Klasztor Sióstr Urszulanek SJK w Sieradzu / Rola sióstr urszulanek w zachowaniu kultury ludowej Sieradzkiego

Najnowszy numer „Na Sieradzkich Szlakach” 4/2018
1 lutego 2019
Cmentarz parafialny w Sieradzu w czasie Triduum Paschalnego
3 lutego 2019

Sieradz, 2 lutego 2019

Po odczycie Matki Urszuli Ledóchowskiej w sieradzkim teatrze, w dniu 17 IV 1921 r. („Ziemia Sieradzka” podaje, że było to dwa dni później) na temat pracy urszulanek dla ubogich i o potrzebie takiej pracy na co dzień, w każdym środowisku, zwrócono się do prelegentki ze szczególną prośbą. Otóż ks. Aleksander Brzeziński, rektor kościoła podominikańskiego, oraz obecne na spotkaniu panie ziemianki, poprosili Matkę Urszulę o przejęcie przez siostry urszulanki klasztoru podominikańskiego w Sieradzu i o rozpoczęcie podobnej pracy w tym prastarym, nadwarciańskim grodzie.

Wspomina Matka Urszula:

„…wszystko zagrożone ruiną. A jednak jakiż to ładny zabytek: krużganki śliczne mimo rujnacji, rozległy wirydarz, tak dziś zapuszczony – wszystko tu przemawia do duszy, do serca! (…) Taki poczułam sentyment do tego starego klasztoru! (…) Obeszłyśmy cały dom –jedna wielka ruina! A przecież ma on w sobie coś pociągającego. Oświadczyłam paniom, że gotowa jestem ten klasztor przejąć i odrestaurować. Panie miały pojechać do księdza biskupa, by z nim całą sprawę omówić”.

s. Józefa Korentz

Tak się też stało. We wrześniu 1922 roku Matka Urszula obsadza już Sieradz pierwszymi czterema siostrami. Sieradz jest największym obiektem przejętym do tej pory przez urszulanki, w odrodzonej Rzeczypospolitej. Dlatego Matka Urszula postanowiła nie tylko zorganizować w nim nową wspólnotę zakonną, ale także przenieść tu ostatecznie warsztaty tkackie, sprowadzone przez nią z Danii, i urządzić tkalnię urszulańską, pracującą nie tylko na potrzeby własne sióstr, ale i na zewnątrz. Stała się ona z biegiem czasu najważniejszym źródłem dochodu wspólnoty. Jej organizację i kierownictwo powierzyła siostrze Józefie Korentz. Już w listopadzie 1922 r. siostra Korentz przywozi warsztaty do Sieradza. I tak rozpoczyna się działalność sieradzkiej tkalni…

Siostra Korentz, czterdziestoletnia już wówczas kobieta, do momentu wstąpienia do zakonu była związana z kupiectwem i handlem warszawskim. Możemy założyć, że pracując w Warszawie, zetknęła się, jeśli nie z miesięcznikiem „Wieś Ilustrowana” i zamieszczanymi w nim artykułami dotyczącymi Sieradzkiego, np. z artykułem Stanisława barona Graevego Stroje i zdobnictwo ludowe w Sieradzkiem, to przynajmniej z wydawanymi przez niego w Warszawie, na początku XX w., widokówkami przedstawiającymi mieszkańców podsieradzkich wsi w strojach ludowych. Były one prezentowane wówczas prawie w każdej warszawskiej księgarni. Niezwykle energiczna i sprawna organizacyjnie, postanawia więc, za zgodą Matki Urszuli, że poza tkanymi dla sióstr materiałami na bieliznę, habity, kubraki, ręczniki itp., tkać będzie, z przeznaczeniem do sprzedaży na zewnątrz, tkaniny lniane i wełniane na piękne, kolorowe, ludowe stroje sieradzkie.

W Sieradzkim prawie każda kobieta wiejska umiała wyrabiać zarówno tkaniny lniane, jak i wełniane. Sporo rodzin posiadało jeszcze warsztaty tkackie. Siostra Korentz postanowiła systematycznie odwiedzać podsieradzkie wsie, aby od kobiet zajmujących się tkactwem poznać jeszcze lepiej jego tajniki. W krótkim czasie zaprzyjaźnia się z tkaczkami ludowymi w Jeziorach, Monicach, Mnichowie, Męce, Rudzie, Dzigorzewie i w wielu innych wsiach. Niektóre z nich traktuje jak swoje konsultantki. Zwłaszcza te starsze, sięgające pamięcią ostatniego ćwierćwiecza XIX wieku, choćby takie jak Marianna Ograbkowa, Maria Stadkiewiczowa czy Rozalia Gołąb, wszystkie z Monic. Z biegiem czasu, jeśli chodzi o tkactwo sieradzkie, sama staje się w tym względzie mistrzynią, a kierowana przez nią tkalnia sióstr urszulanek znanym ośrodkiem, czy też, jak twierdzili niektórzy, zakładem sieradzkiego tkactwa ludowego. Staje się też tkalnia powoli zbiorowym opiekunem tkaczek ludowych.

Chłopiec i dziewczynka w stroju sieradzkim

Promocja wyrobów klasztornej tkalni na pokazach i wystawach regionalnych i krajowych, popularyzuje sieradzką tkaninę i sieradzki strój ludowy. Przyczyniało się to także do jego odrodzenia w regionie. Warto tu przy okazji dodać, że siostry na otwarcie niektórych wystaw przywoziły dzieci ubrane w ludowy strój sieradzki, co jeszcze bardziej wzbudzało zainteresowanie nim.

Do odrodzenia stroju sieradzkiego dołożył swoją cegiełkę także, począwszy od 1923 roku, ksiądz Walery Pogorzelski, proboszcz sieradzki, podnosząc go prawie do rangi stroju narodowego, poprzez wymóg uczestniczenia w nim we wszelkiego rodzaju uroczystościach kościelnych i kościelno-narodowych. Zauważył bowiem, gromadząc materiały do swojej pracy o Sieradzu, że Barwny i strojny ubiór tak mężczyzn, jak niewiast, jaskrawa czerwień przede wszystkim, ale i zieleń, a także bystry szafir, a wszystko w jaskrawe drobne paski niby kwieciem przystraja i uwesela miasto. Piękny ten strój wieśniaczy „sieradzki” powoli zanika niestety; ledwie 8-10 starodawnych wiosek bezpośrednim pierścieniem otaczających miasto są temu narodowemu przepięknemu ubiorowi wierne. Szczególnie, wg niego, zasługują na uwagę zachowujące się dotąd stroje dziewcząt, druhen weselnych i panien młodych — w koronach z kwiatów barwnych, wstążek marszczonych, rzęsiście i suto spadających na ramiona i plecy. Dla uzmysłowienia piękna tego stroju zamieszcza we wspomnianej pracy trzynaście reprodukcji widokówek, wydanych przez Stanisława Graevego na początku XX wieku, z wieśniakami i wieśniaczkami spod Sieradza w strojach ludowych.

Wszystkie te działania wpływają dodatnio na wzrost produkcji warsztatów tkackich sióstr urszulanek i zwiększają popyt na tę produkcję, przede wszystkim w środowisku wiejskim i małomiasteczkowym.

Reklama w nr 46-1923 „Ziemi Sieradzkiej”

Wojna zahamowała rozkwit tkactwa i ludowego stroju sieradzkiego. Ludność wysiedlona przez Niemców w sposób jak najbardziej okrutny – pisze Jan Piotr Dekowski – nie miała najczęściej możliwości zaopiekowania się swoim ruchomym majątkiem, wśród którego znajdował się również tradycyjny przyodziewek.

Po wojnie siostra Korentz uruchamia na nowo tkalnię w klasztorze. Świadoma strat, jakie poniosła sieradzka kultura ludowa, jeśli chodzi o tkactwo i strój sieradzki, intensyfikuje jej produkcję, w znacznej części z przeznaczeniem dla środowiska wiejskiego. Zauważa to Dekowski, pisząc: Obecnie obserwujemy również i odwrotne zjawisko, a mianowicie wkraczanie na wieś niektórych części stroju, jak zapasek do odziewu i wełniaków, produkowanych na warsztatach spółdzielni Sztuka Sieradzka i SS. Urszulanek w Sieradzu. Warsztaty sióstr urszulanek spełniają w tym okresie szczególnie istotną rolę. Udostępniają Muzeum w Sieradzu informacje o ludowych tkaczkach w Sieradzkiem, z którymi do tej pory współpracowały na co dzień (placówka może tworzyć własną bazę twórczyń ludowych) oraz inspirują Muzeum do szczególnego zajęcia się kulturą ludową Sieradzczyzny i do opieki nad twórcami ludowymi. Odtąd staje się to także osobistą troską kierownika i kustosza Muzeum, Zofii Neymanowej.

Pierwsze powojenne lata – to lata powszechnego rozdziału dóbr przez państwo i przydziałów materiałów do produkcji. Nawet takich materiałów, jak wełna. Postanowiono ją przydzielać tylko spółdzielniom tkackim rękodzieła ludowego. W tej sytuacji tkalnia sióstr urszulanek, aby otrzymywać przydziały wełny, została zmuszona do związania się ze spółdzielniami, najpierw Sztuka Piotrkowską, a następnie Sztuka Sieradzką, pracującymi w systemie Związku Spółdzielni Rękodzieła Ludowego i Artystycznego CEPELIA. Pomogło to jednak urszulańskiej tkalni przetrwać trudne lata pięćdziesiąte i początek lat sześćdziesiątych XX wieku, a nawet ugruntować swoją wiodącą pozycję, jeśli chodzi o ludową tkaninę sieradzką. Każdy już bez trudu rozpoznawał dobry gatunek urszulańskich tkanin. Nie tylko na terenie Sieradzkiego, ale i w kraju, a nawet poza jego granicami, siostry bowiem bardzo często przekazywały wyroby tkalni sieradzkiej jako prezenty dla innych wspólnot, a także dla różnych osobistości.

Przywołajmy w tym miejscu jeszcze jeden cytat:

Na specjalną uwagę zasługuje działalność barona Tomasza Dangla, a także SS. Urszulanek i Spółdzielni Sztuka Sieradzka w Sieradzu. Pierwszy zorganizował w XIX w. w Chojnym przedsiębiorstwo tkackie, w którym produkowano materiały na wełniaki. Urszulanki pracę swoją prowadzą od 35 lat. Już w pierwszych latach swej działalności miały 15 warsztatów tkackich. W okresie międzywojennym wyrabiały dla klienteli wiejskiej z materiałów własnych lub powierzonych tkaniny odzieżowe, chustki tudzież szale, wzorując się nie tylko na ludowych wyrobach sieradzkich, ale również na odzieży pochodzącej z innych regionów. Obecna ich produkcja ogranicza się głównie do tkanin przeznaczonych na zapaski. „Sztuka Sieradzka” powołana do życia po drugiej wojnie światowej wyrabia między innymi tkaniny zapaskowe w oparciu o wzory regionalne (dodajmy od siebie: ustalone i opracowane przez warsztaty urszulańskie od lat dwudziestych). Część jej odbiorców również stanowi ludność wiejska – pisał w 1959 roku Jan Piotr Dekowski, znawca kultury ludowej Sieradzkiego.

Po wojnie, kontynuując dzieło zmarłego w 1941 roku ks. Walerego Pogorzelskiego, nowy sieradzki proboszcz, ks. Apolinary Leśniewski, także kładzie szczególny nacisk na kultywowanie przez parafian tradycji ludowego stroju sieradzkiego i chodzenia w nim w czasie wszystkich uroczystości kościelnych. To także przysparza urszulańskiej tkalni dodatkowych zamówień.

Reasumując: wkład sióstr urszulanek w kulturę ludową Ziemi Sieradzkiej jest nie do przecenienia, zaś jeśli chodzi o sieradzkie tkactwo i sieradzki strój ludowy, to śmiało możemy powiedzieć, że przetrwał on do naszych czasów dzięki pracy zespołu sióstr pracujących w tkalni klasztornej, zwłaszcza w okresie 1922–1948. Potem dołączyli do nich inni: proboszcz sieradzki, zespół tkaczek ludowych z Monic, pracujący pod kierunkiem twórczyni ludowej Józefy Chaładaj, i wreszcie Muzeum w Sieradzu. Olbrzymiej roli w odkrywaniu na nowo i kultywowaniu ludowego tkactwa i stroju sieradzkiego nikt już siostrom urszulankom nie odbierze. Jest to zasługą sióstr pracujących w klasztornej tkalni pod kierownictwem siostry Józefy Korentz (do 1964) i kolejnych jej sióstr kierowniczek.

Jerzy Kowalski
artykuł ukazał się w kwartalniku „Na Sieradzkich Szlakach” 2012, nr 1;
wybór dodatkowych fotografii zamieszczonych na stronie: Łukasz Piotrowski

 

 

========================================================================

Suszenie wełny, 1935

s. Mamerta Krywel przy kołowrotku

Hafciarnia

s. Pia przygotowuje makatkę dla m. Urszuli Ledóchowskiej z okazji jubileuszu

Praca przy kołowrotkach

Sztandar dla ministrantów, haft na adamaszku

Wykończalnia. Widoczne na zdjęciu siostry to: s. Benedykta, s. Ksawera i s. Ewelina

 

========================================================================

Współczesne fotografie ukazujące dawne sieradzkie stroje, używane podczas uroczystych nabożeństw, a wykonane przez siostry urszulanki SJK w Sieradzu