penitentom pomagała odróżnić grzechy lekkie od śmiertelnych. Gdy podchodzili do spowiedzi, modliła się za nich. Często, by zyskać łaskę nawrócenia dla kogoś, podejmowała szczególnie ciężką pokutę w jego intencji.

Wyjątkowa więź z Aniołem Stróżem

Benedykta początkowo nie była rada ze swojego zadania. Z czasem jednak, dzięki stałej pracy nad własnym charakterem, zyskała odwagę, by upominać tych, których dusze widziała w całej okazałości. W pełnieniu zadania pomagał jej Anioł Stróż, którego często oglądała twarzą w twarz. Razem odmawiali różaniec. Razem też adorowali Najświętszy Sakrament. Anioł towarzyszył jej w codziennych czynnościach i chronił ją.

Anioł Stróż pomagał też Matce Bożej w wychowywaniu pasterki. Zabierał więc Benedykcie przedmioty, do których była zbytnio przywiązana, ale dawał także prezenty, na przykład wspaniały naszyjnik, który Benedykta przerobiła na różaniec. Gdy dziewczynę nękały demony albo była wyczerpana z powodu podejmowanej pokuty za grzeszników, Anioł Stróż pocieszał ją i dodawał otuchy.

Benedykta miała dar widzenia także innych aniołów. Często rozmawiała z Archaniołem Michałem. W maju 1681 roku, gdy leżała chora w łóżku, ukazało jej się aż czterech aniołów. Jeden z nich powiedział: – Jutro będziesz uzdrowiona. Musisz udać się do Laus. Misja nie może czekać. Nie ­zwlekaj.

Benedykta opowiadała Aniołowi Stróżowi o swoich problemach. On pomagał jej w najdrobniejszych nawet sprawach, a szczególnie w osiągnięciu doskonałości, absolutnego wyzwolenia się z przywiązania do czegokolwiek i kogokolwiek.

Ponadto pomagał Benedykcie rozwijać życie duchowe. Uczył ją, że kiedy człowiek jest radosny, to wszystko, co robi, jest miłe Bogu. Kiedy zaś staje się zły, nie robi nic, co by się Panu Bogu podobało. Pośród prób i cierpień, Anioł Stróż był źródłem wielkiego pocieszenia dla Benedykty. Wtedy gdy przychodziło zwątpienie i gdy wielu kapłanów przeciwstawiało się kultowi Matki Bożej z Laus albo pasterka przez wiele lat miała zakaz odwiedzania sanktuarium, Anioł mówił: – Laus jest dziełem Boga, którego nie może zniszczyć ani człowiek, ani diabeł. Będzie trwało do końca świata, kwitło coraz bardziej i przyniesie wszędzie wielkie owoce.

On również pozwolił jej zobaczyć to, co miało nadejść. Anioł Stróż pocieszał Benedyktę, kiedy była zdruzgotana po kilkakrotnej wizji Chrystusa ukrzyżowanego. Ona sama przez wiele lat przeżywała tzw. „ukrzyżowanie mistyczne” od czwartku wieczorem do soboty rana.

Niepokalane Serce ostatecznie zatriumfuje
Laus stało się przedmiotem wielkiej kościelnej debaty. Objawienia wstępnie zostały zaakceptowane przez dwóch biskupów. Trzeci próbował je podważyć. Wizjonerka miała wielu przeciwników. Najbardziej zaciekli wrogowie wywodzili się spośród kapłanów. Niektórzy z nich doprowadzili do jej uwięzienia. Jednak po czternastu dniach spędzonych bez jedzenia w celi, z której przez cały czas rozchodziła się cudowna woń, wskutek żarliwej modlitwy pasterkę wypuszczono.

Po uzdrowieniu w 1665 roku dotkniętej strasznym cierpieniem Katarzyny Vial, ksiądz wikariusz generalny Embrun, Antoine Lambert, zezwolił na oddawanie czci NMP w Laus. Później jednak różne były koleje sanktuarium. Wielu kapłanów, którzy sprawowali nad nim nadzór, nie chciało, by się ono rozwijało i by przesłanie Matki Bożej o potrzebie pokuty było powszechnie znane.

Dopiero w niedzielę 4 maja 2008 roku ks. Jean-Michel di Falco Leandri, biskup diecezji Gap i Embrun, w czasie uroczystej Mszy św. w obecności nuncjusza apostolskiego ks. Fortunata Baldellego, dwudziestu kardynałów i biskupów oraz sześciotysięcznej rzeszy wiernych odczytał dekret uznający nadnaturalne pochodzenie objawień NMP z roku 1664.

Przesłanie z Laus ma odegrać szczególną rolę przy końcu czasów, by mogło zatriumfować Niepokalane Serce Maryi.

Agnieszka Stelmach

Sanktuarium Notre Dame du Laus otoczone jest majestatycznymi szczytami Alp
Laus – niezwykle malownicza miejscowość położona w Alpach Francuskich
Cieszyłem się, mogąc poznać historię tego wybranego przez Maryję miejsca
Sanktuarium Notre Dame du Laus
Sławny francuski myśliciel, Jan Guitton (1901–1999), znający sanktuarium, tak napisał o widzącej i o przekazanym w Laus przesłaniu, że jest: „Jedną z najbardziej ukrytych i najmocniejszych sił w historii Europy”.
We wnętrzu niedużego kościoła znajdują się również obrazy przedstawiające sceny z życia Benedykty Rencurel
Także Aniołowie i wielu świętych (w tym święty Józef) objawiali się Benedykcie. Było jej dane również doświadczyć przeżyć mistycznych, np. wizji Raju. Przede wszystkim jednak pięć razy ukazał się jej Chrystus ukrzyżowany, a ona sama przez wiele lat przeżywała tzw. „ukrzyżowanie mistyczne” od czwartku wieczorem do soboty rana. Wiele innych jeszcze doświadczeń stało się jej udziałem, jak np. gwałtowne ataki demonów czy też dwudziestoletnie wygnanie przez księży jansenistów.
Benedykta Rencurel zmarła w pokoju i radości w 1718 roku, wyczerpana doświadczeniami i niezmordowaną służbą pielgrzymom

 

Po wysłuchaniu historii objawień i osobistej modlitwie mieliśmy troszkę czasu wolnego dla siebie. Następnie o wyznaczonej godzinie udaliśmy się spacerkiem do domu, w którym mieszkała i zmarła wizjonerka. Po drodze mijaliśmy rodzinne domostwa, którym zawsze lubię się przyglądać, bo interesuje mnie, jak w innych krajach wygląda codzienne życie mieszkańców. Kilkaset metrów dalej dochodzimy do Kaplicy Najdroższej Krwi Chrystusa, wewnątrz której znajduje się relikwiarz krzyża, przy którym Ukrzyżowany Pan Jezus ukazał się pięciokrotnie Benedykcie. W tej kaplicy było nam dane uczestniczyć w Eucharystii.

Spacerkiem przy słonecznej i bezchmurnej pogodzie udajemy się na Eucharystię
Na ogrodzeniu jednej z posesji były zawieszone dziecięce, gipsowe obrazki. Różowe oczywiście były przeznaczone dla dziewczynek, a niebieskie dla chłopców (uśmiech).
Kaplica Najdroższej Krwi Chrystusa. Wznosi się w miejscu, gdzie w czasach Benedykty stał drewniany krzyż, naprzeciw wsi Avançon, stąd nazwa „Krzyż Avançon”. U stóp tego krzyża Benedykta pięciokrotnie miała objawienie ukrzyżowanego Chrystusa, który jej powiedział: „Moja córko, ukazuję się w tym stanie, abyś uczestniczyła w cierpieniach mojej Męki”. Krzyż ten został umieszczony w relikwiarzu z kryształu i złoconego brązu wewnątrz kaplicy zbudowanej z kamieni, cegieł i marmuru, poświęconej 16 października 1862. Kaplica ta powstała z inicjatywy i fundacji dwóch uczonych botaników, braci Louis-Edmonda i Charles’a Tuslane’ów.
Wnętrze kaplicy, w której była sprawowana dla naszej grupy Msza święta
W relikwiarzu możemy zobaczyć wspomniany drewniany krzyż przy którym Benedykta dostąpiła objawienia ukrzyżowanego Chrystusa
Wewnątrz kaplicy znajduje się m.in. witraż ukazujący Maryję trzymającą martwe ciało swojego Syna. Mówi nam on o bólu Matki Jezusa i o cierpieniu każdej matki. Zarazem daje nadzieję. Maryja trzyma Ziarno, które musi obumrzeć, aby mogło wydać plon.
„Śpiewajcie Panu, błogosławcie Jego imię, z dnia na dzień głoście Jego zbawienie!” (Ps 96). Nasze koleżanki podczas Mszy św. wspólnie zaśpiewały Psalm, a to wszystko czynimy na Chwałę Boga.
W czasie konsekracji chleb i wino stają się Ciałem i Krwią Chrystusa

 

Po zakończonej Eucharystii udaliśmy się na obiad, a następnie przejechaliśmy do miejscowości Corps. Jest to miejsce urodzenia dwojga pastuszków: Maksymina Giraud i Melanii Calvat, którym dnia 19 września 1846 roku na górze La Salette objawiła się Maryja. Odwiedziliśmy tego dnia rodzinny dom Melanii, kościół parafialny oraz pobliski cmentarz, na którym spoczywa ciało Maksymina. Zanim pokażę wybrane zdjęcia z tej części pielgrzymki, chciałbym przedstawić pokrótce biografie tych dwojga pastuszków.

 


Pastuszkowie Maksymin i Melania, którym 19 września 1846 roku objawiła się w La Salette Matka Boża

 

Maksymin Giraud
Urodził się w Corps 26 sierpnia 1835 roku. Jego matka Anna-Maria Templier pochodziła z tego regionu. Ojciec Germin Giraud był kołodziejem i przybył z pobliskiego kantonu. Maksymin miał zaledwie siedemnaście miesięcy, gdy umarła mu matka, zostawiając także ośmioletnią córkę Angelikę. Wkrótce potem pan Giraud ożenił się powtórnie. Maksymin dorastał pozostawiony samemu sobie. Ojciec przebywał w warsztacie albo w karczmie. Jego żona nie miała wpływu na żywego i roztrzepanego chłopca, który zamiast siedzieć w domu, wolał włóczyć się po uliczkach Corps wokół dyliżansów i woźniców albo biegać po drogach z kozą i psem. Chłopiec był figlarny, z żywymi oczami, zerkającymi spod rozczochranej czarnej czupryny, i bardzo wygadany…

Jego lata chłopięce nie były łatwe. W ciągu trzech lat po objawieniu stracił przyrodniego brata Jana Franciszka, macochę Marię Court i ojca. Oddano go pod opiekę brata matki, wujka Templier, człowieka szorstkiego i wyrachowanego. W szkole szło mu średnio. Siostra od św. Tekli, która czuwa nad nim, nazywała go „wiercipiętą”. Wiele razy zmieniał miejsce pobytu i wybrany zawód. Był seminarzystą, pracownikiem hospicjum, studentem medycyny. Pracował w aptece, zaangażował się nawet jako żuaw papieski, ale po sześciu miesiącach rozwiązał umowę i wrócił do Paryża. W 1866 roku opublikował broszurę Moje wyznanie wiary odnośnie do objawienia Matki Bożej z La Salette.

W listopadzie 1874 roku Maksymin uczestniczył w pielgrzymce na La Salette. Na górze raz jeszcze powtórzył opowieść o objawieniu. Było to jego ostatnie wystąpienie. Drugiego lutego 1875 po raz ostatni przybył do parafialnego kościoła. Wieczorem 1 marca wyspowiadał się, otrzymał Komunię św. i wypił trochę wody z La Salette, aby połknąć hostię. Pięć minut później oddał swoją duszę Bogu. Nie miał jeszcze czterdziestu lat. Jego zwłoki spoczywają na cmentarzu w Corps, ale jego serce umieszczono w bazylice na La Salette, w absydzie prezbiterium. Taka była jego ostatnia wola. Chciał w ten sposób podkreślić swoje przywiązanie do objawienia. Maksymin przed śmiercią dał świadectwo wiary w objawienie na La Salette w słowach: „Wierzę mocno, nawet za cenę mojej krwi, w sławne objawienie Najświętszej Maryi Panny na Świętej Górze La Salette 19 września 1846 roku, objawienie, którego broniłem słowami i cierpieniem… Z tym uczuciem oddaję serce Matce Bożej na La Salette”.

Melania Calvat
Urodziła się w Corps 7 listopada 1831 roku w licznej rodzinie. Jej ojciec, Piotr Calvat, znany jako tracz, chwytał się każdej pracy. Matka, Julia Barnaud, miała z nim dziesięcioro dzieci. Melania była czwarta z kolei. Rodzina Calvat była biedna, dlatego zdarzało się, że rodzice posyłali swoje dzieci na żebry. Melania pasła krowy u okolicznych wieśniaków. Od wiosny 1846 roku aż do końca jesieni pracowała u Jana Baptysty Pra w Ablandins – w jednym z przysiółków wioski La Salette. Sąsiad gospodarza Pra nazywał się Piotr Selme. To właśnie on wynajął – tylko na tydzień – Maksymina, aby zastąpił chorego pasterza. Wobec tego małego gaduły Melania, jako nieśmiała i małomówna, miała się na baczności.

Obydwoje urodzili się w Corps, gdzie mieszkały ich rodziny, jednak nie znali się z powodu bardzo długich okresów nieobecności Melanii w wiosce. Oboje mówili gwarą i znali jedynie kilka zdań po francusku. Nie chodzili ani do szkoły, ani na katechizację, nie umieli czytać ani pisać. Dzieci były ubogie materialnie, intelektualnie i uczuciowo. Wydarzenie z La Salette naznaczyło ich swoim znamieniem, nie naruszając przy tym ich charakterów. Melania była zupełnie odmienna od Maksymina. Ciągle przebywała u obcych ludzi, a życie rodzinne poznawała jedynie podczas zimy. Nic więc dziwnego, że była nieśmiała i zamknięta. Miała słabszą pamięć i jeszcze mniejsze zdolności do nauki niż Maksymin.

Melania zmarła 14 grudnia 1904 roku we Włoszech w Altamura koło Bari. Spoczęła pod marmurową stellą, na której mała płaskorzeźba ukazuje Matkę Bożą przyjmującą pasterkę z La Salette do nieba. Mimo wszystkich swoich błądzeń, co do jednego nigdy nie zmieniła zdania: było to świadectwo, jakie z Maksyminem dała wieczorem 19 września 1846 roku w kuchni Jana Baptysty Pra w Ablandins. W swoim niezwykle trudnym życiu Melania pozostała uboga i pobożna, wierna swojemu pierwszemu świadectwu.

Wąska uliczka w Corps prowadząca do domu Melanii Calvat
Dom, w którym urodziła się Melania
Odtworzone wnętrze domu rodzinnego Melanii
Niestety, niewiele zachowało się sprzętów z rodzinnego domu Melanii, które by pamiętały tamte czasy

 

Cmentarz w Corps

Cmentarz parafialny w Corps. Lubię podczas pielgrzymek, jeżeli jest taka możliwość, odwiedzać miejscowe cmentarze. Tam czas się niejako zatrzymuje.
Cmentarz parafialny w Corps. Zdjęcie przy grobie Maksymina Giraud
Cmentarze francuskie różnią się od naszych polskich nekropolii. Na większości grobów widnieją na specjalnych tabliczkach zdjęciach ludzi, którzy zmarli. To przechowuje pamięć i zarazem uruchamia wyobraźnię.
„Każdy, kto należy do Chrystusa, jest przeznaczony, by przejść przez wszystkie etapy Jego życia aż do włączenia się w Jego dojrzałość, a możliwe, że i pójście wraz z Nim drogą krzyża, która prowadzi do Getsemani i Golgoty” św. Edyta Stein.

 

Cmentarz parafialny w Corps był dla nas ostatnim punktem dnia. Na niebie powoli zaczęły gromadzić się deszczowe chmury, które zapowiadały zmianę pogody. Nasza grupa udała się jeszcze na wzniesienie, z którego rozciąga się piękny widok na duży akwen wodny Le lac de Sautet, często odwiedzany przez turystów i osoby pragnące wolny czas spędzić nad wodą. W czasie drogi powrotnej do sanktuarium chmury przykryły niebo, zaczął padać deszcz i temperatura znacznie się obniżyła. Wieczorem trochę się przejaśniło i mogliśmy po raz kolejny uczestniczyć w wieczornym nabożeństwie. Tak wyglądał w skrócie nasz kolejny dzień podczas pielgrzymki. W nocy się rozpadało i zaczął wiać mocniejszy wiatr, co za chwilę ukażę na zdjęciach i nakręconym filmie. Taka aura zwiastowała jednak spore zmiany w dotychczas tak łaskawej dla nas pogodzie.

Tymczasem po powrocie do La Salette…

 

Na sam koniec dzisiejszego dnia dodam krótki film ukazujący jaka późnym popołudniem panowała w La Salette aura. Było zimno, deszczowo i bardzo wietrznie…

 

Ciąg dalszy…

– Wstęp do pielgrzymki
– Paray-le-Monial, św. Małgorzata Maria Alacoque
– Taizé, brat Roger
– Ars, św. Jan Maria Vianney
– La Salette i wieczorna procesja ze świecami
– Wyjście w góry, Eucharystia i Droga Krzyżowa
– Sanktuarium Notre Dame du Laus, dom Melanii, cmentarz w Corps
– La Salette spowite chmurami
– Produkcja likieru Chartreuse w Voiron, zakończenie pielgrzymki do La Salette

 

***

Ponadto zapraszam do przeczytania moich wspomnień z pielgrzymek:

Udostępnij to: