lukasz@sieradz-praga.pl
tel. 696-458-972

2017 – Francja, Lourdes

Sieradz, 11 czerwca 2017 r.

A gdy serce twe przytłoczy myśl,
że żyć nie warto, z łez ocieraj cudze oczy,
chociaż twoich nie otarto.

Maria Konopnicka

DSC_1945Ten oto bardzo wymowny cytat zaczerpnięty z utworu naszej polskiej poetki znajduje się na jednej ze ścian sieradzkiego hospicjum. Ilekroć jako wolontariusz przychodzę do tego miejsca, które jest przepełnione cierpieniem, bólem i niejednokrotnie bezradnością współczesnej medycyny, zawsze staram się spoglądać na ten cytat. Każdego przechodnia może zmotywować on do refleksji…

W poniższym tekście chciałbym odnieść się do pielgrzymki, którą odbyłem przed kilkoma dniami. Była to pielgrzymka do miejsca szczególnego i wyjątkowego. Jej celem było Lourdes – miasto leżące w południowo-zachodniej Francji, u podnóża przepięknych Pirenejów i otoczone wspaniałymi krajobrazami. W Lourdes po raz pierwszy było mi dane być w maju 2007 roku, czyli dokładnie 10 lat temu, kiedy jako żołnierz służby zasadniczej wziąłem udział w międzynarodowej pielgrzymce wojskowej. Już wtedy miejsce to mnie oczarowało i wiedziałem, że jeszcze tutaj powrócę. Dodatkową motywacją mojej peregrynacji jest choroba naszego synka Kacperka, który cierpi na Dziecięce Porażenie Mózgowe. Z tych względów nie mogłem tam nie pojechać i nie zanurzyć się na osobistej modlitwie.

Zanim jednak przejdę do opowieści o tym świętym miejscu i swojej pielgrzymce do niego, chciałbym powrócić do wspomnianego już sieradzkiego hospicjum. Jak wspomniałem, jestem z nim związany jako wolontariusz i to w znacznej mierze sprawiło, że zapragnąłem po raz kolejny udać się do Lourdes, które często jest nazywane „Stolicą Cudów”. Tam, 11 lutego 1858 r. Matka Boża objawiła się prostej dziewczynce Bernadecie Soubirous. Pierwszy raz sieradzkie hospicjum, które znajdowało się wówczas w starym szpitalu św. Józefa, odwiedziłem pod koniec 2011 roku. Już wtedy przekonałem się, jak kruche jest nasze ziemskie życie i czym jest cierpienie drugiego człowieka. Pobyt w takim miejscu uczy przede wszystkim pokory wobec daru zdrowia i życia, którego tak bardzo w dzisiejszych czasach nie szanujemy. Za każdym razem, ilekroć jestem w tym miejscu, mam wrażenie, że od ludzi, którzy się tam znajdują, dostaję ogromną lekcję życia. Wiele sytuacji, których tam doświadczyłem, już na zawsze pozostanie w mojej pamięci. Praca w takim hospicjum jest bardzo trudna, wymagająca i z całą pewnością nie każdy się do niej nadaje, nawet jeśli wykazuje duże chęci. Na szczęście w sieradzkim hospicjum pracują tacy ludzie, którzy swoich pacjentów traktują jak osoby bardzo bliskie. Dało się to zaobserwować i niejednokrotnie zakręciła się w moim oku łza wzruszenia, gdy byłem świadkiem sceny, gdy pielęgniarki z troską podchodziły do tych chorych i cierpiących ludzi.

Podczas moich pierwszych odwiedzin w sieradzkim hospicjum zostałem przez jedną z pań pielęgniarek zapytany, czy nie zechciałbym pójść z nią do umierającego pacjenta, by pomóc przy jego pielęgnacji, oczywiście się zgodziłem. Wszedłszy na salę, zobaczyłem człowieka w podeszłym wieku będącego już w agonii. Po wykonaniu prac pielęgnacyjnych pani pielęgniarka zapytała mnie, czy zechciałbym przy tym umierającym człowieku wspólnie z nią połączyć się z nią w modlitwie, odmawiając Koronkę do Bożego Miłosierdzia. Chętnie się zgodziłem, bo wiem, że ta modlitwa jest szczególnie bliska osobom konającym, żyjącym w grzechu i wiem, jaką dla duszy każdego człowieka ma ona moc. Na dowód tego w „Dzienniczku” św. s. Faustyna Kowalska przytacza takie oto słowa, które skierował do niej Pan Jezus:

Przez odmawianie tej koronki podoba mi się dać wszystko, o co mnie prosić będą. Zatwardziałym grzesznikom, gdy będą ją odmawiać, spokojem napełnię dusze, a godzina ich śmierci będzie szczęśliwa. Napisz to dla dusz strapionych: Gdy dusza pozna ciężkość swych grzechów, gdy się odsłoni duszy cała przepaść nędzy, w jakiej się pogrążyła, niech nie rozpacza, ale z ufnością niech się rzuci w ramiona mojego miłosierdzia, jak dziecko w objęcia ukochanej matki. (…) żadna dusza, która wzywała miłosierdzia mojego, nie zawiodła się, ani nie doznała zawstydzenia. Mam szczególne upodobanie w duszy, która zaufała dobroci mojej. Napisz: Gdy tę koronkę przy konających odmawiać będą, stanę pomiędzy Ojcem a duszą konającą nie jako Sędzia sprawiedliwy, ale jako Zbawiciel miłosierny (Dz. 1541).

Zanim zaczęliśmy odmawiać wspomnianą modlitwę, pani pielęgniarka do  ręki chorego włożyła Krucyfiks. Modliliśmy się głośno, prosząc Pana Jezusa, by odpuścił mu wszystkie grzechy. Po skończonej modlitwie pielęgniarka wyciągnęła ze swojej kieszeni grzebień i uczesała konającego, szepcząc mu do ucha, że jesteśmy przy nim i żeby się nie martwił. Było to dla mnie ogromne przeżycie, za które jestem tej kobiecie bardzo wdzięczny. W pewnym momencie miałem wrażenie, że znalazłem się jakby w zupełnie innym świecie, gdzie do człowieka chorego podchodzi się z godnością, zrozumieniem. Z tą właśnie Panią pielęgniarką najlepiej się rozumiem i jestem jej bardzo wdzięczny za to, że zawsze udziela mi pomocnych rad, a poprzez swoją skromność, życzliwość i to, w jaki sposób podchodzi do drugiego człowieka, jest dla mnie niedoścignionym wzorem. Dla mnie jest to również znak od Pana Boga, że na mojej ziemskiej drodze stawia ludzi często wyjątkowych i w moim przekonaniu ludzi świętych, od których mam również się uczyć.

W pamięci zapadła mi również pani, z którą odbyłem wiele długich rozmów i bardzo się zżyłem. Pewnego razu chwyciła mnie za prawą rękę i trzymała za palec, na którym noszę różaniec. Powtarzała, że to dodaje jej sił. Gdy któregoś dnia opowiadałem jej o przygotowaniach do pielgrzymki do Santiago de Compostela w Hiszpanii, na którą wybierałem się wraz z moją dziewczyną Justyną, odpowiedziała z wiarą, że już będzie patrzyła na nas z góry. Takich „perełek” znalezionych w hospicjum mógłbym podać znacznie więcej, a każda godzina spędzona w tym miejscu uczyła mnie i uczy nadal szacunku wobec życia, drugiego  człowieka oraz tego, co mam. Wydaje mi się, że gdyby każdy z nas chociaż raz odwiedził takie miejsce, jakim jest hospicjum i zobaczył, czym jest cierpienie, to świat byłby o wiele lepszy. Dzisiaj często nie potrafimy dostrzec i podziękować Bogu za to, co mamy. Żyjemy tak jakbyśmy mieli być cały czas młodzi i zdrowi, a przecież tak naprawdę nie wiemy, co przyniesie nam jutro. Na skutek kontaktów z chorymi co raz częściej moje myśli wędrowały właśnie do Lourdes, miejsca, w którym największą grupę pielgrzymów stanowią ludzie chorzy.

Bóg sprawił, że na przestrzeni kilku lat było mi dane być w różnych miejscach świętych, z czego się bardzo cieszę. Tym sposobem spełniają się moje marzenia, a przy okazji mogę umacniać się w wierze. Bardzo jestem wdzięczny Panu Bogu za to, że mogę się tym wszystkim dzielić, pisząc relacje i prezentując zdjęcia na mojej stronie internetowej.

Jak już na początku pisałem, pielgrzymkę do Lourdes odbyłem w swoim życiu dwa razy. Za pierwszym razem w 2007 r. tak naprawdę niewiele zobaczyłem. Była to podróż służbowa, a ja jako młody żołnierz służby zasadniczej nie mogłem się samemu od grupy oddalać i spacerować po okolicy. Wtedy to również nie posiadałem profesjonalnego aparatu, którym mógłbym wykonać lepsze i bardziej wymowne zdjęcia. Była to jednak moja pierwsza pielgrzymka zagraniczna, od której wszystko się zaczęło. Dlatego od dłuższego czasu czułem taką wewnętrzną potrzebę, by udać się akurat do Lourdes. Miejsce to rocznie odwiedza ponad 6 mln pielgrzymów.

Przeglądając oferty w biurach pielgrzymkowych, zwracałem uwagę na to, by moja pielgrzymka koncentrowała się wyłącznie na Lourdes. Chciałem spędzić kilka dni tylko w tym jednym miejscu, żebym mógł dokładnie zobaczyć i zwiedzić to słynne sanktuarium. Po wybraniu oferty, która spełniła moje kryteria, nastąpiło długie oczekiwanie.

Aby zrozumieć fenomen Lourdes, trzeba najpierw przenieść się w czasie, zadumać się nad wydarzeniami sprzed 159 lat. Potem z bliska doświadczyć siły tego miejsca. Pomedytować w grocie objawień, stanąć w tłumie pątników na dziedzińcu przed Bazyliką Niepokalanego Poczęcia, spojrzeć w oczy ludziom kroczącym w nocnej procesji z lampionami. W 1858 r. Najświętsza Maria Panna wybrała ubogą dziewczynę Bernadettę Soubirous, aby przekazała światu orędzie o potrzebie pokuty i modlitwy za grzechy. Rozmawiając z nią w grocie Massabielle, przedstawiła się jako „Niepokalane Poczęcie” i zachęciła do zbudowania sanktuarium.

Chciałbym na początku, zanim przejdę do opisania swojej pielgrzymki do Lourdes, przedstawić państwu historię objawień Matki Bożej. To pozwoli poczuć ducha tego miejsca. Posłużę się bardzo ciekawym artykułem, który można znaleźć w bardzo cenionym przeze mnie czasopiśmie ewangelizacyjnym „Miłujcie się”, do którego kupowania i czytania zachęcam. Poniższy artykuł ukazał się w numerze 1/2008 i napisał go ks. Andrzej Trojanowski TChr.

***

 DSC_2311
Lourdes, niewielkie miasto w Pirenejach, leży na wysokości 420 m n.p.m. Obecnie liczy ok. 15 tys. mieszkańców i jest drugim po Paryżu najczęściej odwiedzanym miastem we Francji. Dziennie może przyjąć na nocleg ok. 30 tys. przybyszów – pielgrzymów i turystów. Z prawej strony zdjęcia podziemna Bazylika św. Piusa X; fot. 1 czerwca 2017

DSC_0540
Objawienia Matki Bożej w Lourdes w 1858 r. są niezwykle ważnym wydarzeniem historycznym i równocześnie wielkim Bożym darem dla Kościoła oraz całej ludzkości; fot. 29 maja 2017

W tym sanktuarium Jezus Chrystus za pośrednictwem swojej Matki, Maryi, nieustannie przemienia serca milionów pielgrzymów przybywających tam każdego roku, uzdrawiając ich dusze i ciała. To właśnie w takich miejscach jak Lourdes w sposób namacalny odkrywa się prawdę słów Chrystusa: że to, co decyduje o historii ludzkości i wiecznym szczęściu każdego człowieka, jest zakryte przed „mądrymi i roztropnymi” – czyli takimi, którzy nie kierują się logiką wiary, natomiast „zostaje objawione prostaczkom” – czyli ludziom, dla których wiara w Jezusa Chrystusa staje się najcenniejszym skarbem. Kochający Bóg nieustannie do nas apeluje: „Jeżeli nie uwierzycie, nie zrozumiecie” (por. Iz 7, 9). To znaczy: jeżeli nie uwierzycie w istnienie tajemnicy Boga, który stał się prawdziwym człowiekiem w łonie Maryi Dziewicy, zamykacie sobie możliwość poznania prawdy i drogę życia wiecznego.

Historia objawień

Bernadetta SoubirousŚwięta Bernadeta Soubirous przychodzi na świat 7 stycznia 1844 r. w pobożnej i biednej rodzinie młynarza Franciszka i Ludwiki Soubirous. W 1854 r. z powodu finansowego kryzysu rodzina musi opuścić młyn w Boly i przeprowadzić się do małego, nędznego mieszkania w Lourdes. Ich sytuacja materialna pogarsza się wtedy jeszcze bardziej. Ojciec i matka pracują jako najemni robotnicy. Bernadeta zastępuje ich w domu i opiekuje się młodszym rodzeństwem – siostrą Antosią oraz braćmi Janem-Marią i Justynem. Z tego powodu nie chodzi do szkoły i nie przygotowuje się do Pierwszej Komunii św. W 1855 r. epidemia cholery dociera do Lourdes. Umiera wielu ludzi. Zaraża się również jedenastoletnia Bernadeta. Choroba zrujnowała jej delikatny organizm – dziewczynka nabawiła się astmy, a później gruźlicy kości nóg, co stało się przyczyną jej śmierci w trzydziestym czwartym roku życia. Na początku września 1857 r. rodzice wysyłają Bernadetę do rodziny Avarantów w pobliskiej wiosce Bertres, aby pomagała tam w pasieniu owiec. Wkrótce podejmuj decyzję o jej powrocie do Lourdes. Bernadeta wraca 21 stycznia 1858 r. i rozpoczyna przygotowanie do Pierwszej Komunii św. oraz naukę w szkole podstawowej, którą prowadziły siostry z Nevers. W krótkim czasie Bernadeta nauczyła się płynnie pisać i czytać. Kiedy wracała ze szkoły, pomagała matce w pracach domowych i opiekowała się młodszym rodzeństwem. Bernadetta wychowywała się w atmosferze prostej i szczerej pobożności swoich rodziców, którzy codziennie modlili się razem z dziećmi. Przejęła od nich skarb żywej wiary i dziecięcego zaufania Bogu.

Przełomowy dzień

Dnia 11 lutego 1858 r. Bernadeta razem z siostrą Antonią i sąsiadką Joanną wybrały się nad rzekę Gave, aby nazbierać suchych gałęzi do palenia w piecu. Kiedy podeszły do groty, nad którą wznosiła się skała, nazywana Massabielle, musiały przeprawić się przez przepływający tam strumień lodowatej wody. Po ściągnięciu butów Bernadeta zdejmowała pończochy, gdy nagle usłyszała dziwny szum wiatru. „Spojrzałam w stronę groty – pisała potem – i zobaczyłam, że z jej wnętrza wypłynął złocisty obłok, a tuż za nim wyszła tak niezwykle piękna Pani, jakiej nigdy w życiu nie widziałam. Miała białą szatę, welon także biały, błękitny pasek i żółte róże na stopach. Od razu popatrzyła na mnie, uśmiechnęła się i pokazała mi, bym podeszła do Niej, jak gdyby była moją matką. Cały mój strach zniknął, ale wydawało mi się, że straciłam świadomość tego, gdzie jestem. Przecierałam oczy, zamykałam je, otwierałam, lecz Pani wciąż stała na tym samym miejscu, dalej uśmiechając się do mnie – aż zrozumiałam, że to wszystko nie jest złudzeniem. Nie myśląc o tym, co robię, wzięłam w ręce swój różaniec i uklękłam. Pani skinęła głową na znak aprobaty i sama także wzięła do rąk różaniec, który miała przewieszony przez prawe ramię. Kiedy chciałam zacząć odmawiać różaniec i próbowałam podnieść dłoń do czoła, rękę miałam jakby sparaliżowaną – i dopiero kiedy Pani się przeżegnała, ja mogłam zrobić to samo. Jednak modliłam się sama, a Pani tylko przesuwała paciorki różańca w palcach, nie mówiąc nic. Dopiero na końcu każdej dziesiątki różańca odmawiała ze mną Chwała Ojcu… Kiedy skończyłam, dała mi znak, abym się do niej zbliżyła, ale się nie ośmieliłam. Wtedy nagle znikła”.

Kiedy dziewczynki zobaczyły klęczącą Bernadetę, zaczęły się z niej wyśmiewać, mówiąc, że jest głupią dewotką. Jednak po chwili zrozumiały, że coś musiało się stać i dlatego uporczywie dopytywały się swej koleżanki, co to było. Początkowo Bernadetta nic im nie chciała powiedzieć, ale w końcu uległa; opowiedziała swym towarzyszkom o ukazaniu się tajemniczej Pani, prosząc je o zachowanie całkowitej tajemnicy. Jednak po powrocie do domu dziewczynki szybko wszystko wypaplały, a Bernadeta musiała w szczegółach opowiedzieć matce o swym tajemniczym widzeniu. Matka skrzyczała ją za to, twierdząc, że są to tylko przywidzenia, i zakazała jej chodzenia do groty.

 „Nie obiecuję ci szczęścia na tym świecie…”

Spotkanie z tajemniczą piękną Panią, która wyglądała na młodą dziewczynę w wieku szesnastu lub siedemnastu lat, było dla Bernadety tak wielkim przeżyciem, że od tamtej pory odczuwała wewnętrzne przynaglenie, aby jak najszybciej iść do groty na kolejne widzenie. Matka jednak kategorycznie zabraniała jej tego. Dopiero w niedzielę 14 lutego po Mszy św. uległa usilnym prośbom córki i wyraziła zgodę. Bernadeta razem z dwiema koleżankami natychmiast wyruszyły do groty Messabielle. Były uzbrojone w różańce oraz w butelkę ze święconą wodą. Chciały tajemniczą postać pokropić wodą święconą i w ten sposób sprawdzić, czy nie jest to przypadkiem jakaś pułapka złego ducha. Po drodze przyłączyły się do nich jeszcze inne dziewczynki. Bernadeta doszła pierwsza do groty i od razu uklękła do modlitwy różańcowej. „Zaledwie skończyłam pierwszy dziesiątek – pisze – ujrzałam tę samą Panią. Natychmiast zaczęłam kropić ją wodą święconą, mówiąc, aby została, jeśli przychodzi od Boga, a jeśli nie – aby odeszła. Równocześnie przyspieszyłam kropienie wodą. Pani uśmiechnęła się do mnie i pochyliła głowę. Im więcej kropiłam, tym bardziej uśmiechała się i potakiwała głową. (…) kiedy skończyłam różaniec, postać znikła”. Trzeba podkreślić fakt, że tylko sama Bernadeta widziała objawiającą się Postać. W czasie widzenia była w ekstazie, cała pochłonięta tym, co widzi, jakby oderwana od rzeczywistości, ze wzrokiem utkwionym w jeden punkt.

Po powrocie do domu Bernadeta usłyszała od matki, że już nigdy nie będzie jej wolno pójść do groty Massabielle. Wpływowa i bogata mieszkanka Lourdes, pani Peyret, trawiona wielką ciekawością, wymogła jednak na matce Bernadetty, aby ta zgodziła się na pójście swej córki na miejsce objawień. 18 lutego, w piątek, po porannej Mszy św. Bernadeta razem z paniami Peyret i Millet wyruszyły do Massabielle. Piękna Pani ponownie objawiła się i prosiła widzącą: „Czy będziesz uprzejma przychodzić tu przez piętnaście dni?”. Dziewczynka odpowiedziała, że z radością spełni Jej prośbę – i wtedy usłyszała: „Nie obiecuję ci szczęścia na tym świecie, lecz w innym”.

lourdes 002
Pocztówka wysłana z Lourdes do Paryża przedstawiająca Massabiellską grotę, ok. 1910 roku.

DSC_0594
A to już współczesne zdjęcie groty; fot. 29 maja 2017

W czasie czwartego i piątego objawienia (19 i 20 lutego) Bernadetcie towarzyszyła dosyć duża gromadka ludzi. 20 lutego Maryja nauczyła ją modlitwy, którą Bernadeta odmawiała codziennie przez całe życie, ale jej tekstu nikomu nie przekazała. Podczas szóstego objawienia (21 lutego) Matka Boża prosiła o modlitwę za grzeszników. Wtedy też niewierzący lekarz, dr Dozous, chciał „zdemaskować oszustwo” – i dlatego postanowił zbadać dziewczynkę podczas ekstazy. Został głęboko poruszony jej zachowaniem i doświadczył obecności wielkiej tajemnicy. Od tego momentu rozpoczął się proces jego nawracania się. W swoim oświadczeniu dr Dozous stwierdził, że podczas ekstazy twarz Bernadety stawała się nieziemsko piękna. Oznaczało to, że dziewczynka nawiązywała z kimś autentyczny kontakt. Podczas swych widzeń miała regularny puls, swobodny oddech i absolutnie nic nie wskazywało na jej nerwowe podniecenie.

Wezwanie do pokuty i nawrócenia

Ponieważ coraz więcej ludzi zaczęło przybywać na miejsce objawień, władze bardzo się zaniepokoiły i próbowały przez zastraszanie i przesłuchania zabronić Bernadetcie przychodzenia do groty. Podczas siódmego objawienia (23 lutego) Maryja przekazała dziewczynce „trzy tajemnice” – dotyczące wyłącznie jej osoby – których Bernadeta nigdy nikomu nie wyjawiła. Matka Boża prosiła ją też o przekazanie księdzu proboszczowi prośby, aby wybudował kaplicę w miejscu objawień. Ksiądz Peyramale nie wierzył jednak w prawdziwość objawień i dlatego poprosił o czytelny znak – aby Bernadetta zapytała piękną Panią, jakie ma imię, gdyż on, jak powiedział, nie ma zwyczaju wierzyć tajemniczym nieznajomym. A jeśli zjawa nie powie, kim jest, to będzie wg niego oznaczało, że jest oszustką albo że Bernadeta ma halucynacje.

Podczas ósmego objawienia Matka Boża przekazała orędzie wzywające do pokuty i nawrócenia oraz do modlitwy o nawrócenie grzeszników. Mówiła: „Pokutujcie i módlcie się do Boga o nawrócenie grzeszników”. Następnego dnia (25 lutego) Maryja wskazała Bernadetcie miejsce na ziemi w grocie i kazała jej „napić się z tego zdroju, a potem się w nim obmyć”. A ponieważ nie było tam żadnego źródła, zaskoczona dziewczynka zaczęła rozgrzebywać ziemię i po chwili zauważyła wypływającą wodę. Nabrała więc dłońmi mulistej cieczy, napiła się jej, a następnie obmyła nią twarz, przez co pobrudziła ją sobie całą błotem. Wkrótce z tego miejsca zaczął płynąć wartki strumień krystalicznej wody. Wiadomość o źródle, które wytrysnęło w grocie, szybko rozeszła się po okolicy. Woda z tego źródła stała się znakiem uzdrawiającej łaski Bożej. Świadczą o tym tysiące uzdrowień niewytłumaczalnych z naukowego punktu widzenia.

Pierwsze cudowne uzdrowienia

 Następnego dnia Maryja nie objawiła się Bernadetcie, za to przy grocie wydarzył się pierwszy cud. Kamieniarz Luis Bouriette od dwudziestu lat nie widział na prawe oko, które zostało mu wybite podczas wypadku przy pracy. Żarliwie modlił się przed grotą Massabielle i kilkakrotnie przemył oczy wodą ze źródła. Wtedy stał się cud: jego prawe oko zostało na nowo stworzone, a Luis odzyskał zdolność widzenia.

Drugie cudowne uzdrowienie nastąpiło 1 marca. Katarzyna Latapie po ciężkim wypadku i skomplikowanym złamaniu nie mogła otworzyć dłoni. Po modlitwie i zanurzeniu dłoni w źródle jej ręka powróciła do stanu przed wypadkiem.

Woda ze źródła w grocie Massabielle stała się znakiem Bożego działania. W pobliżu pobudowano specjalne baseny, w których każdego roku, po modlitwie, zanurza się setki tysięcy chorych. Następują tam wtedy cudowne uzdrowienia fizyczne i duchowe. Badania wykazały, że jest to normalna woda, że nie ma ona żadnych właściwości antyseptycznych czy antybakteryjnych. Nie stwierdzono jednak żadnego przypadku zakażenia czy zachorowania przez kąpiel albo picie zanieczyszczonej wody z tych basenów, w których wcześniej zanurzono tysiące ludzi cierpiących na różne choroby. Jest to dla nauki wielka lekcja pokory wobec Bożej strategii działania, które wymyka się wszelkim laboratoryjnym badaniom i analizom. Nie jest to jakaś woda „magiczna”, ale zanurzenie się w niej, napicie się jej czy obmycie się nią ma być znakiem nawrócenia, zerwania z grzechem, całkowitego zawierzenia Bogu i pojednania się z Nim oraz gotowości pełnienia Jego woli. Wtedy woda z Lourdes staje się znakiem, poprzez który Bóg dokonuje uzdrowień fizycznych i duchowych.

Podczas objawień 27 lutego przed grotą zgromadziło się około 1000 ludzi. Z każdym dniem było ich coraz więcej. 3 marca zebrało się około 4000 osób, a 4 marca było ich już blisko 8000. Wśród nich znajdowali się dziennikarze lokalnych czasopism, w których niezadługo ukazały się artykuły pełne kpin i ironii. Teksty te stały się głównym źródłem informacji dla dzienników z Paryża i innych wielkich miast francuskich. Tylko artykuły Romana Capdevielle’a, znakomitego redaktora Memoriał des Pyrenees, przedstawiały w sposób bezstronny, wyważony oraz obiektywny fakty z groty Massabielle.

Tego samego dnia, po skończonym objawieniu przy grocie, Bernadeta wracała do domu. Przy drodze spotkała niewidomą dziewczynę, Eugenię Troy, dotkniętą nowotworem rakowatym oczu, którą serdecznie uściskała i ucałowała, a następnie poprosiła ją, aby obmyła się wodą ze źródła z groty Massabielle. Kiedy Eugenia to uczyniła, została natychmiast uzdrowiona. Wieść o tym cudzie rozeszła się naokoło lotem błyskawicy.

„Jestem Niepokalanym Poczęciem”

W święto Zwiastowania, 25 marca, w nocy Bernadeta czuje nagle silne wewnętrzne przynaglenie, dlatego już o godzinie 5 rano udaje się do groty, razem ze swoimi rodzicami. Było jeszcze ciemno i panowała głęboka cisza, ale w miejscu objawień zgromadziła się już duża grupa ludzi, a wśród nich komisarz Jacomet. W czasie modlitwy różańcowej Bernadetcie objawia się piękna Pani. Podczas wcześniejszych objawień dziewczynka wielokrotnie pytała Ją o imię, ale w odpowiedzi otrzymywała tylko uśmiech. Tym razem ponownie zapytała zjawę, kim jest, i wtedy otrzymała długo oczekiwaną odpowiedź: „Jestem Niepokalanym Poczęciem”. Bernadetta była zaskoczona tą odpowiedzią, gdyż nie wiedziała, co znaczy to dziwne imię „Niepokalanie Poczęta”, tym bardziej że nigdy o nim nie słyszała. Nie zdążyła się już jednak o nic więcej zapytać, ponieważ śliczna Pani zniknęła.

 DSC_0591
Marmurowa postać Matki Bożej z Lourdes jest dziełem polskiego rzeźbiarza Józefa H. Fabischa (urodzonego pod Wadowicami), wówczas profesora Akademii Sztuk Pięknych w Lyonie, wziętego artysty; fot. 29 maja 2017

Bernadeta szybko pobiegła do proboszcza Peyramale’a, aby przekazać mu to dziwne imię. Aby go nie zapomnieć, w drodze ciągle powtarzała: „Niepokalanie Poczęta”. Bernadeta nie wiedziała, że 8 grudnia 1854 r. w Bazylice Watykańskiej został uroczyście ogłoszony przez papieża Piusa IX dogmat o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny. Kiedy proboszcz usłyszał z ust Bernadetty imię „Niepokalanie Poczęta”, z wrażenia aż zaniemówił. Zrozumiał bowiem, że Maryja użyła teologicznie doskonałej formuły, która potwierdzała dogmat ogłoszony cztery lata wcześniej. Maryja jest Niepokalanie Poczętą, ponieważ od momentu swego poczęcia została zachowana od wszelkiej zmazy grzechu pierworodnego, po to by mogła wypełnić misję Matki Zbawiciela. Dopiero wtedy proboszcz zrozumiał, że ma do czynienia z rzeczywistymi objawieniami Matki Bożej, a ta czternastoletnia dziewczynka, w swojej prostocie i niewiedzy, stała się przekazicielką orędzia Niepokalanej Pani dla całego świata. Widzenie 25 marca było przełomowe dla Bernadety, gdyż dopiero wtedy dziewczynka zrozumiała, że ta piękna Pani, która się jej objawia, to Matka Boża, a nie jakaś dusza czyśćcowa czy też halucynacja, jak to niektórzy próbowali jej sugerować.

 Dwa ostatnie objawienia

7 kwietnia miało miejsce siedemnaste objawienie. Podczas ekstazy Bernadeta nieświadomie przesunęła swą prawą dłoń nad palący się płomień świecy, którą trzymała w lewej ręce. Przez blisko kwadrans płomień przenikał jej przez palce, a mimo to dziewczynka nic nie czuła; na jej dłoni nie pozostał najmniejszy znak oparzenia. Obserwował to wszystko wspomniany wyżej dr Dozous, który po skończonej ekstazie Bernadety przeprowadził na niej eksperyment: wziął drugą zapaloną świecę i dotknął nią ręki dziewczynki, która natychmiast krzyknęła z bólu i z oburzeniem powiedziała: „Pan mnie parzy!”. Dla dr Dozousa stało się wówczas oczywiste, że ma do czynienia z faktem nadprzyrodzonym, co definitywnie przekonało go o prawdziwości objawień.

A przy grocie dokonywały się kolejne cudowne uzdrowienia – choćby takie jak to z 2 maja, kiedy to zrozpaczona matka przez 15 minut zanurzała w cudownym źródle swojego umierającego 18-miesięcznego synka. Już następnego dnia dziecko wróciło do pełni zdrowia. Nadzwyczajne uzdrowienia zaczęły przyciągać na miejsce objawień tysiące ludzi. Władze chciały jednak za wszelką cenę zatrzymać narastającą falę pielgrzymek i dlatego zamknęły dostęp do groty. Decyzją mera miasta stała się ona nielegalnym miejscem kultu religijnego. Nie poparł jednakże tego zarządzenia biskup i ludzie nadal tłumnie przybywali do Massabielle. Ponadto pielgrzymi zaczęli pisać petycje do ministra do spraw wyznań o odwołanie zarządzenia prefekta. Prócz tego mimo ponawianych gróźb ze strony władz ludzie kilkakrotnie zburzyli ogrodzenie broniące dostępu do groty. Wiele osób zostało z tego powodu osądzonych i skazanych lub ukaranych mandatami. Bernadetta w ogóle nie angażuje się w narastający konflikt pomiędzy ludźmi i władzą. Postawa władz radykalnie się zmieniła dopiero w końcu września 1858 r. Wówczas to cesarz Napoleon III, po cudownym uzdrowieniu swojego syna, nakazał otworzenie pielgrzymom dostępu do groty. Jego dziecko wyzdrowiało po napiciu się wody z cudownego źródła i spożyciu ziół pochodzących z Massabielle.

Tymczasem z powodu pogarszającego się stanu zdrowia Bernadeta zostaje wysłana 8 maja na dwutygodniowe leczenie do pobliskiego sanatorium w Cauterets. Z wielkim utęsknieniem czekała i przygotowywała się na przyjęcie Pierwszej Komunii Świętej w dniu 12 czerwca 1858 r. Od tamtej chwili przyjmowanie Jezusa w Komunii św. stało się dla niej najważniejszym wydarzeniem i największym źródłem duchowej mocy. 16 lipca 1858 r., w święto Matki Boskiej z góry Karmel, po przyjęciu Komunii św. Bernadeta czuje wewnętrzne przynaglenie, aby udać się do groty na spotkanie z Niepokalaną Dziewicą. Dotarła tam tuż przed zachodem słońca. Podczas modlitwy różańcowej Matka Boża objawiła się jej po raz ostatni. Bernadeta mówiła, że Maryja wtedy milczała i że była piękniejsza niż kiedykolwiek wcześniej.

Epilog

Objawienia Matki Bożej w Lourdes potwierdziły, że nauczanie Kościoła jest prawdą pochodzącą od Boga. 28 lipca 1858 r. ordynariusz Tarbes, bp Laurence, powołał komisję kanoniczną do zbadania prawdziwości objawień. Wielokrotnie przesłuchiwała ona Bemadetę i innych świadków, a także szczegółowo badała wszystkie przypadki cudownych uzdrowień. Po przyjęciu wyników prac komisji, 18 stycznia 1862 r., biskup Laurence wydał dekret uznający nadprzyrodzony charakter objawień w Lourdes. Czytamy w nim: „Uważamy za pewne, że Maryja Niepokalana, Matka Boża, rzeczywiście ukazała się Bernadecie Soubirous 11 lutego 1858 r. i w dniach następnych osiemnaście razy w Grocie Massabielskiej, na peryferiach Lourdes, i że wszystkie te objawienia były prawdziwe. Wierni zatem mogą w nie wierzyć”.

Bernadeta Soubiroues
Bernadeta Soubirous Śluby zakonne złożyła 30 X 1867 r., a śluby wieczyste 22 IX 1878 r.

W roku 1866 Bernadeta wstąpiła do zakonu sióstr miłosierdzia w Nevers i pozostała tam aż do swojej śmierci 16 kwietnia 1879 r. Lourdes tymczasem stało się jednym z największych sanktuariów w świecie. Obecnie każdego roku przybywa tam około 6 milionów pielgrzymów, aby prosić Maryję o uzdrowienie duszy i ciała. Sługa Boży Jan Paweł II dwukrotnie pielgrzymował do tego sanktuarium. Jego druga wizyta w Lourdes była zarazem jego ostatnią podróżą zagraniczną. Papież wypowiedział wtedy znamienne słowa: „Oto dotarłem do kresu mojej pielgrzymki…”.

Andrzej Trojanowski TChr

***

W dniu 29 maja 2017 r. wszyscy uczestnicy biorący udział w pielgrzymce zebrali się na lotnisku Okęcie im. Fryderyka Chopina w Warszawie. Przed wylotem, w tamtejszej kaplicy została odprawiona za naszą pielgrzymkę Msza. Św., w której również uczestniczyłem. Następnie udaliśmy się do wyznaczonego miejsca, by przejść szczegółową odprawę. Na samym początku naszej pielgrzymki szybko zaprzyjaźniłem się z bardzo sympatycznym małżeństwem polskiego pochodzenia, które od wielu już lat mieszka w Australii. Dziękuję Wam szczególnie za waszą obecność, ciepłe słowa i za to, jak się wypowiadaliście o wierze i naszej ojczyźnie, którą macie zawsze w swoim sercu. Dziękuję oczywiście za prezenty, które przekazaliście naszym dzieciom (uśmiech). W trakcie całej  pielgrzymki do Lourdes poznałem jeszcze kilka osób, z którymi w ciągu tych kilku dni się zżyłem i chcę ich w tym miejscu gorąco pozdrowić, przede wszystkim Zosię i jej męża Mirka oraz mojego współlokatora Bronka, który zwiedził praktycznie cały świat. Kiedy cały samolot zapełnił się pasażerami czekał nas dwugodzinny lot do Amsterdamu, gdzie przesiedliśmy się do samolotu do Tuluzy we Francji, a następnie już autokarem pojechaliśmy do Lourdes. Całość podróży była dla mnie troszkę męcząca, ale fakt, że za kilka godzin znajdziemy się w Lourdes, sprawił, że zmęczenie szybko minęło.

DSC_0368
Pozostało kilka minut do startu i jak zawsze należało zrobić pamiątkowe zdjęcie z wnętrza samolotu. Serdecznie w tym miejscu pozdrawiam przesympatyczne małżeństwo: p. Joasię i jej męża Krzysztofa z Australii; fot. 29 maja 2017

W momencie, gdy dojeżdżaliśmy do naszego hotelu, na niebie pojawiło się słońce, a moje serce się radowało, że po raz kolejny odwiedzam to miejsce. Wszyscy, którzy wybierają się do Lourdes, muszą pamiętać o tym, że to miasteczko leży u podnóża Pirenejów i pogoda jest tutaj bardzo zmienna. Owszem, i nas nie ominął deszcz, lecz Opatrzność Boża sprawiła, że przez większość naszego pobytu mieliśmy idealną pogodę, za co należy w sposób szczególny podziękować Panu Bogu.

Podczas całego pobytu w Lourdes chciałem poza modlitwą skoncentrować się na zdjęciach i ludziach, którzy to miejsce odwiedzają. Owocem tego są poniższe fotografie, na których nie brak osób chorych, ubogich, cierpiących. Byłem bardzo poruszony tym, z jakim zaangażowaniem ludzie z pomocą swoich bliskich czy wolontariuszy uczestniczą w nabożeństwach. Dzisiaj w wielu krajach niestety dopuszcza się i promuje aborcję, eutanazję, a ponadto panuje moda na niedostrzeganie ludzi chorych czy starszych, a przecież osoby w wieku podeszłym stanowią skarbnicę wiedzy i źródło cennych doświadczeń, to one dla nas młodszych powinny być wzorcem do naśladowania. Dzięki ich wiedzy i dojrzałości, radom i doświadczeniu możemy budować lepszą Polskę. Od nas z kolei zależy, w jaki sposób i w jakim stopniu przekażemy zdobytą wiedzę młodszemu pokoleniu. Lourdes jest miejscem, w którym w sposób szczególny możemy nauczyć się prawdziwego szacunku do życia.

DSC_0650
Lourdes jest miejscem, gdzie miłość Boga i bliźniego przemienia świat pełen konfliktów i cierpienia. Jest światłem latarni morskiej, okrzykiem, który przypomina, że jednak można inaczej, lepiej… Symbolem nadziei, miłości i jedności, tu bowiem pielgrzymują ludzie wywodzący się z różnych tradycji, ludzie, którzy różnią się pod względem ras bądź języka; fot. 29 maja 2017

Po zakwaterowaniu w hotelu, który znajdował się nieopodal sanktuarium, postanowiłem szybko wziąć prysznic i udać się do miejsca, gdzie 11 lutego 1858 roku Matka Boża pierwszy raz ukazała się św. Bernadecie Soubirous. Byłem bardzo podekscytowany i szczęśliwy , że po prostu mogłem tam być. Mogłem uklęknąć, ucałować tę świętą ziemię i zanurzyć się w modlitwie. Już pierwszego dnia na niebie ukazał nam się szczególny znak w postaci tęczy. Dla chrześcijan jest ona symbolem Przymierza, które Bóg zawarł z Noem. Powróciły również wspomnienia z poprzedniego pobytu w Lourdes, który był jednocześnie moim pierwszym wyjazdem za granicę.

DSC_0705
Lourdes jest szczególnym miejscem modlitwy. Podczas pierwszego dnia naszego pobytu w Lourdes pojawiła się nad sanktuarium tęcza, która jest dla chrześcijan symbolem biblijnym oznaczającym Przymierze Boga z człowiekiem, 29 maja 2017

7-17 Maj 618   DSC_1348
Zestawienie dwóch moich zdjęć wykonanych przed massabiellską Grotą, gdzie Matka Boża objawiła się Bernadecie Soubirous 11 lutego 1858 r. Przepaść 10 lat, a kult Matki Bożej tak samo silny (zdjęcie z lewej strony zostało wykonane 13 maja 2007 r., a to z prawej 31 maja 2017 r.)

Dla naszej grupy tak naprawdę zwiedzanie Lourdes miało się rozpocząć dnia następnego, ale nie byłbym sobą, gdybym nie rozpoczął zwiedzania tuż po przyjeździe. Tego pierwszego dnia pobytu w Lourdes swój wolny czas wykorzystałem maksymalnie i pozostałem poza hotelem do późnych godzin nocnych. Pomimo, że wcześniej w samolocie byłem zmęczony podróżą, klimat tego miejsca sprawiał, że nie chciałem wracać na nocleg. Byłem tak zafascynowany tym miejscem, że nawet nie poszedłem na kolację, lecz każdą minutę  chciałem spędzić w tym przepięknym sanktuarium. Mogłem ten czas przeznaczyć na samodzielną modlitwę spacery czy uwiecznianie tej cudownej atmosfery Lourdes na  fotografiach.

Zarówno tego wieczoru, jak i przez kolejne dni brałem udział w tzw. procesji ze świecami, co dla każdego pielgrzyma stanowi niepowtarzalne przeżycie. Będąc w Lourdes, chciałem jak najpiękniej ukazać mistykę tego miejsca, chorych, którzy ze wszystkich stron świata przybywają do tego jakże rozmodlonego Maryjnego sanktuarium, by swoje troski i choroby zawierzyć Matce Bożej. Niejednokrotnie podczas swojego pobytu rozmyślałem nad tym wszystkim, co człowieka spotyka w życiu. Pomimo, że jesteśmy ludźmi wierzącymi i wielu z nas to praktykujący chrześcijanie, to do końca nie jesteśmy w stanie pojąć woli Pana Boga względem naszego ziemskiego życia. Krzyż, który za życia dźwigamy, jest często bardzo ciężki, a droga, którą kroczymy, jest również kręta i zawiła. Dlatego nieustannie musimy zawierzać nasze życie Panu Bogu i prosić go o siłę na każdy dzień, byśmy z pokorą umieli przyjąć trudności, których doświadczamy każdego dnia.

To w Lourdes spotykamy przede wszystkim takich ludzi, którym przyszło dźwigać ciężki Krzyż choroby, cierpienia bądź osamotnienia. Matka Boża podczas swojego trzeciego objawienia 18 lutego 1858 r. powiedziała św. Bernadecie następujące sowa: „Nie obiecuję Ci szczęścia na tym świecie, lecz w innym”. Te słowa Maryja kieruje również i do nas wszystkich – do ludzi żyjących współcześnie . Pomimo trudności, które człowieka tutaj na ziemi spotykają, musimy wierzyć, że Ci, którzy się smucą i cierpią, będą kiedyś szczęśliwi. Może nie na tym świecie, gdzie panuje tak wiele zła, cierpienia, nienawiści i obojętności względem drugiego człowieka, lecz w innym. Prawdziwego szczęścia zaznamy dopiero po tej drugiej stronie, bo to ziemskie życie jest tylko przemijające.

DSC_0741
Procesja rozpoczyna się o godzinie 20:45 pieśnią Salve Regina przy Grocie Massabielle, skąd wierni przechodzą wzdłuż rzeki w stronę miasta, a następnie z powrotem na plac przed Bazyliką Różańcową; fot. 29 maja 2017

DSC_2001
Nadziei i umocnienia poszukują w Lourdes zwłaszcza ludzie ciężko doświadczeni przez choroby; fot. 31 maja 2017

DSC_2055
Niejednokrotnie podczas fotografowania procesji ze świecami na twarzach wielu ludzi, którzy zmagają się w różnymi dolegliwościami, dostrzegałem
uśmiech i entuzjazm, które udzielały się innym pielgrzymom; fot. 31 maja 2017

DSC_2670
Na czele procesji niesiona jest kopia cudownej figury Niepokalanego Poczęcia. Za nią podążają wierni uczestniczący w powtarzającym się co wieczór, wydarzeniu. W ten sposób wypełniają wezwanie Maryi, wypowiedziane 3 marca 1858 r. podczas trzynastego objawienia; fot. 1 czerwca 2017

DSC_2108
Osobista modlitwa w ciszy przy kolejnej stacji procesji z lampionami; fot. 31 maja 2017

DSC_1276
„Proście wraz ze mną Maryję Pannę, by wyjednała światu upragniony dar pokoju. Niechaj kwitną w sercach uczucia przebaczenia i braterstwa. Niech zostanie złożona broń, a w naszych sercach zgaśnie nienawiść i przemoc. Niech każdy człowiek ujrzy w drugim człowieku nie wroga, którego ma zwalczać, lecz brata, którego ma przyjąć i kochać, aby budować razem lepszy świat” (Jan Paweł II, Modlitwa o pokój, Lourdes, 14 sierpnia 2004 r.)

DSC_2150
Tajemnice różańca kierują uwagę modlących się na jedyną „światłość świata” – Jezusa Chrystusa.
Taki jest również sens przesłania Matki Bożej z Lourdes; fot. 31 maja 2017

DSC_2143
Ze stojącej na szczycie starej fortecy, strzegącej niegdyś doliny rzeki Gave,
roztacza się wspaniały widok na Sanktuarium; fot. 31 maja 2017

DSC_2152
„O gwiazdo najświętsza wiedź nas w niebios kraj.
I wieczną szczęśliwość, o Boże, nam daj.
Ave, Ave, Ave Maryja,
Zdrowaś, Zdrowaś, Zdrowaś Maryja”
(Pieśń do Matki Bożej z Lourdes śpiewana jest w wielu językach); fot. 31 maja 2017

W następnych dniach całą już naszą grupą pielgrzymkową mogliśmy na spokojnie przypomnieć sobie historię Bernadety Soubirous oraz miejsca, które są związane z jej osobą. Pierwsze nasze kroki w drugim dniu pielgrzymki skierowaliśmy do krypty, która znajduje się pomiędzy Bazyliką Górną i Bazyliką Różańca Świętego. Krypta została wzniesiona na skale Massabielle w latach 1863-1866. Warto  w tym miejscu wspomnieć, że 9 maja 1886 r., a więc  na dzień przed wyjazdem do klasztoru w Nevers, Bernadeta uczestniczyła w jej konsekracji  Następnie udaliśmy się do Bazyliki Górnej zwanej też Bazyliką Niepokalanego Poczęcia. Z Bazyliki Górnej przeszliśmy do Bazyliki św. Piusa X, która jest podziemną Bazyliką mogąca pomieścić aż 27 tys. osób. Ta właśnie Bazylika została konsekrowana 25 marca 1958 r. w święto Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny i w rocznicę stulecia objawień. Uroczystości tej przewodniczył papież Jan XXIII, wówczas jeszcze jako kardynał Roncalli. Na sam koniec udaliśmy się do Bazyliki Różańca Świętego, przed którą na dziedzińcu udziela się błogosławieństwa wszystkim chorym. Wszystkie świątynie, w których mieliśmy okazję się pomodlić, zrobiły na naszej grupie ogromne wrażenie.

DSC_1675
Żeby zrozumieć fenomen Lourdes, trzeba tam pojechać. Na samym dole fotografii widoczna jest Bazylika Różańca Świętego. Pośrodku znajduje się Krypta, a na samej górze Bazylika Niepokalanego Poczęcia; fot. 31 maja 2017

Nie sposób było pominąć miejsce urodzenia i zamieszkania św. Bernadety, czyli dwa młyny: Boly i Lacade, gdzie obecnie znajduje się muzeum poświęcone rodzinie Soubirous. Za najmroczniejsze miejsce, w którym przyszło żyć rodzinie Soubirous, śmiało uchodzić może opuszczone więzienie La Cachot. Rodzina Bernadety przeniosła się tam zmuszona przez skrajną nędzę, w którą popadła, gdy zimą 1857 r. Franciszek stracił pracę. Warunki życia były uwłaczające –  dawne więzienie zamknięte w roku 1824 z tego tytułu, iż było zbyt wilgotne i zbyt brudne dla więźniów – uznano za adekwatne dla ubogich państwa Soubirous. Tak do jesieni 1858 r. cała rodzina mieszkała w jednej, ciemnej i zimnej izbie, mającej zaledwie 16 m. Trudno było więc mówić o jakichkolwiek wygodach, jednak to niewielkie i zawilgocone pomieszczenie dawało schronienie aż sześciu osobom: ojcu, matce, Bernadecie, Toinette, Janowi Marii i małemu Justynowi.

DSC_1416
Przed młynem Boly, w którym mieszkała rodzina Soubirous; fot. 31 maja 2017

DSC_1429
Beztroskie dzieciństwo upływało Bernadetcie na zabawach nad rzeką, na pobliskich łąkach, ponadto dziewczynka pomagała matce w pracach domowych. Każdy dzień kończyła modlitwą Ojcze Nasz. W 1854 r. ojciec, raniony odpryskiem kamienia podczas pracy, stracił oko. W czerwcu tego samego roku 6-osobowa rodzina Soubirous, nie mając środków na opłacenie czynszu, opuściła szczęśliwą przystań, jaką był młyn Boly; fot. 31 maja 2017

DSC_1444

Młyn Lacade, tzw. Maison Paternelle (ojcowski dom), jedno z miejsc zamieszkania rodziny Soubirous po opuszczenia młyna Boly. Sprowadzili się tu w 1863 r. Wynajął go dla rodziny Bernadety proboszcz Peyramale. Bernadeta nie mieszkała tu już ze swymi najbliższymi, ale często ich odwiedzała. Przebywała wtedy w hospicjum sióstr Szarytek. W zamian za pomoc w szpitalu i w szkole kontynuowała naukę czytania i pisania. W młynie działają dziś muzeum i sklep z pamiątkami, który nadal należy do rodziny Soubirous; fot. 31 maja 2017

DSC_1467

DSC_1492

To tego pamiętnego ranka, 11 lutego 1858 r., w kominku w cachot nie było czym rozpalić. Bernadeta wraz z siostrą poszły więc po chrust pod grotę Massabielle. W czasach, gdy mieszkała tu Święta, nie było tak sucho, schludnie i przytulnie. W pomieszczeniu mierzącym 16 m2 stały trzy łóżka. Za oknem cuchnęły sterty kurzego nawozu. Rodzina Soubirous nie była w stanie opłacić czynszu za nędzną komorę w domu Rives-Pelat i w listopadzie 1856 r. musiała się tu przeprowadzić. Mieszkająca nad nimi rodzina Sajous słyszała, że co wieczór odmawiają różaniec. Bernadeta w kieszeni swojego fartuszka zawsze nosiła różaniec za „dwa grosze”, kupiony przez mamę podczas pielgrzymki do Betharram. W opuszczonym więzieniu (cachot) Soubirous żyli do września 1958 r.

DSC_1509

DSC_1571

Przy chrzcielnicy ze spalonego kościoła św. Piotra w Lourdes, przy której 9 stycznia 1844 r., dwa dni po urodzeniu, została ochrzczona Maria-Bernarda Soubirous, zwana Bernadetą. Obecnie chrzcielnica znajduje się w lewej nawie odbudowanego kościoła parafialnego noszącego wezwanie Najświętszego Serca Pana Jezusa; fot. 31 maja 2017

DSC_1582

DSC_1623
Na cmentarzu parafialnym w Lourdes spoczywa wiele osób, które znały Świętą osobiście. Cmentarz parafialny znajduje się w starym Lourdes, niedaleko zamku, 700 m od sanktuarium i 600 m od kościoła parafialnego; fot. 31 maja 2017

DSC_1621
Przy rodzinnym grobowcu, w którym pochowani są m.in. rodzice Bernadety Soubirous; fot. 31 maja 2017

W Lourdes możemy spotkać nie tylko ludzi chorych, którzy stanowią najliczniejszą grupę. Każda osoba, która nawiedza to miejsce, niesie w sobie odrębną historię – niejednokrotnie bardzo trudną. Wiele takich historii poznałem na przykładzie naszej grupy. Każdy, kto do tego miejsca podąża, składa Matce Bożej w ofierze swoje intencje. Bardzo wymowne gesty zawierzenia można było zobaczyć w Grocie, w której objawiła się Matka Boża i przy której znajduje się cudowne źródełko.

DSC_1997
Atmosfera Lourdes skłania do spojrzenia na siebie z innej perspektywy; fot. 31 maja 2017

DSC_1693
Papież Franciszek zachęca do tego, żeby młodzi ludzie nie bali się dokonywać w życiu rzeczy wielkich; fot. 31 maja 2017

DSC_1695

W Lourdes chorzy otrzymują łaskę zrozumienia swoich cierpień, a zdrowi uczą się pokory i szacunku wobec tajemnicy ludzkiego życia; fot. 31 maja 2017

DSC_1698

Najbardziej potrzebującym, którzy sami nie mogą się poruszać o własnych siłach przychodzą z pomocą wolontariusze. Można ich spotkać na każdym kroku. Jakże cieszy widok wielu młodych ludzi, którzy z różnych  stron świata przyjeżdżają do Lourdes, by poświęcić swój czas osobom najbardziej potrzebującym.  Ilekroć widziałem, jak młody człowiek pochyla się nad osobą niepełnosprawną, która musi zdać się na pomoc innych, czułem się poruszony do głębi. Nie wiemy, co tak naprawdę czeka nas, ludzi młodych w przyszłości i jaki ma plan wobec nas Pan Bóg. Musimy być ludźmi miłości, bo tego oczekuje od nas Pan Jezus, który jak podaje jeden z ewangelistów, św. Mateusza powiedział: „Wszystko, co uczyniliście jednemutych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” Mt 25,40. Uczynki miłosierdzia są najbardziej dochodową inwestycją, która zaprocentuje w przyszłości. Św. Jan od Krzyża stwierdził, że u schyłku życia sądzeni będziemy z miłości. Kiedy staniemy przed Bogiem twarzą w twarz, nic nie będą znaczyły ani nasze pieniądze, ani stopnie naukowe, ani sukcesy zawodowe. Liczyć się będzie tylko kapitał serca bezinteresownie ofiarowany Chrystusowi żyjącemu w ubogich. Liczyć się będzie nie to, ile masz, ale ile dałeś. Warto w tym miejscu przytoczyć słowa św. Jana Chryzostoma, który nauczał, że dotykanie chorego jest identyczne jak dotykanie Eucharystii.

DSC_1738
Dla wielu przybycie do Lourdes jest okupione wielkim wysiłkiem i wiąże się z ogromnymi wyrzeczeniami; fot. 31 maja 2017

DSC_1899

Lourdes jest też wspaniałą szkołą miłości bliźniego. Wielu wolontariuszy z całego świata przyjeżdża, aby ofiarować swój czas i siły w posłudze chorym i niepełnosprawnym braciom pielgrzymującym do Lourdes. Tutaj wiara w ludzi nigdy się nie kończy, gdy widzi się ludzi potrzebujących otoczonych troską i serdecznością.

DSC_1084

DSC_1725

„Moc miłości silniejsza jest od zagrażającego nam zła. To właśnie tę tajemnicę miłości Boga do wszystkich ludzi Maryja objawiła nam tutaj w Lourdes. Zachęca Ona wszystkich ludzi dobrej woli, wszystkich, którzy cierpią na duchu i na ciele, by podnosili oczy na Jezusowy Krzyż i w nim odnajdywali źródło życia, źródło zbawienia” (Benedykt XVI, homilia w Lourdes, 14 września 2008 r.)

DSC_1081

Jakże ważnym zwyczajem kultu Matki Bożej w Lourdes są świece płonące nieustannie w grocie Massabielle. Zwyczaj zapalania świec w grocie narodził się podczas czwartego objawienia, 19 lutego 1858 r., kiedy Bernadeta Soubirous za namową ciotki przyniosła ze sobą świecę i trzymała ją zapaloną podczas objawienia. Odtąd czyniła tak do 14. objawienia. Setki zapalonych świec są symbolem wiary, nadziei i nieustającej modlitwy przybywających do tego miejsca pielgrzymów.

DSC_1072
Za każdą zapaloną przed grotą świecą kryje się prośba, ofiara lub podziękowanie. Każdego roku spalanych jest tu 700 ton świec. Płoną także w intencji tych, którzy sami nie mogli lub nie chcieli przyjechać do Lourdes. Kłęby dymu unoszą w niebo miliony modlitw i pragnień. „Lourdes jest jednym z tych miejsc, które Bóg wybrał, aby w nim odzwierciedlił się szczególny blask Jego piękna, stąd tak wielkie znaczenie ma tutaj symbol światła” (Benedykt XVI, przemówienie podczas procesji maryjnej 13 września 2008 r.)

DSC_2610
„Sama Matka Boża powiedziała, że sprawia Jej przyjemność ten wzruszający hołd tysięcy płonących świec, które teraz nieustannie rozświetlają – ku Jej czci – grotę, w której się objawiła. Od tamtego dnia w dzień i w nocy, tak latem, jak i zimą, przed grotą jaśnieje gorejący krzew, rozpalony modlitwą pielgrzymów i chorych, który wyraża ich troski i potrzeby, a przede wszystkim ich wiarę i nadzieję” (Benedykt XVI, przemówienie podczas procesji maryjnej 13 września 2008 r.)

Pielgrzymujący do Lourdes czerpią łaski nie tylko na skutek modlitwy, lecz także pijąc ze źródła, które wytrysło w cudowny sposób w grocie Massabielle 25 lutego 1858 r. podczas dziewiątego objawienia. Nie ma chyba takiej osoby, która będąc w Lourdes, by się jej nie napiła. Wielu ludzi nie tylko ją pije, ale również naciera nią różne dotknięte chorobą części ciała, . Każdego roku do Lourdes przybywają miliony pielgrzymów, którzy piją wodę „od Maryi” i modlą się w miejscu objawień. W basenach przy Grocie Massabielle zanurza się ponad 300 tys. zdrowych i chorych na raka, trąd, syfilis (woda w 18 basenach wymieniana jest co 2 tys. osób, nie stwierdzono żadnych zarażeń). W centrum medycznym przy sanktuarium odnotowano ponad 7 tys. niewytłumaczalnych uzdrowień. Kościół uznał jedynie 68 z nich. Pierwsze uzdrowienia nastąpiły w Lourdes jeszcze w czasie trwających objawień Matki Bożej, w 1858 r. (lekarz Bernadetty, dr Dozous, zarejestrował ich ponad sto). Wówczas na wniosek biskupa Tarbes powołano komisję do zbadania, czy możliwe jest wytłumaczenie uzdrowień w sposób naturalny, czy są dziełem sił nadprzyrodzonych. W skład komisji weszli teologowie, lekarze, fizycy, chemicy. Po czterech latach prac uznali pierwsze siedem zgłoszonych uzdrowień za niewytłumaczalne z punktu widzenia medycyny, orzekając, że „ich przyczyną była woda w Massabielle (…). Uzdrowienia te są więc dziełem Boga”.

DSC_1342
Źródło w grocie Massabielle wytrysło w cudowny sposób 25 lutego 1858 r. „Pani polecił mi: Idź i napij się ze źródła – opowiadała Bernadeta. – Znalazłam zaledwie odrobinę błotnistej wody. Dopiero za czwartym razem wypiłam”. To wezwanie zostało skierowane do wszystkich ludzi. W dzisiejszych czasach jest dużo łatwiej na nie odpowiedzieć niż 159 lat temu, kiedy źródło to było pełne kamieni i błota; fot. 31 maja 2017

DSC_2824

Woda z Lourdes nie odznacza się niczym nadzwyczajnym, jeśli chodzi o zawartość minerałów, przypomina zwyczajną wodę pitną z kranu, a jednak ma właściwości uzdrawiające. Ludzie przybywają z całego świata, by zaczerpnąć z tego źródła, by zostać uleczonym z różnorodnych schorzeń. Woda zasilająca krany przy grocie i baseny nie pochodzi z potoku Gave, lecz jest doprowadzana systemem podziemnych rurociągów z dwóch zbiorników; fot. 2 czerwca 2017

DSC_0581

Trzeciego dnia cała nasza grupa uczestniczyła w przepięknej Drodze Krzyżowej, której stacje wzniesiono na zboczu góry Espelugues. Dzień wcześniej już samodzielnie wybrałem się w to miejsce, żeby dokładnie każdą stację Drogi Krzyżowej sfotografować. Jeśli tylko Pan Bóg pozwoli, chciałbym owe zdjęcia opatrzyć odpowiednim rozważaniem, a następnie w okresie Wielkiego Tygodnia zamieścić na stronie Sieradz-Praga.pl. Ta golgota to niezwykłe dzieło, którego inicjatorem był bp Laurencje. W 1869 r. wykupił on ten teren od miasta z zamiarem zbudowania kalwarii, a jego dzieło kontynuowało pięciu jego następców, ordynariuszy w Tarbes. Droga Krzyżowa rozciąga się na  długości ok. 1600 m, rozpoczyna się po lewej stronie Bazyliki Niepokalanego Poczęcia i wznosi się serpentyną, chwilami stromą, coraz wyżej, aż na szczyt, który znajduje się 140 m powyżej Groty Massabielskiej. Przy wejściu na pilastrze stoi anioł, który trzyma w lewej ręce prosty krzyż z napisem: In cruce salus (w krzyżu zbawienie), a prawą ręką wskazuje pielgrzymom świętą drogę. Cała Kalwaria przedstawia historię męki i śmierci Pana Jezusa: od Pretorium Piłata do złożenia do Grobu. Składa się na nią 115 mierzących ok. 2 m postaci z patynowanego żelaza wykonanych przez słynną pracownię Raffl z Paryża. Wszystkie stacje usytuowane są niezwykle malowniczo na zapierającym dech w piersiach wzgórzu. Na tle soczystej zieleni wspaniałe dzieło paryskiego artysty nabiera wyrazu: można podziwiać harmonię grup i jednocześnie fizjonomię, a zwłaszcza pełne ekspresji twarze poszczególnych osób. Najważniejszym jednak celem tej tak monumentalnej, Drogi Krzyżowej jest wzbudzenie żarliwej wiary w sercach pielgrzymów kroczących śladami Męki Chrystusowej. Nie bez przyczyny podczas uroczystego poświęcenia Kalwarii, 14 września 1912 r., przez legata papieskiego – kard. Lucona, kaznodzieja, bp Izart z Pamiers w swoim wspaniałym kazaniu stwierdził, że rozważanie Męki Pańskiej na tej świętej drodze „skłania do modlitwy, do żalu za grzechy i do nawrócenia”.

DSC_1806
Stacje Drogi Krzyżowej powstały dzięki ofiarności pielgrzymów przybywających do Lourdes. Od 2 tys. lat chrześcijanie wyruszają na Drogę Krzyżową, aby rozważać Mękę Chrystusa w drodze na Kalwarię. Jest to modlitwa odmawiana w duchu pokuty za popełnione grzechy. W Lourdes przeżywa się ją w sposób szczególny; fot. 31 maja 2017

DSC_1856
Przy stacji XIV – Jezus złożony do grobu. Droga Krzyżowa wije się w terenie stromym i zalesionym na przestrzeni 1,6 km;
fot. 31 maja 2017

Zbliżając się ku końcowi swoich wspomnień, chciałbym powiedzieć o jeszcze dwóch miejscach, które w wolnym czasie postanowiłem zobaczyć. Pierwszym z nich jest zamek, położony na skalistym szczycie. Pragnąłem zwiedzić go już w trakcie swojej pierwszej pielgrzymki do tego miejsca w 2007 r., lecz niestety się to nie udało.  Na szczęście podczas tegorocznej pielgrzymki „zdobyłem” tę historyczną fortecę. Z wysokości baszty można podziwiać wspaniały widok na dolinę i na góry otaczające Lourdes. Historia tego miejsca mówi nam o tym, iż strategiczne położenie fortecy pozwoliło zająć jej w przeszłości pierwszoplanowe miejsce. Z tego samego powodu ta oto twierdza wojskowa pierwszej kategorii musiała przeżyć wiele oblężeń. Od początku XVIII w. stała się więzieniem stanowym. Dziś jest siedzibą Muzeum Pirenejskiego i w swoim wnętrzu gromadzi zarówno dzieła sztuki, jak i pamiątki pirenejskich tradycji ludowych.

DSC_0607
Zamek jest największą świecką atrakcją w Lourdes; fot. 1 czerwca 2017

DSC_2291
Pośród murów dawnej fortecy możemy poznać historię i legendę tego miejsca. Można zwiedzić również cały zamek z jego poszczególnymi salami. Serdecznie polecam każdemu, kto będzie w Lourdes. To piękne dopełnienie każdej pielgrzymki do Matki Bożej; fot. 1 czerwca 2017

DSC_2339
W twierdzy mieści się ciekawe Muzeum Pirenejskie oraz ogród botaniczny usytuowany u stóp XIV-wiecznego donżonu. Z całą pewnością wiosną jest tutaj najpiękniej (uśmiech); fot. 1 czerwca 2017

DSC_2300
Tuż za mną widok na zabudowę Lourdes, w głębi neogotycki kościół Najświętszego Serca Jezusowego; fot. 1 czerwca 2017

DSC_2336
Z zamku roztaczają się przepiękne widoki na miasto, sanktuarium i Pireneje; fot. 1 czerwca 2017

Ostatnim miejscem, który chciałbym ukazać są Pireneje, które przez wielu są nazywane „górami na końcu Europy”.  Pireneje położone są w południowo – zachodniej części Europy, oddzielają kontynent od Półwyspu Iberyjskiego. Góry te są niezwykle piękne, dzikie, inne niż Alpy i odwiedzane o wiele rzadziej. Zachwycają krajobrazem, niezwykłą szatą roślinną, , bogactwem fauny, form skalnych i jezior. Pireneje ciągną się generalnie równoleżnikowo, od Oceanu Atlantyckiego – Zatoka Baskijska na zachodzie – po Morze Śródziemne na wschodzie. Długość łańcucha wynosi ok. 440 km. Jego szerokość jest z kolei zróżnicowana i waha się od 60 do 140 km, przy czym największa jest w części wschodniej.

Dla naszej grupy była to wycieczka fakultatywna, a widoki, które na nas czekały, po prostu zapierały dech w piersiach. Z naszego hotelu udaliśmy się autokarem do miejscowości Gavarnie, która jest oddalona o 80 km od Lourdes i liczy zaledwie 131 mieszkańców (dane z 2013 r.). Wioska Gavarnie, położona na wysokości 1365 m. n.p.m. i jest najczęściej odwiedzaną miejscowością w Pirenejach. Od momentu wjazdu do tej miejscowości kręciło mi się w głowie, ale po tym, co ukazało się moim oczom, wszystkie moje dolegliwości szybko ustały (uśmiech). Znajdujący się tam polodowcowy cyrk położony jest w sercu Parku Narodowego Pirenejów. Ma średnicę około 6 km. Otoczony wieloma szczytami, wraz z jednym z najwyższych wodospadów w Europie liczącym 422 m. Dla wszystkich ludzi, którzy kochają góry, ta miejscowość jest idealnym miejscem wypoczynku i podziwiania bajecznych widoków. Opatrzność nad nami czuwała i pogodę mieliśmy wprost idealną, choć początkowo zapowiadało się mało przyjemnie: gdy wyjeżdżaliśmy z Lourdes, niebo było zachmurzone i padał deszcz. Skoro już jesteśmy w Gavarnie, to nie pozostaje mi nic innego, jak zaprosić do obejrzenia kilku fotografii.

DSC_3076
Nie sposób nie przytoczyć fragmentu opisu stworzenia świata przez Pana Boga: A Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre… fot. 2 czerwca 2017

DSC_2994
Góry są miejscem wyjątkowym dla każdego z nas. Ich majestat oczarowuje, cisza uspakaja a niedostępność stanowi wyzwanie;
fot. 2 czerwca 2017

 DSC_2953
To bajeczne miejsce z całą pewnością pozostanie na długo w mojej pamięci; fot. 2 czerwca 2017

DSC_2977
W górach musisz wykonać pewien wysiłek bez zapłaty. Jest w tym mistyka, szukanie czegoś wyjątkowego. Do tego trzeba mieć pewną wyobraźnię, filozofię życiową. Nie każdego na to stać, nie każdemu się chce. Bo w górach nie ma granic, tam się szuka wolności” (Krzysztof Wielicki); fot. 2 czerwca 2017

Ostatniego dnia wybrałem się jeszcze na niewielkie zakupy. Nie zapomniałem też o tym, by wcześniej zakupione buteleczki napełnić wodą z cudownego źródła, którą chciałem przywieźć swoim bliskim . Większą ilość wody zawiozłem do sieradzkiego hospicjum, by ją można było podać nieuleczalnie chorym pacjentom, którzy tam przebywają.

Tak oto w dużym skrócie wyglądała moja pielgrzymka do Lourdes, która 3 czerwca 2017 r. dobiegła końca. To dla mnie był wielki zaszczyt i dar od Pana Boga, że mogłem tutaj po raz kolejny być i chociaż przez chwilę zapomnieć o problemach, z którymi trzeba się mierzyć niejednokrotnie każdego dnia. Wiem, że pomimo różnych zakrętów i doświadczeń życiowych nigdy nie można się poddać, a swoje cierpienie należy ofiarować Panu Jezusowi. W fotografiach, którymi dzielę się z innymi, chciałem jak najlepiej ukazać sacrum tego miejsca, które wywarło nie tylko na mnie, ale i na całej grupie ogromne wrażenie. Wierzę, że jeżeli w przyszłości będę czuł wewnętrzną potrzebę powrócenia do Lourdes, to to uczynię.

W miejscu, w którym byłem zaledwie przez kilka dni, życie codzienne wygląda zupełnie inaczej, szczególnie jak się patrzy na cierpienie drugiego człowieka. Szkoda, że dzisiaj człowiek, który może cieszyć się zdrowiem, w żaden sposób nie dostrzega daru, jaki otrzymał i nie potrafi za niego podziękować Panu Bogu. Być może gdyby ludzkie cierpienie nie było takim tabu, osoby nim dotknięte nie spotykałyby się z taką obojętnością, a na świecie było by mniej egoizmu i zła. Każda odbyta przeze mnie pielgrzymka jest niesłychaną i piękną przygodą, a moje serce przepełnia ogromna radość, gdy mogę wyruszyć w drogę. W Lourdes tak jak to ma miejsca na każdej pielgrzymce naładowałem swoje duchowe akumulatory i już teraz z niecierpliwością wypatruję kolejnej swojej wędrówki, którą chciałbym za jakiś czas odbyć w kolejne święte miejsce. 

Łukasz Piotrowski

 

Fotogaleria!
Zapraszam 🙂