Warto zobaczyć / Dawny sieradzki Rynek we wspomnieniach sieradzanina, Zbigniewa Kowalskiego

Moja Praga / ul. Rynek Praski
3 lipca 2019
Ewangelizacja ks. Zygmunta Majdzińskiego (WIDEO). AKTUALIZACJA!
7 lipca 2019

Sieradz, 10 lipca 2012
aktualizacja: 7 lipca 2019

Tekst, który zaprezentuję poniżej, został napisany przez sieradzanina, Zbigniewa Kowalskiego. Są to jego wspomnienia na temat sieradzkiego Rynku, poczynając od lat 50. minionego wieku – okresu, w którym wzrastał i się wychowywał. Do zilustrowania tekstu postanowiłem dodać nie tylko współczesne zdjęcia sieradzkiego Rynku ale również wykorzystać kilka zdjęć archiwalnych, wykonanych m.in. przez niemieckiego lekarza wojskowego Victora Beckera w 1941 roku, podczas hitlerowskiej okupacji. Ten bowiem charakter Rynku zachował się jeszcze przez pierwsze dziesięciolecia powojenne. Podzielę się także kilkoma fotografiami z późniejszego okresu, które udało mi się zdobyć od życzliwych sieradzan. Wszystkie one pokazując Rynek, dokumentują, jak wyglądała sieradzka Starówka w tamtych latach. Osoby natomiast, które zainteresuje temat poruszony w poniższym wspomnieniu, odsyłam do bardzo interesującej książki Ity Turowicz I wszystko w sny odchodzi… Memuar sieradzki, gdzie jest cały, bogato ilustrowany zdjęciami rozdział poświęcony Rynkowi, jego dziejom i wydarzeniom z nim związanym.

Łukasz Piotrowski

===================================================================

Stary Rynek, to jedno z najstarszych miejsc znajdujące się w samym centrum Sieradza. Pocztówka przedstawiająca sieradzki Rynek z początków lat 20. XX wieku
Współczesna fotografia sieradzkiego Rynku wykonana już po przeprowadzonej rewitalizacji w 2010 roku; fot. 24 września 2011

===================================================================

 

Dawny sieradzki Rynek we wspomnieniach sieradzanina, Zbigniewa Kowalskiego

W historii każdego miasta, niezależnie od skali jego wielkości, zawsze ważnym i poczesnym miejscem pozostaje rynek. Nie inaczej było i w Sieradzu, mieście, w którym się urodziłem i wychowałem tuż przy sieradzkim Rynku, na ul. Warszawskiej. Rynek mojego dzieciństwa i dorastania – to lata 50. ubiegłego wieku i kolejne dekady. Każdy, kto w owym czasie mieszkał w Sieradzu, wie, że Rynku nie sposób było pominąć, choćby ze względu na funkcje, jakie pełnił. Mieścił się tam Urząd Rady Miasta, wiele sklepów i sklepików, a także jedyne w mieście dwie apteki. W tygodniu odbywały się targi, które przyciągały rzesze mieszkańców miasta.
Rynek w tamtym czasie był miejscem spacerów, spotkań towarzyskich, zakupów i uroczystości patriotyczno-politycznych. Nawierzchnię stanowił bruk zwanym „kocimi łbami”. Centralne miejsce placu zajmowała pompa wodna, która przetrwała do dziś – teraz jako obiekt historyczno-dekoracyjny. W swoim czasie pompa dla mieszkańców Rynku i okolicznych ulic pełniła rolę wręcz strategiczną, jako jedno z niewielu miejsc zaopatrzenia w wodę. Przez wiele lat – jako że własny wodociąg miało tylko poniemieckie Osiedle, szpital i apteka – mieszkańcy byli zmuszeni do noszenia wody w wiadrach. Niektóre podwórka były wyposażone we własne studnie. Pozostali mieszkańcy korzystali z pompy na Rynku, na Toruńskiej lub przy Straży Pożarnej na Krakowskim Przedmieściu. Można też było za niewielką opłatą skorzystać z usług nosiwodów – taką rolę pełniła niewiasta zwana Helcią i Leonek. Ta pierwsza ma swoje 5 minut w filmie fabularnym „Miasteczko”, w końcowej sekwencji, naturalnie przy pompie na Rynku.

Myślę, że warto wspomnieć też o innych osobach, które poprzez swoją pracę były ściśle związane z Rynkiem i do dziś funkcjonują w świadomości starszych mieszkańców Sieradza. Z pewnością na uwagę zasługuje rodzina państwa Turowiczów – właścicieli pięknej i stylowej Apteki Staromiejskiej, po wojnie upaństwowionej, ale nadal związanej z pracą obojga magistrów farmacji, pana Stefana i pani Wandy Turowicz. Pamiętam pana Henryka Naglera – kierownika drogerii, państwa Szwerynów w Rynkowej księgarni, rodzinę państwa Skrzypińskich i ich piekarnię, pana Jabłońskiego w sklepie rybnym. W podwórku kamienicy Melów znajdował się zakład fotograficzny pana Stefana Pertkiewicza. Po drugiej stronie bramy był sklep spożywczy – słynna „Jedynka”, gdzie szefował pan Meksa. Nie sposób pominąć sklepu szkolno-papierniczego „Ogniwo” (róg ul. Warszawskiej i Rynku), do którego biegał cały młodzieżowy Sieradz po stalówki i zeszyty. W latach 50. na miejscu dzisiejszej Poczty Polskiej rozciągał się mały skwerek miejski, na jego skraju stały dwa kioski. Jednym z właścicieli był pan Sierociński, a drugi prowadziły panie Zakrzewskie. Szczególnym budynkiem przylegającym bezpośrednio do Rynku było i jest Muzeum Okręgowe, w którym przez wiele lat funkcję dyrektora pełniła energiczna pani Zofia Neyman.

Barwnymi wydarzeniami tamtego czasu były wtorkowo-piątkowe jarmarki. Rolnicy z okolicznych wsi sprzedawali wszystko to, co sami wyprodukowali, a co było trudne do kupienia w tamtym czasie. Sprzedawało się z wozu, z koszyka, ze starego wózka dziecięcego czy z wielkich tekturowych walizek. Obiektem handlu było przysłowiowe „mydło i powidło” – jakie czasy, taki towar. Sprzedawano osełki masła i sera owinięte w liście chrzanu lub lniane ściereczki. Pamiętam, że od strony ul. Warszawskiej sprzedawano meble. Przy pompie stałe miejsce zajmowali handlarze pijawek i ich towar, który pływał w szklanych słojach – podobno remedium na usunięcie złej krwi z organizmu. Zawsze to samo miejsce w okolicach muzeum zajmował bednarz – pan Józef Szczeblewski ze swoimi wyrobami, którego zakład znajdował się przy ul. Szewskiej. Wszystko to tworzyło specyficzny, niepowtarzalny nastrój ludzkiego gwaru, stukotu furmanek i rżenia koni.

Na zakończenie moich krótkich wspomnień nasuwa mi się pewna refleksja dotycząca sieradzkiego Rynku. Rozwój miasta, które na przestrzeni lat przesunęło się wielkimi osiedlami w stronę południowo-zachodnią, spowodował spadek znaczenia Rynku i jego marginalizację. Rynek stracił większość mieszkańców, którzy nadawali życie temu zakątkowi miasta. Stare kamienice, wyposażone w węglowe piece i kuchnie, nie były już atrakcyjne jako miejsce zamieszkania. Pozostały banki, placówki firm ubezpieczeniowych, nieliczne sklepy. Wszystko to oznaczało, że po godzinach urzędowania Rynek obumierał. Dla kogoś, kto pamięta dobry okres gwarnego sieradzkiego Rynku o każdej porze dnia i tygodnia, wieloletni okres stagnacji był trudny do zaakceptowania. W związku z tym cieszą podejmowane przez władze miasta próby ożywienia tego miejsca. Rewitalizacja, która się dokonała i dokonuje, powoli zmienia ten niekorzystny stan rzeczy.

Zbigniew Kowalski, sieradzanin

===================================================================

Życie codzienne mieszkańców Sieradza w cieniu terroru okupacji niemieckiej

 

===================================================================

Poniższe zdjęcia wykonał Victor Clemens Becker w 1941 roku