Poznaję Boży świat / 2021 – Hiszpania, Camino del Norte. Dzień 20 – Ribadeo, 23 km / łącznie 514,7 km

Poznaję Boży świat / 2021 – Hiszpania, Camino del Norte. Dzień 19 – La Caridad, 30 km / łącznie 491,1 km
24 października 2022
Znani sieradzanie / Pertkiewicz Julian (1921-1984), znany garncarz, mieszkaniec sieradzkiej Pragi
28 października 2022
Udostępnij to:

DZIEŃ 20 (ŚRODA), 11 SIERPNIA 2021 r.
La Caridad – Ribadeo
– 23,6 km; łącznie przeszedłem 514,7 km

 

***

Tak jak pisałem wczoraj, dzisiejszy dzień zapowiada się dla mnie szczególnie. A to dlatego, że jest to dzień, w którym po raz ostatni będę szedł wybrzeżem morskim i jakby po raz ostatni będę spoglądał na ocean. Dzisiejszy dzień zakończę w pięknym portowym miasteczku Ribadeo, a w kolejnych dniach będę już poruszał się w głąb Hiszpanii i zmierzał już bezpośrednio do Santiago de Compostela.

Mając na uwadze, że dzisiejszy odcinek nie jest wyjątkowo długi, a tym bardziej że w Ribadeo miałem zrobioną rezerwację noclegu, to z hotelu wyszedłem nieco później. Pogoda z rana była podobna do tej wczorajszej, a więc, pomimo że było ciepło, to było też pochmurno.

 

Dochodząc po dwudziestu kilometrach do miejscowości Ribadeo, moim oczom ukazał się imponujący metalowo-betonowy most, nazywany Mostem Świętych, który łączył dwa regiony: Asturię, w której jeszcze się znajdowałem i Galicję, do której wchodziłem. Krajobraz Galicji różni się od tradycyjnie postrzeganego krajobrazu Hiszpanii. Przede wszystkim, dzięki atlantyckiemu klimatowi, jest tu chłodniej, bardziej wilgotno, a przez to zielono przez cały rok. Liczne rzeki zasilają pola uprawne i winnice położone na stokach łagodnych wzgórz. Stolicą i najbardziej znanym miastem Galicji jest Santiago de Compostela – cel mojej pielgrzymki.

Przejście przez ten jakże wysoki most było dla mnie w jakimś stopniu nie lada wyzwaniem, bo kiedy się na nim znalazłem, dopadł mnie lęk wysokości. Jest to też dla mnie trochę takie dziwne, bo np. ilekroć leciałem samolotem, to nie czułem lęku i lubię nawet siedzieć przy samym oknie, gdzie mogę podziwiać wszystko z góry. Natomiast, gdy jestem na bardziej otwartej przestrzeni, to już dopada mnie lęk. Przechodząc przez most, zrobiłem tylko kilka zdjęć i starałem się nie patrzeć w dół, tylko równym krokiem chciałem jak najszybciej z niego zejść. Kiedy znalazłem się już po drugiej stronie, mogłem odetchnąć z ulgą (uśmiech) i udać się już bezpośrednio do schroniska.

Widok z mostu na miasto Ribadeo. To tutaj zatrzymam się na kolejny nocleg.
Albergue A Ponte znajduje się w samym centrum miasta i jest bardzo przytulne i czyste. Bardzo je polecam wszystkim pielgrzymom, którzy mają w planach zatrzymać się w Ribadeo.
W korytarzu schroniska znajdowała się szafka na buty
Było również dla pogłębienia wiary Pismo Święte, ale niestety nie w języku polskim (uśmiech)
Hospitalero dokonuje rejestracji kolejnego i utrudzonego pielgrzyma (uśmiech). Na ladzie widać mój paszport z zebranymi wcześniej pieczątkami.
Kuchnia w schronisku, gdzie pielgrzym przygotowuje sobie posiłek. Ten oto młodzieniec pielgrzymuje ze swoim tatą.
A to już pomieszczenie, w którym znajdują się łóżka dla pielgrzymów. Ja miałem przydzielone, to na górze.
20. dzień wędrówki z La Caridad do Ribadeo. Dystans: 23.6 km, czas: 6h 16m.

Do schroniska doszedłem przed godz. 14:00, a więc nawet dosyć wcześnie. Godzina była tym bardziej odpowiednia, bo wiedziałem, że kiedy już troszkę się zregeneruje i odpocznę, to wyjdę na spacer po mieście. Cieszyłem się, że mój kolejny nocleg ma miejsce w przepięknym, portowym miasteczku, które nie omieszkam w jakimś niewielkim stopniu zwiedzić. Hospitalero w recepcji szybko dokonał mojej rejestracji i zaprowadził mnie do sali, gdzie znajdowały się łóżka. W schronisku znajdowało się już kilka osób, które po drodze spotykałem. Część odpoczywała, inni robili pranie, a jeszcze inni przyrządzali sobie w kuchni posiłek. Ja natomiast szybko się rozpakowałem, wziąłem ciepły prysznic i mogłem w końcu położyć się na łóżku, aby odpocząć.

Dzisiejszy mijający dzień mogę zaliczyć do udanych, chociaż pogoda nie była jakaś idealna, to przynajmniej nie padało. Po drodze spotkałem parę radosnych młodych pielgrzymów z Niemiec i Włoch, którzy, tak jak i ja, zmierzali do Santiago de Compostela.

Kiedy tak sobie leżałem na łóżku, zauważyłem, że na niebie jest coraz mniej chmur i zaczyna się przejaśniać na dworze. Bardzo się tym ucieszyłem, bo dzisiejszego dnia trochę brakowało mi tego słońca. Odpocząłem jeszcze przez chwilę i nie tracąc czasu, wyszedłem na spacer.

Kiedy wchodziłem do Ribadeo, niebo było w przeważającej części zachmurzone, a teraz, gdy wybrałem się na spacer, nie brakuje słońca, przez co cała okolica diametralnie nabrała piękna. Pierwsze swoje kroki skierowałem w kierunku portu, gdzie mogłem z odpowiednich miejsc podziwiać jego okolicę. Cała zatoka, która połączona jest z oceanem, robi wrażenie i do tego ten olbrzymi znajdujący się nad zatoką Most Świętych… coś nieprawdopodobnego. Schodząc już do samego portu, w którym znajdowało się wiele różnorodnych łódek i żaglówek większych i mniejszych, zauważyłem, że jest możliwość, za niewielką opłatą, odbycia rejsu statkiem po zatoce. Pomyślałem sobie, że czemu by nie skorzystać z takiej atrakcji, tym bardziej że pogoda idealnie pasuje do takiej wycieczki. Nie zastanawiając się długo, zakupiłem odpowiedni bilet i mogłem zająć właściwe na statku miejsce i udać się w rejs po okolicy.

Widok na port w Ribadeo, a w oddali widać miasteczko Castropol
Z drugiej strony widok na zatokę i ocean. W oddali widoczny Most Świętych, który rozciąga się na 612 metrów nad ujściem Ribadeo. Został wybudowany w 1987 roku i służy jako połączenie między dwiema wspólnotami autonomicznymi Asturią i Galicją.

 

I tak kiedy rejs po zatoce dobiegł końca, mogłem udać się w kierunku starego miasta. Cała część portowa, jak i stare miasto, bardzo tętni życiem. Dzieci bawiły się na placach zabaw bądź grały w piłkę nożną. Będąc na głównym placu Ribadeo, moją uwagę przykuł opuszczony i niestety zaniedbany budynek Torre dos Moreno, który został wybudowany w stylu indyjskim w 1915 r. Jest to tak charakterystyczny budynek o znaczeniu kulturowym, że nie można go pomylić z żadnym innym. Jak wyczytałem w internecie, trwają pracę nad jego zabezpieczeniem i odrestaurowaniem, gdyż z każdym rokiem popada niestety w ruinę, co widać na zdjęciach, które zrobiłem.

W pobliżu tej okazałej budowli odbywały się organizowane przez starszych mieszkańców Ribadeo rozgrywki w Pétanque (gra w kule). Ta zręcznościowa gra jest bardzo popularna nie tylko w Hiszpanii, ale również w innych krajach europejskich. Warto nadmienić, że ta gra staje się również coraz bardziej znana i w Polsce. Chwilę spędziłem na oglądaniu rozgrywek Pań i Panów, którzy w ten oto integracyjny sposób spędzali popołudnie.

 

Spacerując sobie po głównym placu, dostrzegłem, że w jednej jego części znajduje się budynek przypominający jakby klasztor. Podszedłem bliżej, aby się przekonać, czy miałem rację i faktycznie był to klasztor, i to jak się okazało klasztor św. Klary, duchowej córki św. Franciszka z Asyżu, założyciela zakonu Braci Mniejszych. Święta Klara była jego najwierniejszą naśladowniczką i pierwszą kobietą w dziejach kościoła, która stworzyła własną regułę zakonną.

Jak wyczytałem w internecie, ten niepozorny na pierwszy rzut oka klasztor, przed którym stałem, był założony przez samą świętą w XI wieku. Istna perełka. Samym klasztorem budynek stał się w 1366 roku, a więc już po śmierci św. Klary. Tak na marginesie dodam, że moja córeczka ma na imię właśnie Klara, a więc jest to szczególna dziewczynka, której patronuje wielka święta (uśmiech). Święci w Kościele na przestrzeni wieków odgrywają ogromną rolę. Dla mnie święci są jakby drogowskazami na krętych drogach życia, prowadzących do Pana Jezusa. Kiedy podszedłem do głównego wejścia, to okazało się, że drzwi klasztoru są zamknięte. Jednak zobaczyłem, że boczne drzwi klasztoru są jakby lekko uchylone. Zajrzałem dyskretnie do środka, gdzie znajdował się jakby korytarz, a w nim kolejne drzwi. Nie wiedziałem, czy mogę je otworzyć, ale stwierdziłem: „Co tam, nic nie tracę, najwyżej siostra klaryska mnie przepędzi”. Kiedy otworzyłem drzwi, ujrzałem piękne wnętrze kościoła. Byłem bardzo podekscytowany i stwierdziłem, że muszę wejść do środka i zrobić kilka zdjęć jego wnętrza. I tak też, jak pomyślałem, tak zrobiłem. Zapraszam do obejrzenia poniższej galerii z pięknego wnętrza klasztoru św. Klary w Ribadeo.

 

Przebywanie w takim świętym miejscu było dla mnie czymś, czego akurat bardzo potrzebowałem. W kościele, pomimo że znajdował się w samym centrum miasta, panowała zupełna cisza. W takim sakralnym miejscu czas jakby się zatrzymuje, aż szkoda było je opuszczać. Jednak byłem wdzięczny Panu Bogu, że mogłem chociaż przez chwilę się w nim znaleźć i się pomodlić. Kiedy opuściłem już klasztor, poszedłem jeszcze na spacer w okolice portu. Powoli dopadało mnie zmęczenie po całym aktywnym dniu, dlatego mój spacer po starym mieście i porcie zmierzał ku końcowi. Zanim doszedłem do schroniska, wykonałem jeszcze kilka ostatnich, pamiątkowych zdjęć z mojego pobytu w Ribadeo.

 

Kiedy doszedłem do schroniska i położyłem się na łóżku, byłem z jednej strony szczęśliwy, a z drugiej troszkę smutny, bo pewien etap na Camino del Norte dobiegał końca. Ribadeo to miejscowość, w której, jak pisałem na początku, przebywanie jest etapem pożegnalnym z pięknym oceanem, wysokimi klifami, piaszczystymi i dużymi plażami. Od jutra będę już odbijał od wybrzeża i droga będzie już ukierunkowana na Santiago de Compostela.

Po wyjściu pierwszego dnia z Bilbao, aż do dzisiaj w Ribadeo, przemierzyłem 514 km. Kiedy sobie leżę i analizuję te wszystkie przebyte 20 dni, to czuję, iż miałem ogromne szczęście, że pogoda bardzo mi sprzyjała, przez co na swoich fotografiach mogłem ukazać piękno przebytej niełatwej drogi. Mogę jedynie pokornie pokłonić się Panu Bogu nie tylko za dar słonecznej pogody, ale i za to, że nie doznałem żadnej kontuzji. Dziękuję również za te dwa dni deszczu, które pokazały mi, jakim jestem słabym i grzesznym człowiekiem. Jednak pomimo wielu upadków wstawałem ponownie i szedłem dalej. Podobnie jest i w życiu codziennym, że często upadamy, ale najważniejsze jest to, żeby po upadku umieć szybko powstać i zawsze starać się trwać, mimo różnych życiowych sytuacji przy Panu Jezusie, z którym na końcu naszego ziemskiego życia się spotkamy.

Teraz mając już kolejny dzień zaplanowany, a co najważniejsze Ani udało się zrobić kolejną rezerwację noclegu w miejscowości Vilanova de Lourenzá, mogłem spokojnie położyć się spać. Jutrzejszy dzień będzie dniem, gdzie do pokonania będę miał blisko 30 km, ale co tam takie kilometry dla mnie, jestem już zahartowany, więc niczego się nie obawiam (uśmiech). Powoli zaczynam odliczać dni, kiedy już wejdę do Santiago de Compostela i uklęknę przed katedrą św. Jakuba. To będzie z całą pewnością niesamowite uczucie. Na razie dobrej nocy życzę wszystkim. Dobranoc!

 

Łukasz Piotrowski

 

 

***

Kolejne dni pielgrzymowania szlakiem “Camino del Norte” do Santiago de Compostela + Muxía w Hiszpanii:

 

***

Ponadto zapraszam do przeczytania moich wspomnień z pielgrzymek:

Udostępnij to: