Poznaję Boży świat / 2021 – Hiszpania, Camino del Norte. Dzień 26 – Arzúa, 22 km / łącznie 672,6 km

Poznaję Boży świat / 2021 – Hiszpania, Camino del Norte. Dzień 25 – Sobrado Dos Monxes, 25 km / łącznie 650,4 km
8 listopada 2022
Poznaję Boży świat / 2021 – Hiszpania, Camino del Norte. Dzień 27 – Monte de Gozo, 35 km / łącznie 708,1 km
13 listopada 2022
Udostępnij to:

DZIEŃ 26 (WTOREK), 17 SIERPNIA 2021 r.
Sobrado Dos Monxes – Arzúa – 22,2 km; łącznie przeszedłem 672,6 km

 

***

Dzisiejszy dzień zapowiada się bardzo spokojnie, ponieważ do pokonania mam niewiele ponad 20 km. Wstaję skoro świt, by unikać, jak to tylko możliwie, wysokich temperatur. W moim sercu panuje coraz większa radość, a w myślach już powoli odliczam sobie nie dni, a kilometry, które pozostały mi do przejścia. Jest to też dzień, w którym będę w miejscowości Arzúa, w której łączą się drogi do Camino del Norte oraz do Camino Francés, a przez to na szlaku zacznie pojawiać się znacznie więcej pielgrzymów. W Arzúa, jak sprawdziłem dzień wcześniej, znajduje się sporo schronisk, więc nie kazałem Ani już rezerwować noclegu, bo byłem przekonany, że tym razem z miejscem do spania nie będzie problemu. Jak się jednak później okaże, to problem się niestety pojawił, ale o tym napiszę już pod fotoreportażem. Ruszajmy!

 

W końcu udało mi się znaleźć schronisko. Jestem uratowany (uśmiech).
26. dzień wędrówki z Sobrado do Arzúa. Dystans: 22.2 km, czas: 6 h 10 min.

Pomimo że dzisiejszy etap nie był długi, to szło mi się dosyć ciężko. Jednak pocieszałem się w duchu, że to już końcówka i że od jutra z każdym dniem będzie już tylko ciekawiej. Podczas dzisiejszej wędrówki spotkałem dwie sympatyczne dziewczyny, które, jak się okazało, były rodzonymi siostrami i pochodziły z Ukrainy. Dochodząc do Arzúa, byłem przekonany, że z noclegiem nie będzie problemu. Jednak, gdy wchodziłem zdyszany do miasta, to zauważyłem, jak wielu pielgrzymów tutaj się zatrzymuje. Faktycznie, to miasto jest punktem, gdzie spotykają się dwa wspomniane szlaki (Północny i Francuski) i było to widać na każdym rogu. Wchodząc do pierwszego napotkanego schroniska, otrzymałem wiadomość, że jest już komplet i nie mogę zostać na noc. No nic, poszedłem dalej do drugiego schroniska i tam również okazało się, że wszystkie miejsca są zajęte. Dopadło mnie wręcz zwątpienie i miałem żal do siebie, że jednak wcześniej nie poprosiłem Ani o poszukanie miejsca noclegowego. Pani w schronisku, która niestety nie mogła mnie przenocować, widząc moje zmartwienie, kazała mi chwilę poczekać. Następnie zadzwoniła do jednego z kolejnych schronisk (widać, że schroniska ze sobą się bardzo dobrze znają) i zapytała się, czy nie znajdzie się miejsce dla pielgrzyma. Pani Hospitalero uśmiechnęła się i powiedziała, że jest miejsce dla mnie w Hostelu Santiago Apóstol, a cena za nocleg, to 12 euro. Ucieszyłem się bardzo, bo jak się okazało, schronisko znajdowało się dosłownie kilka kroków dalej. Pomimo że w Arzúa jest dużo miejsc noclegowych (według strony gronze.com jest ich 8), to jednak lepiej zawsze dzień wcześniej zatelefonować i upewnić się, czy jest nocleg. Nic to tak naprawdę nas nie kosztuje, ale będziemy chociaż spokojni, że mamy nocleg.

Schronisko, do którego się udałem, było trzypiętrowym budynkiem, a sala, w której się zakwaterowałem, znajdowała się na drugim piętrze. Dobrze, że w budynku była winda, więc nie trzeba było wchodzić po schodach. W głównym holu przy recepcji zauważyłem, że znajdowały się jakby główne bagaże pielgrzymów. Do nich była doczepiona karteczka z informacją reklamową przewoźnika. Niektórzy pielgrzymi, których można poznać już na pierwszy rzut oka, często korzystają z takich usług transportowych, w których zamawia się dowóz bagażu do danego schroniska, a przez drogę idzie się tylko z małym, podręcznym plecaczkiem. Jednak „prawdziwi” pielgrzymi, a przynajmniej ja, z takiej formy nigdy by nie skorzystali. Dla mnie plecak stał się w jakimś stopniu (nie wiem, czy mogę tak napisać) krzyżem, który dźwigam, i z którym chcę dojść do celu. Trudno mi sobie wyobrazić taką formę pielgrzymowania. Po zakwaterowaniu się mogłem prędko wziąć prysznic i odpocząć. W sali, w której się znajdowałem, było już kilka osób, których wcześniej niestety nigdy nie spotkałem. Kiedy leżałem sobie szczęśliwy na łóżku, w pewnym momencie do sali weszła Hospitalero z policją. Policja sprawdzała, czy są w schronisku przestrzegane limity, które były wprowadzone w związku z pandemią koronawirusa. To była tak naprawdę jedna z największych moich bolączek, przez które część schronisk była zamkniętych, a pozostałe mogły przyjmować ograniczoną liczbą pielgrzymów. Policjanci tylko zajrzeli do środka, popatrzyli i wyszli. Wszystko było w porządku.

W godzinach popołudniowych, kiedy już wystarczająco odpocząłem, wyszedłem na spacer, by coś zjeść i zrobić zakupy. Na głównej ulicy znajduje się wiele restauracji i barów, które były wypełnione pielgrzymami. Ja swoje kroki skierowałem do pobliskiego marketu, z którego szybko ze względu na brak maseczki zostałem wyproszony. Musiałem wrócić ponownie do schroniska i wziąć maseczkę. Hiszpanie bardzo tego przestrzegali, dlatego, żeby gdziekolwiek wejść do środka, to należało mieć założoną maseczkę. Po zrobieniu zakupów poszedłem do pobliskiej restauracji na kolację. W tym samym momencie, kiedy złożyłem zamówienie, zadzwonił do mnie ks. dr Tadeusz Miłek, by zapytać się o przebieg mojej wędrówki. Jak zwykle ucieszyłem się z tego telefonu i z tego, że wciąż o mnie pamięta. Powiedziałem ks. Tadeuszowi, że jestem już prawie u celu, że jutro będę w Monte de Gozo, że zobaczę już z oddali wieże katedry św. Jakuba, a pojutrze dojdę do końca mojej pielgrzymki. Ks. Tadeusz gratulował mi wytrwałości i cieszył się razem ze mną, że wszystko przebiega pomyślnie. Rozmowa z ks. Tadeuszem zawsze dodaje mi sił i zawsze ogromnie się cieszę, gdy do mnie dzwoni. Oczywiście powiedziałem, że gdy już pojutrze dojdę do celu, to zadzwonię i poinformuję go, że się udało (uśmiech). W restauracji, w której siedziałem, w drugim jej końcu siedział też pewien chłopak, który po skończonym posiłku podszedł do mnie i się przywitał. Był to chłopak z Polski, o imieniu Dawid, którego skojarzyłem z widzenia ze schroniska, w którym dzisiaj obaj się zatrzymaliśmy. Poprosiłem go, żeby przysiadł do stolika i zaczęliśmy ze sobą rozmawiać. Opowiedziałem mu o swojej drodze, że wyruszyłem z Bilbao, że jeszcze po dojściu do Santiago de Compostela, będę szedł na Muxia i tam przez kilka dni przed powrotem do Polski pozostanę. Dawid natomiast jak powiedział, wyruszył z Irun (120 km do Bilbao), a więc od początku Camino del Norte. Jednak jego pielgrzymka, ze względu na brak dłuższego urlopu, dobiegnie końca już w Santiago de Compostela. Powiedział, że jutro również zatrzymuje się na nocleg w Monte de Gozo i że zapewne jeszcze się spotkamy. Był pod wrażeniem całej drogi i piękna, które mógł zobaczyć. Wyraził też smutek, że przygoda z Camino del Norte, która trwa od wielu dni, dobiega już końca. Kiedy zakończyliśmy naszą rozmowę, udałem się jeszcze na krótki spacer, a następnie poszedłem już do schroniska, by przygotować się, jakby nie patrzeć, do ostatniego odcinka drogi. Co za radość! (uśmiech).

Łukasz Piotrowski

 

 

***

Kolejne dni pielgrzymowania szlakiem “Camino del Norte” do Santiago de Compostela + Muxía w Hiszpanii:

 

***

Ponadto zapraszam do przeczytania moich wspomnień z pielgrzymek:

Udostępnij to: