lukasz@sieradz-praga.pl
tel. 696-458-972

Wspomnienia z Warszawskiej Akademickiej Pielgrzymki Metropolitalnej „Wojska Polskiego” na Jasną Górę

Sieradz, 3 listopada 2017
aktualizacja: 22 listopada 2017

Także w dzisiejszym świecie, nie mniej niż w przeszłości, wiara w Boga chroni człowieka przed zniewoleniami i upokorzeniem, jakie one sprawiają. Dlatego stale potrzebuje ona potwierdzenia i odnowy. Kto raz wybrał Boga, codziennie wybierać Go musi. Jednym przychodzi to łatwiej, innym trudniej, ale nikt nie jest w tych zmaganiach zdany wyłącznie na siebie, ponieważ – zgodnie z tym co mówi Pismo Święte – Bóg, który zapoczątkował w nas dobre dzieło, sam doprowadzi je do końca.

Ks. prof. Waldemar Chrostowski

***

WARSZAWSKA AKADEMICKA PIELGRZYMKA METROPOLITALNA jest znakiem wiary Metropolii Warszawskiej.
Jest to jedna z największych polskich pielgrzymek…

 

DSC_4967Z Warszawską Akademicką Pielgrzymką Metropolitarną „Wojska Polskiego” pielgrzymowałem na Jasną Górę pięciokrotnie w latach 2009-2013 i tej pielgrzymce chciałbym poświęcić kilka wpisów na swojej stronie internetowej.

Pragnę tu przywołać swoje wspomnienia z tej jakże dla mnie trudnej i wymagającej pieszej wędrówki do Jasnogórskiej Pani. Pomimo, że od ostatniej mojej żołnierskiej pielgrzymki minęły już cztery lata i w tym czasie moje życie diametralnie się zmieniło, wciąż nie potrafiłem o niej dokładnie opowiedzieć. Często do wielu sytuacji – zarówno dobrych, jak i złych – nie jestem w stanie w swoich wspomnieniach od razu powrócić. Na wszystko potrzeba sporo czasu, by to, co było opowiedziane i spisane, było wolne od nieprzyjemnych emocji, przed którymi zawsze przestrzega mnie droga mojemu sercu p. Ita Turowicz. To właśnie warszawska akademicka pielgrzymka metropolitalna w dużym stopniu ukształtowała mnie jako pielgrzyma i pokazała mi, że bez bólu, cierpienia, przebaczenia i wyrzeczenia nie jesteśmy w stanie dojść do zamierzonego celu. To poprzez ofiarowane Panu Bogu cierpienie najlepiej okazujemy naszą bezgraniczną miłość.

Naszym celem tutaj na ziemi powinno być takie życie, by nasza dusza dostąpiła zbawienia i byśmy mogli po śmierci zjednoczyć się z Miłosiernym Bogiem. Tylko w Bogu znajdzie spokój moja dusza, od Niego przychodzi moje zbawienie [Psalm 62]. Droga, którą kroczy chrześcijanin nie jest wcale łatwa, bo wymaga niejednokrotnie ogromnego poświęcenia. Jednak człowiek, który kroczy za Panem Jezusem, nie musi się niczego lękać i pomimo różnych życiowych niepowodzeń i upadków powinien nieustannie Mu ufać.

Ktoś kiedyś prawdziwie powiedział, że „wspomnienia są jak perły – mają w sobie coś z klejnotów i coś z łez”. Dla mnie każde zdjęcie takie właśnie wspomnienia przywołuje. Z Warszawską Akademicką Pielgrzymką Metropolitalną wiąże się również ciekawa historia związana z moją córeczką Klarą, ale o tym napiszę więcej już na samym końcu moich wspomnień. Jako dumny tata wspomnianej już dwójki wyjątkowych dzieci chciałbym Państwu o nich opowiedzieć, bo są one dla mnie kimś wyjątkowym, małym cudem, kocham je nad życie i są dla mnie inspiracją nie tylko w życiu codziennym, ale i w prowadzeniu przeze mnie strony internetowej Sieradz-Praga.pl. Ta urocza i żywiołowa dziewczynka o kręconych włosach, którą można zobaczyć na poniższym zdjęciu, to Klara, rocznik 2015 (uśmiech). Z kolei ten mały tygrysek to Kacper – zaledwie o rok młodszy braciszek Klary. Kacperek cierpi na Dziecięce Porażenie Mózgowe, ale – jak przystało na prawdziwego mężczyznę – jest bardzo dzielny i konsekwentnie poprzez rehabilitację dąży do celu, by któregoś dnia samodzielnie zacząć chodzić. Te dwa małe szkraby są dla mnie największym darem, który otrzymałem od Pana Boga, za co jestem Mu jako Jego sługa niezmiernie wdzięczny. Dzieci są dla mnie źródłem wielkiej radości. Wiedzcie, moje dzieci, że tata zawsze będzie przy Was, że nadejdzie taki dzień, że będziemy znowu wszyscy razem.

2016-10-28 (004) 20170613_100409
Moje dwa najsłodsze Aniołki, Klarusia i Kacperek. Zdjęcie troszkę mało aktualne, bo zrobione 28 października 2016 r., ale innego wspólnego niestety nie posiadam. Z prawej strony uśmiechnięty i radosny Kacperek podczas rehabilitacji w dniu 13 czerwca 2017 r.

Zanim przejdę do swoich wspomnień, to chciałbym jeszcze zaprezentować kilka fotografii, które wykonałem w trakcie mojej służby wojskowej, którą pełniłem w 15 Sieradzkiej Brygadzie Wsparcia Dowodzenia. Nie był to dla mnie łatwy czas i pomimo, że dzisiaj moje życie potoczyło się zupełnie inaczej, to pokładam ciągle ufność w Panu Bogu, że taka była Jego wola. Staram się jedynie w swoim sercu zachować te dobre wspomnienia, które mi towarzyszyły w trakcie całej służby wojskowej. Niestety tych dobrych wspomnień było mniej aniżeli tych złych. Jeżeli ktoś poczuł się dotknięty moją złą postawą albo kogoś skrzywdziłem w trakcie całej mojej służby, to z całego serca przepraszam i proszę o wybaczenie, bo jestem tylko małym, błądzącym, grzesznym i nic nie znaczącym człowiekiem.

Obraz 032
Pamiątkowe zdjęcie z moją babcią Marysią tuż przed wyjściem z domu i udaniem się do koszar w celu odbycia służby wojskowej. Babcia była bardzo wzruszona tym, że chcę iść do wojska, bo – jak pamiętała z opowieści mojego dziadka –w wojsku jest złe traktowanie i lepiej żebym pozostał w domu; fot. 7 lutego 2007

10.III.2007 033
W dniu 10 marca 2007 r., miesiąc po wcieleniu w szeregi armii, jako poborowi żołnierze udaliśmy się wraz z kolegami na wycieczkę patriotyczną do Warszawy, w której programie było m.in. zwiedzanie Sejmu Rzeczpospolitej Polskiej.

Służba 048
W roku 2007 służba wojskowa była jeszcze dla wszystkich „mężczyzn” obowiązkowa i trwała 9 miesięcy. Do wojska zgłosiłem się jako ochotnik w dniu 7 lutego 2007 r. Były to lata, w których nie było jeszcze smartfonów, tabletów, facebooka, a internet nie był tak dobrze rozpowszechniony. Wolny czas, o ile nie można było wyjść na przepustkę, często spędzaliśmy, grając z kolegami w karty bądź na pracach porządkowych.

7-17 Maj 407
W dniach 7-17 maja 2007 roku uczestniczyłem wraz z ppłk. Zbigniewem Wesołowskim, ówczesnym szefem sztabu 15 SBWD w międzynarodowej pielgrzymce wojskowej do Lourdes. Z Panem pułkownikiem jako jedyni z naszej jednostki braliśmy udział w tej pielgrzymce, która wywarła na mnie ogromne wrażenie. Po dziesięciu latach powrócę ponownie do tego świętego miejsca, by jeszcze raz spojrzeć Matce Bożej z Lourdes w oczy. W tym miejscu pragnę Panu pułkownikowi z całego serca podziękować za jego opiekę, troskę i życzliwość; fot. 12 maja 2007

DSC_0194
Służbę wojskową w latach 2007-2015 pełniłem w 15 Sieradzkiej Brygadzie Wsparcia Dowodzenia. Powyższa fotografia została wykonana w trakcie prac porządkowych przy sieradzkich pomnikach. Pomnik, który widać na fotografii, jest poświęcony członkom Polskiej Organizacji Wojskowej poległym za Ojczyznę. Znajduje się on na rogu ulicy Kościuszki i Ogrodowej w Sieradzu;
fot. 20 marca 2012

Moja przygoda z Warszawską Akademicką Pielgrzymką Metropolitalną „Wojska Polskiego” rozpoczęła się w czerwcu 2009 roku, kiedy byłem żołnierzem zawodowym i swoją służbę pełniłem w batalionie łączności w 15 Sieradzkiej Brygadzie Wsparcia Dowodzenia. Pomimo, że byłem żołnierzem z zaledwie dwuletnim stażem, to o tej wojskowej pielgrzymce nigdy wcześniej nie słyszałem. Uczestniczyłem co prawda w 2007 roku jako żołnierz służby zasadniczej w międzynarodowej pielgrzymce żołnierskiej do Lourdes we Francji, lecz piesza pielgrzymka żołnierska na Jasną Górę była mi zupełnie obca. I tak było do wspomnianego już czerwca, kiedy to od swojego przełożonego dowiedziałem się, że zastępca dowódcy batalionu wytypował mnie do pójścia na wspomnianą pielgrzymkę i w związku z tym mam się u niego zameldować.

Pielgrzymka ta – jak się dowiedziałem – miała odbyć się w dniach 4-14 sierpnia i miała być traktowana jako podróż służbowa. W pierwszej chwili byłem tą decyzją zaskoczony i troszkę zniesmaczony, ponieważ po pierwsze do takich przedsięwzięć religijnych nikogo nie powinno się zmuszać (szczególnie rozkazem), a po drugie w sierpniu miałem już zaplanowaną sieradzką pielgrzymkę, na którą chciałem po raz kolejny wyruszyć. Udając się niechętnie do dowódcy batalionu, usłyszałem tylko, że trzeba kogoś wytypować, a że jestem osobą religijną, to padło na mnie. Odpowiedziałem, że mogę sobie nie poradzić, bo pomimo, że jestem żołnierzem, to nie mam aż tak dobrej kondycji do wędrowania. Tym bardziej, że w sierpniu mam zaplanowany urlop i wybieram się na moją sieradzką pielgrzymkę i dwóch pieszych pielgrzymek w tym samym miesiącu mogę nie przejść. Dowódca uspokoił mnie, że jestem młody i że sobie na pewno ze wszystkim poradzę. Jak widać z przełożonymi, a szczególnie w wojsku, nie ma dyskusji, więc tylko przytaknąłem: „Tak jest!” i wyszedłem. Dzisiaj jedynie za tamtą decyzję mogę podziękować, bo faktycznie sobie ze wszystkim lepiej bądź gorzej poradziłem, a przy okazji nabrałem jako pielgrzym nowego doświadczenia i wiele podczas wszystkich pielgrzymek zrozumiałem. W tym miejscu pragnę podziękować swoim przełożonym, że mogłem nie tylko pielgrzymować jako żołnierz Wojska Polskiego przez kolejnych pięć lat z Warszawy na Jasną Górę, ale i w jakimś stopniu reprezentować swoją macierzystą jednostkę wojskową (uśmiech).

W swoich wspomnieniach będę opierał się przede wszystkim na pierwszej swojej pielgrzymce, którą odbyłem w 2009 roku dlatego, że z nią mam nie tylko najwięcej wspomnień, ale i najbardziej utkwiła w mojej pamięci. Kolejne pielgrzymki, w których uczestniczyłem, w kolejnych latach były już mi znane i wiedziałem, na co mogę liczyć i z jakimi problemami będę musiał po raz kolejny jako pielgrzym się zmierzyć. Chcę również wspomnieć, że podczas drugiej pielgrzymki w 2010 roku na Jasną Górę pielgrzymowałem wraz ze swoim bratem Dominikiem, który był bardziej wytrzymały od swojego młodszego brata i był dla mnie na tym szlaku wsparciem, za co mu bardzo dziękuję.

Jak zostałem poinformowany, z naszej brygady w pielgrzymce miało wziąć udział jeszcze dwóch żołnierzy, z którymi miałem się skontaktować w celu omówienia szczegółów. Zazwyczaj z jednostki wojskowej, w której służyłem, w peregrynacji uczestniczyło zaledwie 3-4 osób. Trzeba pamiętać, że lipiec i sierpień to czas urlopów. Przy czym każdy żołnierz z reguły wykorzystuje przysługujące mu dni wypoczynku w całości. Dlatego tak niewielu jest chętnych do pielgrzymowania.

Opiekunem naszej kilkuosobowej grupy co roku był chor. Arkadiusz Ciszewski, doświadczony pielgrzym, który wraz ze swoim synem Mateuszem od kilku lat systematycznie uczestniczył w pielgrzymce. W 2010 roku, gdy po raz drugi szedłem w pielgrzymce wojskowej, dołączył do mnie mój brat Dominik. Było to dla mnie ważne, wspaniale było wspólnie pielgrzymować na tym wymagającym szlaku. Bardzo się cieszyłem, że w drodze do Matki Bożej nawzajem mogliśmy się wspierać i sobie pomagać. To jest bardzo ważne, by w chwilach kryzysu i słabości nie być samemu, by mieć oparcie w bliskiej sercu osobie.

Po skontaktowaniu się z naszym pielgrzymkowym opiekunem dobrze wiedziałem już nie tylko, jak owa pielgrzymka wygląda, lecz także to, na co muszę być przygotowany i co ze sobą zabrać. Dowiedziałem się wtedy, że nasza żołnierska pielgrzymka będzie tylko jedną z kilkunastu innych o charakterze cywilnym, które w tych samych dniach będą pielgrzymowały na Jasną Górę. Cała Warszawsko Akademicka Pielgrzymka Metropolitarna na Jasną Górę liczyła kilka tysięcy pielgrzymów, co robiło na mnie duże wrażenie, bo nigdy w tak licznej i zróżnicowanej peregrynacji nie uczestniczyłem.

Pielgrzymka to w moim uznaniu przede wszystkim ludzie, którzy tworzą wspólnotę. Każdy pielgrzym to odrębna historia, często trudna czy bolesna oraz intencja, którą przez całą drogę niesie skrywaną w swym sercu. Pan chorąży zaznaczył, że w tych dniach będziemy reprezentować naszą Brygadę i mamy się godnie zachowywać. Z tonu jego głosu mogłem wywnioskować, że będzie panowała dyscyplina i że może nie być kolorowo. Wspomniał, że wielu żołnierzy podczas pielgrzymki będzie zamieniało buty wojskowe na adidasy albo sandały, co dla niego jest niedopuszczalne i karygodne. Początkowo zgadzałem się z tym, że żołnierz ma wyglądać jak żołnierz, ale z czasem zrozumiałem, że do końca nie jest to dobre stwierdzenie. Mówię to dzisiaj jako już troszkę bardziej doświadczony pielgrzym, który na przestrzeni pięciu lat – pomimo ogromnego nieraz bólu – nigdy nie założył innych butów poza obuwiem wojskowym. Do wspomnianego obuwia powrócę jeszcze później. Jeśli z kolei chodzi o naszego opiekuna, chor. Arkadiusza Ciszewskiego, to – jak się okazało – nie był dla nas aż tak bardzo wymagający. W momentach kryzysowych był dla mnie wsparciem i zawsze mogłem na niego liczyć, za co Panu, Panie Arku, z całego serca dziękuję.

DSC_0228
A to właśnie nasz pielgrzymkowy opiekun chor. Arkadiusz Ciszewski podczas jednego z postojów. Była to już piąta i zarazem ostatnia piesza pielgrzymka wojskowa, w której wziąłem udział; fot. 8 sierpnia 2013

W 2009 roku poza pielgrzymką warszawską miałem już za sobą kilka sieradzkich pieszych pielgrzymek na Jasną Górę, bo tak naprawdę moja przygoda z pielgrzymowaniem rozpoczęła się w 2005 roku, czyli w roku śmierci papieża Jana Pawła II. Miałem już rozeznanie, jak wygląda piesze pielgrzymowanie i na co należy zwrócić uwagę. W czerwcu 2009 roku udałem się z piękną i wzruszającą pielgrzymką autokarową do Włoch. Tym drugim moim zagranicznym wyjazdem byłem bardzo oczarowany i zachwycony. Był to czas, w którym zrozumiałem, że chciałbym, jeżeli będzie taka wola Pana Boga, każdy swój urlop wypoczynkowy poświęcić na pielgrzymowanie i poznawanie nowych świętych miejsc. Przez takie dalsze bądź krótsze wędrówki i podróże mogłem lepiej zgłębić tajemnice wiary i poznać, czym jest dla mnie chrześcijaństwo i kim dla młodego człowieka jest tak naprawdę Jezus Chrystus, do którego zbliżam się każdego dnia.

Przed każdą pielgrzymką – czy to sieradzką czy warszawską – należało się przede wszystkim dobrze spakować – tak, żeby niczego nie zapomnieć. Zawsze się wtedy troszkę denerwowałem, czy sobie ze wszystkim poradzę, czy nie nabawię się podczas wędrówki kontuzji. Jednak w głębi serca swoją pielgrzymkę, trud, zmęczenie zawierzałem Panu Jezusowi i Matce Bożej. Skoro Pan Jezus cierpiał za nasze grzechy i oddał swoje życie za mnie i za Ciebie drogi czytelniku, to kim jesteśmy, żeby użalać się nad sobą i martwić swoim ziemskim przemijającym życiem?

Kiedy zbliżał się dzień wyjazdu, w dniu 4 sierpnia 2009 roku, wtedy jeszcze jako „singiel” (uśmiech) pożegnałem się ze swoimi rodzicami, bratem, ukochaną babcią, która wtedy jeszcze była z nami obecna. Patrząc na te zdjęcia, na których jest z nami nasza babcia w moim sercu pojawia się z jednej strony smutek, który jest ludzkim odruchem człowieka, a z drugiej strony radość, bo jako człowiek wierzący jestem przekonany, iż dusza każdego człowieka pragnie tylko jednego: zjednoczenia z Bogiem. Jako chrześcijanin wiem, że nadejdzie kiedyś taki dzień, w którym po drugiej stronie znowu się spotkamy, bo przecież nasze ziemskie życie jest tylko krótką wędrówką po krętej i wyboistej drodze, która nas prowadzi do wieczności. Dla mnie są to bardzo ważne rodzinne wspomnienia, które będę zawsze pielęgnował i o których będę pisał. Pragnę, by mieszkały one w moim sercu do końca moich dni. Nie tylko te wszystkie piękne wspomnienia i przeżycia, ale też i te smutniejsze jako tata będę starał się przekazywać również i swoim ukochanym dzieciom: Klarusi i Kacperkowi, by nigdy nie zapomniały, że każde życie człowieka powołane jest do świętości i jedności z Panem Bogiem.

009 DSC_0076
Nadejdzie, kochana babciu, kiedyś taki dzień, że się znowu spotkamy lecz nie w tym, a innym świecie.
Przed wyruszeniem na pielgrzymi szlak należało zrobić wspólne zdjęcie z naszą babcią Marysią, z którą mieszkaliśmy na sieradzkiej Pradze;
fot. 4 sierpnia 2009 i 2010

W dniu 4 sierpnia 2009 roku zostaliśmy odwiezieni z macierzystej jednostki służbowym samochodem do 10 Pułku Samochodowego w Warszawie. Tam mieliśmy nocleg, by następnego dnia z samego rana mogli udać się do Katedry Wojska Polskiego na uroczystą Mszę Świętą. Zanim to jednak nastąpiło, mieliśmy czas wolny. Wówczas wraz z kolegami i bratem nieraz udawaliśmy się na krótki spacer po Warszawie. Była to ostatnia noc przed wyruszeniem w daleką drogę, podczas której mogliśmy się dobrze wyspać. W kolejnych dniach o takich warunkach mogliśmy jedynie pomarzyć. Później – jako pielgrzym – zrozumiałem, że człowiek, chcąc jeszcze bardziej przypodobać się Panu Bogu, powinien się bardziej umartwiać i to, co jest uznawane za komfort, powinno się w miarę możliwości na pielgrzymce odrzucać.

034To była ostatnia noc, kiedy to w 10 Pułku Samochodowym w Warszawie spaliśmy na tapczanach wojskowych;
fot. 4 sierpnia 2009

DSC_0140W Łazienkach Królewskich w Warszawie można spotkać dostojne pawie, przy których nie mogło zabraknąć oczywiście pamiątkowego zdjęcia; fot. 4 sierpnia 2010

Pierwszy dzień pielgrzymki przypadał na 5 sierpnia 2009 roku. Rozpoczęliśmy go oczywiście uroczystą Eucharystią celebrowaną o godz. 5.30 w Katedrze Polowej przez Biskupa Polowego Wojska Polskiego, gen. dyw. Tadeusza Płoskiego. Należy w tym miejscu wspomnieć, że ks. bp Tadeusz Płoski w dniu 10 kwietnia 2010 roku zginął wraz z 95 osobami na pokładzie w katastrofie samolotu Tu-154 pod Smoleńskiem. Na uroczystej Mszy św. zebrali się wszyscy żołnierze i osoby cywilne, które miały wziąć udział w pielgrzymce. Nie zabrakło również rodzin, znajomych, którzy przyszli pożegnać swoich bliskich. Tego wspomnianego dnia czułem się trochę samotnie i obco, bo brakowało mi takiego pożegnania, jakie przed pielgrzymką sieradzką fundowało nam wielu mieszkańców Sieradza.

DSC_0177
O poranku, kiedy Warszawa budzi się do życia, Katedra Wojska Polskiego wygląda wręcz imponująco; fot. 5 sierpnia 2010

DSC_0174
Naprzeciwko katedry znajduje się monumentalny pomnik ku czci bohaterów Powstania Warszawskiego. Przy tym okazałym pomniku pamiątkowe zdjęcie zrobił sobie kolega Marcin wraz z moim bratem Dominikiem; fot. 5 sierpnia 2010

047
Dla ks. bp Tadeusza Płoskiego, który w latach 2004-2010 był biskupem polowym Wojska Polskiego, była to ostatnia Msza Święta, którą odprawił dla żołnierzy biorących udział w Międzynarodowej Pieszej Pielgrzymce Wojskowej na Jasną Górę; fot. 5 sierpnia 2009

W 2011 roku bardzo miłym i wzruszającym momentem było dla mnie pożegnanie, jakie wraz ze swoim mężem Stanisławem sprawiła mi p. Ita Turowicz, ceniona i zasłużona (m.in. za sprawą wydanych przez siebie książek) sieradzanka mieszkająca na stałe w Warszawie. Pomimo wczesnej godziny musieli przecież wstać i udać się do oddalonej o kilka kilometrów od swojego mieszkania Katedry, by nie tylko pożegnać swojego znajomego pielgrzyma z Sieradza, ale również zapewnić o swojej modlitwie. Dziękuję również za podarowane tego dnia na drogę pyszne czekolady, które zostawiłem sobie na przysłowiową czarną godzinę (uśmiech). Takich pięknych momentów nie sposób zapomnieć, bo te chwile sprawiają, że człowiekowi przybywa siły do pielgrzymowania, bo cenna jest świadomość, że ktoś o nas myśli i za nas się szczerze modli. Dziękuję, droga p. Ito, za to, że pamiętaliście w tych dniach o mnie.

DSC_0028
Przed Katedrą Wojska Polskiego wraz z p. Itą Turowicz i jej mężem Stanisławem; fot. 5 sierpnia 2011

Po zakończonej Eucharystii kolumna pielgrzymki zaczęła się formować. Każdy pielgrzym miał ze sobą podręczny bagaż, a bagaż główny znajdował się na samochodzie, który udawał się na nasze obozowisko. Nasza kilkunastoosobowa grupa z Dowództwa Garnizonu Warszawa miały taki komfort, że nasze bagaże transportował autokar wojskowy. Autokar z DGW towarzyszył nam również w każdej kolejnej pielgrzymce wojskowej. To było dla nas, pielgrzymów, spore udogodnienie, bo wszystkie rzeczy trzymaliśmy w jednym miejscu. Po wyruszeniu spod katedry udaliśmy się kilkaset metrów dalej na Plac Zamkowy, na którym znajduje się Zamek Królewski i kolumna króla Zygmunta III Wazy. Na Placu Zamkowym odbyło się powitanie wszystkich grup biorących udział w pielgrzymce. Cały plac był wypełniony pielgrzymami, zaproszonymi gośćmi i tutaj odbyło się oficjalne pożegnanie pielgrzymów. Swoje słowo i błogosławieństwo skierował do nas metropolita warszawski ks. kard. Kazimierz Nycz, który również żegnał wszystkich pątników przez kolejne lata. To były chwile, podczas których wszystkie grupy znajdowały się razem, bo kolejne postoje ze względu na liczbę pielgrzymów odbywały się zazwyczaj w tych samych miejscowościach, ale w różnych odstępach czasu. Jedne grupy, które kończyły swój odpoczynek wyruszały, a na ich miejsce wchodziły kolejne grupy. Wszyscy pielgrzymi spotykali się prawie każdego dnia na wspólnej Eucharystii. Wówczas można było zobaczyć, jak wielu ludzi w każdym wieku w pieszej pielgrzymce udaje się na Jasną Górę.

DSC_0209
Na Placu Zamkowym odbyło się oficjalne pożegnanie wszystkich pielgrzymów biorących udział w Warszawskiej Akademickiej Pielgrzymce Metropolitarnej na Jasną Górę; fot. 5 sierpnia 2009

DSC_0050
Wszystkich pielgrzymów biorących udział w pielgrzymce żegnał m.in. ks. kard Kazimierz Nycz, metropolita warszawski i ks. bp Józef Guzdek, biskup polowy Wojska Polskiego; fot. 5 sierpnia 2011

Łukasz Piotrowski

Cdn…