Poznaję Boży świat / 2018 – Francja, św. Jan Maria Vianney z Ars (1786-1859)

Infografika “Powstanie Warszawskie 1944”
2 sierpnia 2022
Doszli do kresu pielgrzymki / Śp. Ks. Tadeusz Tadeusiak – kierownik Sieradzkich Pieszych Pielgrzymek na Jasną Górę w latach 1983–1985. AKTUALIZACJA!
3 sierpnia 2022
Udostępnij to:

Ciąg dalszy…

– Wstęp do pielgrzymki
– Paray-le-Monial, św. Małgorzata Maria Alacoque
– Taizé, brat Roger
– Ars, św. Jan Maria Vianney
– La Salette i wieczorna procesja ze świecami
– Wyjście w góry, Eucharystia i Droga Krzyżowa
– Sanktuarium Notre Dame du Laus, dom Melanii, cmentarz w Corps
– La Salette spowite chmurami
– Produkcja likieru Chartreuse w Voiron, zakończenie pielgrzymki do La Salette

***

Dzień 2, 19 września 2018 r.

Powoli czas przeznaczony na wizytę w Taizé dobiegł końca i nasza grupa autokarem udała się w kolejne miejsce, zaplanowane na pierwszy dzień naszej pielgrzymki – mowa o mieście związanym ze św. Janem Marią Vianneyem, urodzonym 8 maja 1786 roku w chłopskiej rodzinie we wsi Dardilly koło Lyonu. Byłem bardzo podekscytowany myślą o odwiedzeniu miejsca, do którego zmierzaliśmy. W swojej domowej biblioteczce mam kilka książek i albumów poświęcone temu świętemu człowiekowi, którego imię zostało przecież włączone do Litanii Wszystkich Świętych, a papież Benedykt XVI ogłosił 11 czerwca 2010 roku św. Jana Marię Vianneya patronem wszystkich księży, stawiając tego skromnego człowieka jako wzór do naśladowania.

Zanim ukażę zdjęcia, które wykonałem podczas pobytu w Ars, chciałbym najpierw przywołać piękną biografię Jana Marii Vianneya, by pokazać, jak ów prosty, oddany bezgranicznie Bogu człowiek, mający wielkie problemy z nauką i o mały włos nie wydalony z seminarium za brak postępów w przyswajaniu wiedzy, potrafił swoją postawą proboszcza nawracać tysiące ludzi. Sięgnę tu do artykułu z mojego ulubionego dwumiesięcznika „Miłujcie się!” z 2017 roku, poświęconego temu świętemu.

 

Święty Jan Maria Vianney

W dniu 4 sierpnia 1859 roku w wieku 63 lat umarł św. ks. Jan Maria Vianney. Przez przeszło 40 lat ks. Vianney był proboszczem w małej wiosce Ars w diecezji Lyonu. Kiedy rozpoczynał tam swoją kapłańską posługę, Ars było nieznaną nikomu mieściną. W ostatnich latach jego życia do Ars przyjeżdżały setki tysięcy ludzi z całej Francji i Europy, aby spowiadać się u świętego proboszcza i uczestniczyć w odprawianych przez niego Mszach św. Dzięki jego wstawiennictwu u Boga dokonywały się tam spektakularne nawrócenia i uzdrowienia.

Dzieciństwo
Święty Proboszcz z Ars Jan Maria Vianney urodził się 8 maja 1786 roku w wiosce Dardilly, położonej w odległości 20 km od Lyonu, jako czwarte dziecko małżeństwa Mateusza i Marii Vianneyów. Pan Bóg szczególnie im pobłogosławił, obdarzając ich sześciorgiem dzieci.

Gdy Jan Maria miał pięć lat, rozpoczął się okres krwawego prześladowania Kościoła katolickiego podczas rewolucji francuskiej. Rewolucyjny rząd pozamykał wszystkie kościoły i szkoły katolickie, a księża nie mogli wtedy sprawować swojej posługi pod groźbą kary śmierci.

Kapłanów, którzy nie podporządkowali się zarządzeniom władz, skazywano na śmierć. Tych, którzy zostali złapani przez siły rewolucyjne, zabijano lub internowano i wysyłano do Gujany, gdzie umierali z wycieńczenia. Władze rewolucyjne wprowadziły nowy kalendarz, w którym dopiero co dziesiąty dzień był wolny od pracy. Kapłani ukrywali się i z narażeniem życia odprawiali Msze św. w domach prywatnych, w całkowitej konspiracji.

W czasie tych prześladowań Jaś Vianney z kilkuletnim opóźnieniem, potajemnie przystąpił do pierwszej Komunii św.; miał wtedy 13 lat. W okresie rządów rewolucji w szkołach francuskich mogli uczyć tylko świeccy nauczyciele, którzy złożyli przysięgę wierności rządzącym. Ponieważ brakowało takich nauczycieli, dlatego wiele szkół było zamkniętych.

Janek mógł rozpocząć naukę czytania i pisania dopiero wtedy, gdy miał siedemnaście lat. Krwawe prześladowania Kościoła zakończyły się po zamachu stanu 9 listopada 1799 roku i przejęciu władzy przez generała Napoleona Bonapartego. Kapłani mogli wówczas wyjść z ukrycia i wrócić do swoich parafii, otworzyć kościoły i rozpocząć normalną pracę duszpasterską.

Już od wczesnych lat młodzieńczych Janek prowadził głębokie życie modlitwy; każdego dnia ofiarowywał Bogu całego siebie, każdą swoją pracę, wszystkie swoje myśli, uczucia, każdy swój krok i każdy odpoczynek. Już jako dojrzały kapłan mówił:

O, jak to pięknie, gdy się rzecz każdą czyni z Bogiem!… Jeśli pracujesz z Bogiem, On pracę twą pobłogosławi, On nawet uświęca wszystkie kroki twoje. Wszystko będzie policzone: każde umartwienie wzroku, każde odmówienie sobie jakiejś przyjemności – wszystko będzie zapisane. A więc, duszo moja, każdego ranka składaj się Bogu w ofierze.

W drodze do kapłaństwa
Od wczesnej młodości Janek nosił w swoim sercu wielkie pragnienie, aby zostać kapłanem i „zdobywać dusze dla Boga”. Nie było to jednak proste, ponieważ nie miał on żadnego wykształcenia. W tym czasie do sąsiedniej parafii w Ecully przyjechał Balley, któremu biskup polecił wynajdywanie chłopców z powołaniem do kapłaństwa i przygotowywanie ich do seminarium. Ale ojciec Janka mocno sprzeciwiał się temu, aby jego syn został księdzem. Dopiero po długich, usilnych prośbach wyraził zgodę, aby jego syn mógł przygotowywać się do kapłaństwa u ks. Balleya.

Od 1806 roku młodzieniec rozpoczął naukę na plebanii w Ecully. Początki były bardzo trudne, ponieważ Janek, mimo wrodzonej inteligencji i dużej wrażliwości, nie miał wyrobionego umysłu, a co za tym idzie – zdolności zapamiętywania. Było to poważnym utrudnieniem w studiowaniu teologii i łaciny. Szczególnie ciężko przyswajał sobie słówka oraz deklinacje i koniugacje języka łacińskiego.

Pomimo wielkich trudności Janek nie dawał za wygraną; prosił o światło Ducha Świętego i z wielkim uporem całymi godzinami pochylał się nad książką przy słabym świetle lampki. Mimo braku postępów w nauce, Janek na początku nie ulegał zniechęceniu, ale z jeszcze większą gorliwością przykładał się do studium.

W miarę jednak upływu czasu, gdy chłopak się zorientował, że jego wysiłki nie przynoszą żadnych efektów, zniechęcił się. Zaczął myśleć o rezygnacji z dalszej nauki i o powrocie do domu rodzinnego. Jednak ks. Balley przekonał go, by nie ulegał tej pokusie, ale podtrzymywał swe pragnienie, aby jako kapłan mógł jak najwięcej ludzkich dusz doprowadzić do zbawienia.

Janek siłą woli przezwyciężał zniechęcenie, ale kłopoty z nauką i zapamiętywaniem nie ustępowały. Wspominał później, że „w niedobrej swej głowie niczego pomieścić nie mógł”. Aby wyprosić u Boga zdolność zapamiętywania, udał się w pieszej pielgrzymce o chlebie i wodzie do grobu św. Franciszka Regis w La Louvesc, oddalonym o 100 km od Ecully.

Dotarł tam wycieńczony głodem, ale szczęśliwy, gdyż mógł przedstawić swoje prośby Bogu przez wstawiennictwo św. Franciszka. Po powrocie z pielgrzymki zorientował się, że jego pamięć się nieco polepszyła. Otrzymał łaskę, ale w ograniczonym zakresie.

W 1807 roku Jan Maria przyjmuje sakrament bierzmowania. Jesienią roku 1809 otrzymuje wezwanie do wojska. Po kilku dniach służby wojskowej zostaje odesłany do szpitala z powodu ciężkiej choroby. Natychmiast po zakończeniu leczenia ma się udać na front hiszpański. Bardzo osłabiony chorobą, żołnierz Janek nie jest w stanie dotrzymać kroku idącym na wojnę piechurom i dlatego musi jechać konnym wozem. W czasie uciążliwej podróży następuje u niego nawrót choroby i Janek przez sześć tygodni leży w szpitalu w Roanne. Po wyjściu dostaje ponownie rozkaz przyłączenia się do oddziału wyruszającego na wojnę w Hiszpanii.

W drodze na punkt zborny, przechodząc obok kościoła, wstępuje na modlitwę, podczas której traci poczucie czasu. Kiedy dotarł na miejsce wymarszu, jego oddział już dawno był w drodze. Kapitan Blanchard po ostrym napomnieniu wydał rekrutowi rozkaz, aby ruszył w pogoń za swoim oddziałem.

Osłabiony chorobą, z ciężkim żołnierskim plecakiem, po całodziennym marszu wyczerpany do granic wytrzymałości, Janek rezygnuje z dalszej pogoni i zatrzymuje się na odpoczynek w lesie. Spotyka tam jednego z dezerterów, który zlitował się nad nim i zaprowadził go do wioski Noes, ukrytej głęboko w lasach. Janek przebywa tam 11 miesięcy jako nauczyciel dzieci.

W tym czasie zostaje ogłoszona amnestia dla dezerterów, a najmłodszy brat Janka, Franciszek, dobrowolnie zgłosił się do odbycia służby wojskowej w jego zastępstwie. Wtedy dopiero Janek mógł wyjść z ukrycia i w styczniu 1811 roku wrócić do Ecully, aby kontynuować swoje przygotowanie do kapłaństwa. Kilka tygodni po powrocie w rodzinne strony umiera jego ukochana i świątobliwa matka Maria Vianney. Było to dla niego bardzo bolesne doświadczenie.

W drugim półroczu 1812 roku ks. Balley wysyła już 26-letniego Jana Marię do małego seminarium w Verrieres, aby przez rok studiował tam filozofię. Nauka w seminarium szła mu lepiej, niż się spodziewał, ale i tak należał do najsłabszych studentów. Stało się to dla niego źródłem wielu upokorzeń.

Wszystkie swoje cierpienia ofiarowywał Jezusowi w długich chwilach spędzanych przed Najświętszym Sakramentem. Na modlitwie zawierzał siebie Najświętszej Maryi Pannie, składając ślub całkowitego oddania się na Jej służbę.

Po ukończeniu filozofii z bardzo słabym wynikiem Jan Maria rozpoczął w 1813 roku studia teologiczne w Seminarium św. Ireneusza w Lyonie. Wszystkie wykłady odbywały się tam w języku łacińskim, który Jan Vianney słabo rozumiał. Po pierwszym nieudanym egzaminie przełożeni ocenili, że Vianney nie nadaje się do kapłaństwa, i zwolnili go z seminarium. Było to najboleśniejsze doświadczenie w jego życiu.

Wrócił załamany na plebanię w Ecully. Ksiądz Balley nie zgodził się z decyzją władz seminaryjnych; był przekonany, że Jan Maria Vianney ma powołanie, i dlatego – za zgodą kurii biskupiej – sam podjął się przygotować go do święceń kapłańskich.

Po roku intensywnej nauki Jan Maria zdał kanoniczny egzamin na probostwie w Ecully. Egzaminatorzy byli zdumieni jego jasnymi i dokładnymi odpowiedziami. Wikariusz generalny, ks. Courbon, przy podpisywaniu dokumentu zezwalającego na święcenia kapłańskie Jana Marii Vianneya powiedział:

Kościołowi potrzebni są kapłani wyróżniający się pobożnością.

Po wielu latach cierpień, niepowodzeń i niepewności 23 czerwca 1815 roku Jan Maria Vianney otrzymał w katedrze lyońskiej święcenia diakonatu, a 13 sierpnia tego samego roku sakrament kapłaństwa – w katedrze w Grenoble. Ksiądz Jan Vianney wielokrotnie podkreślał podczas katechez nieoceniony skarb sakramentu kapłaństwa, który Jezus daje dla zbawienia wszystkich ludzi:

Dopiero w niebie kapłani w pełni pojmą samych siebie. Gdyby ktoś już na ziemi do końca zrozumiał kapłańską godność, to umarłby – nie z lęku, lecz z miłości.

Pierwsze lata posługi kapłańskiej
Po święceniach ks. Jan Vianney został wikariuszem w parafii Ecully – u swojego ukochanego nauczyciela, wychowawcy i przyjaciela ks. Balleya. Przy boku tego świętego kapłana uczył się stawiać pierwsze kroki w posłudze kapłańskiej. Była to dla neoprezbitera prawdziwa szkoła świętości.

Nikt inny nie dał mi lepiej poznać, do jakiego stopnia dusza może wyzwolić się od zmysłów i nabrać chęci do miłowania Boga.

Tak św. Jan Vianney wspominał po latach ks. Balleya.

Tak jak przed święceniami wytrwałością w pracy i modlitwie przezwyciężał wszelkie przeszkody i trudności, tak samo w życiu kapłańskim z wielkim poświęceniem ks. Vianney przygotowywał swe kazania, żarliwie się modlił i wieczorami pogłębiał swą wiedzę, czytając dzieła mistrzów duchowych.

Po śmierci ks. Balleya (17.12.1817) ks. Vianney opłakiwał swojego proboszcza jak ojca, bo to jemu w głównej mierze zawdzięczał swoje dojście do kapłaństwa.

9 lutego 1818 roku ks. Jan Maria Vianney wyruszył w drogę do niewielkiej, liczącej 230 mieszkańców, wioski Ars, aby w tamtejszej parafii podjąć obowiązki proboszcza. Podczas wręczania mu nominacji biskup powiedział:

Jest to mała parafia, w której nie ma wiele miłości Boga: ty im ją przyniesiesz.

Okres rewolucji francuskiej spowodował wielkie spustoszenia w obyczajowości i duchowości mieszkańców Ars. W wiosce nie było stałej szkoły i panowała w niej wielka ciemnota. Rzadko które dziecko umiało czytać i pisać. Z błahych powodów mieszkańcy opuszczali niedzielną Mszę św., bez żadnych skrupułów w niedzielę pracowali na roli. W większości nagminnie przeklinali.

W tej malutkiej wiosce były aż cztery karczmy, w których mężczyźni tracili pieniądze, upijali się i zakłócali spokój. Często w wiosce organizowano potańcówki, podczas których dochodziło do ciężkich wykroczeń w dziedzinie czystości. Tylko w niewielu rodzinach panowały prawdziwie chrześcijańskie tradycje.

W pierwszych tygodniach swego pobytu w Ars ks. Vianney odwiedził wszystkie rodziny mieszkające w parafii, a było ich 60. Z bólem serca stwierdził, że parafianie, którzy wzrastali w czasie rewolucyjnego terroru, nie mieli elementarnej znajomości podstawowych prawd wiary.

Sposobów nawrócenia parafii ks. Vianney uczył się bezpośrednio od Jezusa, adorując Go codziennie w Najświętszym Sakramencie. Każdego dnia przed wschodem słońca udawał się do kościoła, aby u stóp tabernakulum modlić się o nawrócenie swoich parafian. Często płakał rzewnymi łzami, powtarzając:

O Boże mój, pozwól mi nawrócić moją parafię: zgadzam się przyjąć wszystkie cierpienia, jakie zechcesz mi zesłać w ciągu całego mego życia.

Ksiądz Vianney nie tylko modlił się za swoich parafian, ale również za nich pościł i pokutował. Świadkowie mówią, że tak mało jadł, że fakt, iż nie umarł z głodu, był ewidentnym cudem. Parafianie byli zdumieni skrajnym ubóstwem swojego proboszcza, jego całkowitym oddaniem się służbie Bogu oraz zatroskaniem o ich zbawienie.

Jak tylko został proboszczem w Ars, ks. Vianney energicznie i z wielką gospodarnością zabrał się do powiększenia, odnowienia i upiększenia zaniedbanego kościoła; wymienił także zniszczone szaty liturgiczne na piękne i kosztowne.

U źródeł religijnej ignorancji swoich parafian proboszcz z Ars widział grzech lenistwa i niedbalstwa.

Bądźmy pewni – mówił na ambonie – że ten jeden grzech stanie się powodem potępienia dla większej ilości dusz aniżeli wszystkie inne grzechy razem wzięte; bo człowiek nieświadomy nie rozumie ani zła, które popełnia, ani dobra, które przez grzech traci.

Świadomość, że przez dobrowolne odrzucenie Boga i Jego przykazań człowiek idzie drogą, która prowadzi do wiecznego potępienia, przynaglała młodego proboszcza z Ars do wytrwałego i gorliwego katechizowania dzieci i młodzieży. Katechez tych chętnie słuchali również starsi parafianie, gdyż wypływały one z serca przepełnionego żarliwą wiarą.

Ksiądz Vianney z niezwykłą gorliwością przygotowywał się do niedzielnych kazań. Wiedział, że głoszenie Bożego słowa z mocą jest niezbędnie konieczne w przygotowaniu ludzkich serc do nawrócenia i przyjęcia daru wiary. Mówił:

Pan nasz, który jest samą Prawdą, nie przywiązuje mniejszej wagi do swego słowa niż do swego Ciała.

Całymi godzinami modlił się, czytał książki, a później pisał i uczył się napisanych tekstów kazań na pamięć. Zwłaszcza w początkach kosztowało go to wiele czasu i trudu, gdyż miał problemy z zapamiętywaniem.

Wszystko to czynił w obecności Jezusa ukrytego w Najświętszym Sakramencie. W miarę upływu lat nauczył się mówić bardziej spontanicznie, podając proste przykłady z codziennego życia.

Kiedy ludzie z całej Francji, na wieść o nadzwyczajnych znakach i cudach, zaczęli masowo pielgrzymować do Ars, Święty Proboszcz musiał spowiadać po kilkanaście godzin na dobę. Nie miał wtedy czasu na przygotowywanie kazań, przykładał się bowiem jedynie do modlitwy. Wychodził bezpośrednio z konfesjonału na ambonę (…)

– pisze świadek tych wydarzeń o. Alfred Monnin SJ.

Wiara była całą wiedzą Proboszcza z Ars; Jezus Chrystus był jego jedyną księgą. Nie szukał innej mądrości poza mądrością śmierci i krzyża Jezusa Chrystusa. Nie uznawał żadnej innej mądrości za prawdziwą ani za pożyteczną.

Nauczył się wszystkiego nie w kurzu bibliotek ani z ust mędrców, zasiadając w szkolnych ławach, lecz na modlitwie, na kolanach u stóp swego Mistrza (…) przed tabernakulum, gdzie spędzał dnie i noce, zanim tłumy odarły go z wolności dysponowania swoim czasem – to tam wszystkiego się nauczył.

W jego głosie, gestach, spojrzeniu i w całej jego jakby przemienionej postaci odbijał się blask tak niezwykły i moc tak cudowna, że nie sposób było pozostać obojętnym, gdy się go słuchało.

Obrazy i myśli poddawane nam przez światło Boże mają zupełnie inny wymiar niż te, które zdolni jesteśmy zdobyć pracą własnego umysłu. Wobec tak pełnej światła i prostoty nauki, wobec tak niezbitej pewności, [z jaką przemawiał], wątpliwości pierzchały z serc najbardziej zatwardziałych, a ich miejsce zajmowało światło wiary („Zapiski z Ars”, s. 26-27).

Święty Jan Vianney był bezkompromisowy w głoszeniu Ewangelii. Ostrzegał, że ostateczną konsekwencją grzechów jest wieczne potępienie. Ukazywał wielkość Bożego Miłosierdzia, piękno życia zgodnego z wolą Bożą oraz niewypowiedziane szczęście, które nam Bóg przygotował w niebie.

Z odwagą piętnował wszelkie przejawy zła; był radykalny w sprawach dotyczących wiecznego zbawienia swoich parafian. Mówił:

Jeśli kapłan, widząc znieważanie Boga i ginące dusze, milczy – biada mu! Jeśli nie chce się potępić, winien w razie jakiegoś nieporządku w swej parafii podeptać wzgląd ludzki i obawę, że będzie wzgardzony czy znienawidzony.

Odpowiedzialność za zbawienie swoich parafian była najważniejszą jego troską. Często powtarzał:

Kapłaństwo to miłość Serca Jezusowego.

W swoich kazaniach i naukach nieustannie mówił o tej miłości Jezusa:

O Boże mój, wolałbym umrzeć, miłując Ciebie, niż żyć choć chwilę, nie kochając… Kocham Cię, mój Boski Zbawicielu, ponieważ za mnie zostałeś ukrzyżowany (…), ponieważ pozwalasz mi być ukrzyżowanym dla Ciebie.

Mieczysław Piotrowski

 

W drodze do Ars… Większość wiosek francuskich to urokliwe miejsca rozrzucone pośrodku zielonych terenów.
Współczesny widok na Bazylikę św. Jana Marii Vianneya w Ars. Dzisiaj pielgrzymują do niej wierni z całego świata. Dnia 6 października 1986 roku modlił się tu Ojciec Święty Jan Paweł II.
Jak dobrze tutaj być… Proboszcz z Ars tak kiedyś powiedział: „Ty powiadasz, że nie chcesz być świętym, a ja ci mówię, że tylko święci posiądą niebo, że musisz być albo świętym, albo potępionym – tu nie ma innego wyboru!”. „Nie wszyscy święci dobrze zaczynali, ale każdy z nich dobrze skończył. My też nie zaczęliśmy dobrze naszego życia, więc przynajmniej starajmy się dobrze je zakończyć i dołączyć do świętych w niebie”.
Makieta przedstawiająca kościół i plebanię w czasach św. Proboszcza z Ars. Kiedy ks. Vianney przybył do Ars, dla wielu stał się obiektem drwin. Szydzono z niego z powodu jego radykalnego ubóstwa. Rzucano na niego oszczerstwa. Jednak z czasem rosnąca sława jego świętości zagłuszyła złe języki. W dziesiątym roku jego pracy duszpasterskiej w Ars przybyło do niego około 20 tysięcy wiernych. Przez ostatni rok życia wyspowiadał ponad 80 tysięcy osób. Ludzie przyjeżdżali i czekali po kilka dni, żeby prosić Świętego o błogosławieństwo czy duchową wskazówkę. Przez 41 lat posługi w Ars ks. Jan Vianney przyjął około miliona penitentów. Kiedy zmarł, w jego pogrzebie wzięło udział około 300 duchownych i około 6 tysięcy wiernych. Żegnały go dzwony wszystkich kościołów dekanatu.
Na ścianach skromnej sypialni, która mieści się na piętrze, wiszą wizerunki Chrystusa i Matki Bożej, a także portrety świętych, których Proboszcz z Ars otaczał szczególną czcią – Jana Chrzciciela, Filomeny, Franciszka z Asyżu, Franciszka Regis. Ks. Jan Maria Vianney miał w sypialni bogatą jak na tamte czasy bibliotekę (z prawej strony widać jej część), liczącą blisko 300 książek. Jedną z ulubionych były „Żywoty świętych”, które oprócz Pisma Świętego czytał codziennie. Pośrodku pokoju stoi łóżko, na którym Proboszcz z Ars zmarł. To w tym pokoju przez ponad 30 lat atakował ks. Vianneya szatan, zwany przez niego „Grappin” (trójzębna motyka do wykopywania ziemniaków). Drzwi sypialni noszą tego widoczne ślady.
Zniszczone i rozdeptane wieśniacze buty wymownie świadczą o umiłowaniu ubóstwa. Ks. Jan Maria Vianney powiadał: „Ten świat z jego bogactwami, przyjemnościami i zaszczytami przeminie, lecz niebo i piekło nigdy nie przeminą. Pamiętajmy o tym!”. „Przejdźcie się na cmentarz, jeśli chcecie zobaczyć, co zostaje z ciała, o które tak bardzo się troszczycie”. „To grzech sprawia, że boimy się śmierci”.
W jednym z pokoi na piętrze urządzone zostało małe muzeum z pamiątkami po świętym. Ks. Jan Maria Vianney, żyjąc samemu w skrajnym ubóstwie, swą miłość do Chrystusa Eucharystycznego wyrażał m.in. troską o piękne sprzęty liturgiczne, bogato haftowane ornaty.
Przedmioty należące niegdyś do ks. Vianneya – kapelusz, parasol, worek podróżny, laska, którą podpierał się u schyłku życia. Z prawej strony widoczna wytarta sutanna, stuła i skromna komża, które nosił św. Proboszcz z Ars. Tak ubrany zasiadał do konfesjonału, w którym pod koniec życia spędzał nawet po 16 godzin dziennie.
Wnętrze starego kościoła, przy którym po śmierci Świętego dobudowano Bazylikę. Z prawej strony widzimy ambonę, z której św. Jan Maria Vianney głosił kazania, nawracając rzesze ludzi z całej Francji
Kaplica Matki Bożej została wzniesiona w 1752 roku. Ks. Jan Maria Vianney przebudował ją w roku 1821. Pierwszego maja 1836 roku, osiemnaście lat przed ogłoszeniem przez papieża dogmatu o Niepokalanym Poczęciu (1854), św. Proboszcz z Ars uroczyście poświęcił swój kościół Maryi Niepokalanie Poczętej i zawierzył Jej swoich parafian.
„O, jak bardzo ślepi są grzesznicy, który wstydzą się albo też boją wyspowiadać się ze swoich upadków! Na co się przyda to ukrywanie, skoro kiedyś tajniki serc zostaną odsłonięte na oczach całego świata?”. „Wszystkie skrywane grzechy kiedyś wyjdą na jaw. Jeżeli chcemy raz na zawsze ukryć swoje grzechy, musimy się z nich dobrze wyspowiadać”. „Bóg jest równie skory do tego, aby nam przebaczyć, gdy Go o to prosimy, jak matka biegnąca ratować swoje dziecko, które wpadło w ogień”. Konfesjonał w starej zakrystii. W kolejce do spowiedzi mężczyźni czekali w kościele; do zakrystii wchodzili pojedynczo. Za czasów ks. Jana Marii Vianneya Ars stało się „wielkim szpitalem dusz”.
Bóg obdarował ks. Jana Vianneya umiejętnością czytania w ludzkich sercach i sumieniach. Kapłan ten potrafił wzbudzić w grzesznikach skruchę i żal za grzechy, ukazując im jednocześnie niepojętą dobroć przebaczającego Boga. Z czasem do Ars zaczęły napływać tłumy wiernych niemal z całej Francji, aby wyspowiadać się u wiejskiego proboszcza. Wśród pielgrzymów byli prości wieśniacy i intelektualna elita Paryża. Na zdjęciu wydeptane wejście do starego kościoła.
Ołtarz główny bazyliki. Freski w prezbiterium z 1878 roku są dziełem Paula Borela.
Malowidła na sklepieniu kopuły przedstawiają cztery anioły trzymające atrybuty męczeństwa św. Filomeny. Na ścianach bazyliki malarz ukazał 8 scen z życia Małej Świętej.
Msza św. przed sarkofagiem, który znajduje się w kaplicy wzniesionej w latach 1897–1910 wg projektu Sainte Marie Perrina. Szklaną trumnę z 1925 roku – dar francuskich księży – zdobią rzeźby z brązu przedstawiające świętych, których Proboszcz z Ars szczególnie ukochał – Jana Chrzciciela, Benedykta Labre, Franciszka z Asyżu, Franciszka Regis oraz św. Filomenę.
Proboszcz z Ars czuł się bardzo skrępowany rosnącym wokół niego rozgłosem. Powiedział kiedyś z całym przekonaniem: „Bóg wybrał mnie, abym był kanałem łask dla grzeszników, ponieważ jestem najgłupszym i najnędzniejszym spośród wszystkich księży. Gdyby w diecezji znalazł się ksiądz jeszcze głupszy i nędzniejszy ode mnie, Bóg wybrałby jego zamiast mnie”. W Kaplicy Relikwii malowidło Paula Borela ukazujące św. Proboszcza z Ars błogosławiącego dziecko pośród tłumu wiernych.
Proboszcz z Ars często przestrzegał wiernych przed świętokradczą spowiedzią i Komunią św.: „Na spowiedzi należy się z grzechów oskarżać dokładnie, a pełnej pychy naturze ludzkiej przychodzi to z trudnością. Tu bardzo oszukuje penitenta zły duch, który albo każe mu szukać łagodnego spowiednika, albo go namawia do zatajenia grzechów i łudzi biedaka nadzieją, że później wyspowiada się lepiej. W tę pułapkę złapał już diabeł wiele dusz, gubiąc je na wieki”. „Nie pozwalajcie, żeby was oszukiwał piekielny duch, który bojaźń i wstyd odbiera człowiekowi przed grzechem, a zwraca mu je dopiero w momencie spowiedzi”. „Musimy płakać i pokutować za grzechy – albo w tym, albo w przyszłym życiu. Wybierajmy, co jest dla nas korzystniejsze”. Drugi fresk znajdujący się w Kaplicy Relikwii św. Proboszcza z Ars namalowany przez Paula Borela przedstawia ks. Jana Marię Vianneya, który podniósłszy się z konfesjonału, przywołuje do siebie jednego z czekających w kolejce penitentów.
„Wszystkie nagromadzone dobre dzieła nie mogą się równać z ofiarą Mszy św., ponieważ są one dziełami ludzi, podczas gdy Msza św. jest dziełem Boga” – mówił św. Proboszcz z Ars. Momentem kulminacyjnym każdego dnia pielgrzymki jest pełne uczestnictwo we Mszy św.
„Bracia moi, przyjdźcie do Komunii, przyjdźcie do Jezusa. Przyjdźcie, by Nim żyć, abyście z Nim mogli żyć…” (św. proboszcz z Ars).
Moje pragnienie, by znaleźć się w tym szczególnym miejscu, u św. Jana Marii Vianneya w Ars, spełniło się 19 września 2018 roku

 

***

 

W Ars spędziliśmy kilka godzin, w ciągu których mogliśmy zwiedzić muzeum św. Jana Marii Vianneya, przekonać się, jak żył, posłuchać jego historii życia, a w szczególności kapłaństwa, które tak bardzo ukochał. Dla nas pielgrzymów wielkim przeżyciem była Eucharystia sprawowana w bazylice, w której spoczywa ciało św. Proboszcza. Mogliśmy zanurzyć się na indywidualnej modlitwie i poprzebywać kto chciał w samotności. Ks. Jan Maria Vianney prowadził surowe życie, nie dbał o swoje zdrowie, wygląd. Ubóstwem i pokorą z czasem zaczął przyciągać do swojej wiejskiej parafii tysiące ludzi. Dawniej nie było przecież komputerów, telefonów, portali społecznościowych, przez które można błyskawicznie zamieścić lub przeczytać jakiekolwiek informacje. Nie było wówczas prądu elektrycznego, a jednak wieść o wyjątkowym kapłanie rozchodziła się bardzo szybko. Najpierw po okolicznych miejscowościach, a z czasem do św. Proboszcza z Ars przybywali ludzie z całej Francji, by ich wyspowiadał, pojednał z Bogiem, pocieszył na duchu. Piękna jest historia o tym, jak ks. Jan Maria Vianney udał się do ubogiej i swojej pierwszej parafii w Ars, która liczyła wówczas 230 mieszkańców. Przez dłuższy czas nie mógł spotkać żadnego człowieka, aby zapytać się o drogę. Wreszcie dostrzegł kilkuletniego chłopca, pasącego owieczki. Pastuszek Antos Givre podprowadził go nieco w stronę Ars. Wtedy ks. Jan Maria Vianney wypowiedział do niego te znamienne słowa: „Kochany chłopcze, pokazałeś mi drogę do Ars, a ja pokażę ci drogę do nieba”. Tę drogę do nieba wskazywał do końca swojego życia wszystkim ludziom. Kiedy dzisiaj patrzy się na to, jak postępująca laicyzacja obejmuje niemal całą Europę, należy jeszcze usilniej modlić się o świętych kapłanów, bo szatan uderza przede wszystkim w to, co święte, a więc w kapłaństwo, w rodzinę. Próbuje za wszelką cenę i różnymi sposobami odciągnąć człowieka od Boga. Spójrzmy teraz na nasze kościoły, które coraz bardziej pustoszeją, bo człowiek odrzuca Boga, odrzuca życie wieczne. Chciałoby się zapytać, dokąd współczesny świat zmierza… Tak bardzo się cieszyłem, że na naszym pielgrzymim szlaku znalazło się Ars i udając się do autokaru, czułem ogromną radość w sercu i wdzięczność Panu Bogu, że pozwolił mi być u św. Jana Marii Vianneya i dowiedzieć się o nim tak wiele.

 

Ciąg dalszy…

– Wstęp do pielgrzymki
– Paray-le-Monial, św. Małgorzata Maria Alacoque
– Taizé, brat Roger
– Ars, św. Jan Maria Vianney
– La Salette i wieczorna procesja ze świecami
– Wyjście w góry, Eucharystia i Droga Krzyżowa
– Sanktuarium Notre Dame du Laus, dom Melanii, cmentarz w Corps
– La Salette spowite chmurami
– Produkcja likieru Chartreuse w Voiron, zakończenie pielgrzymki do La Salette

 

***

Ponadto zapraszam do przeczytania moich wspomnień z pielgrzymek:

Udostępnij to: