lukasz@sieradz-praga.pl
tel. 696-458-972

2012 – Hiszpania, Camino de Santiago de Compostela

Sieradz, 7 listopada 2012
 
Pragnę dziś wrócić pamięcią do pielgrzymki, którą odbyłem wraz z moją dziewczyną Justyną do Hiszpanii, a dokładnie do Santiago de Compostela – grobu św. Jakuba. Wiele czytałem wcześniej o tym wyjątkowym miejscu, ale sam chyba bym się nie odważył wyruszyć w tak daleką drogę. Pielgrzymka, zwana z hiszpańska „Camino de Santiago”, bardzo się różniła od tych, w których brałem udział wcześniej. Tutaj nie było przewodnika, który by nas poprowadził czy wskazał drogę, jaką trzeba iść. Wszystko należało samemu zaplanować i zaufać Panu Bogu, że będzie dobrze i że nic złego nam się nie przytrafi. Zaraz przypominają mi się słowa pięknej piosenki: Ty tylko mnie poprowadź, Tobie powierzam mą drogę.

Spotykając się od dłuższego czasu z moją sympatią (uśmiech), zaproponowałem, by nasze pierwsze wspólne wakacje spędzić również z Panem Bogiem i to na pielgrzymim szlaku. Nie jestem zwolennikiem spędzania wolnego czasu na plaży i wylegiwania się na słońcu. Wolę aktywniej spędzać urlop i dlatego bardzo mnie ucieszyło, że Justynie mój pomysł się spodobał. Do przygotowań przystąpiliśmy zaraz po powrocie z 401 pielgrzymki sieradzkiej. Zaczęliśmy sporo o naszej wędrówce czytać. Wiedzieliśmy, że łatwo nie będzie, że będziemy zdani tylko na siebie, ale oboje mamy świadomość, że jeśli chce się coś w życiu osiągnąć, trzeba sporo i poświęcić. Dla mnie ważne jest to, by iść przez życie z Bogiem i o Bogu mówić. Wiem, że czuwa nade mną każdego dnia, i dlatego nie obawiałem o to, iż nasza pielgrzymka może nie dojść do skutku.

Ludzie interesujący się ruchem pielgrzymkowym wiedzą, że w samej Hiszpanii jest kilka szlaków, które prowadzą do Santiago de Compostela. Początkowo zdecydowaliśmy się na szlak północny, „Camino del Norte”, który prowadzi wzdłuż północnego wybrzeża, ale po dłuższym zastanowieniu się uznaliśmy, że jak na pierwszą taką wędrówkę, ta droga może się okazać dla nas za trudna. Chodziło o bardzo górzysty teren, jak i zróżnicowaną pogodę. Dlatego wybraliśmy najbardziej popularny w Hiszpanii szlak, zwany szlakiem francuskim, gdzie do przebycia jest ponad 700 km. Na wędrówkę przeznaczyliśmy praktycznie cały nasz urlop. Bilety zakupiliśmy już kilka miesięcy wcześniej, a na wspólne pielgrzymowanie wybraliśmy czerwiec/lipiec.

DSC_0029
Z Warszawy udaliśmy się samolotem do Lizbony w Portugalii, gdzie czekała nas przesiadka.
Następnie polecieliśmy do Bilbao w Hiszpanii. Dla mojej dziewczyny był to pierwszy lot samolotem.
Troszkę się stresowała, ale nie było aż tak źle (uśmiech), 21 czerwca 2012

I tak 21 czerwca 2012 roku udaliśmy się do Warszawy, by samolotem dostać się do Hiszpanii. Już chyba tradycją się stało, że ilekroć wyjeżdżam na wakacje – w Polsce jest zimno i deszczowo. Tym razem również było zimno, a na dodatek w nocy szalała straszna burza. Mieliśmy przesiadkę w Portugali i na lizbońskim lotnisku spędziliśmy ładnych kilka godzin, czekając na samolot do Bilbao w północnej Hiszpanii. Wylądowaliśmy na miejscu przed godziną 24 i pierwszą hiszpańską noc spędziliśmy na lotnisku, a dokładnie na podziemnym parkingu, jako że lotnisko w Bilbao jest na noc zamykane. Na parkingu po raz pierwszy spotkaliśmy Polaków ze szlaku św. Jakuba, rankiem już wracających do kraju. Był to ojciec z synem, którzy wybrali szlak północny, ten – jak wcześniej pisałem – bardziej wymagający. Porozmawialiśmy sobie o wędrówce, przez nich zakończonej, a przez nas właśnie rozpoczynanej. Opowiadali o tym, co ich spotkało na drodze, a że pogodę mieli przeważnie deszczową, cieszyli się już na powrót do domu, zwłaszcza że syn był nieźle przeziębiony i miał gorączkę. W trakcie rozmowy tata przeziębionego syna powiedział słowa, które do dzisiaj pamiętam i które dały nam sporo do myślenia: „Ta pielgrzymka was zmieni, tak że wrócicie już innymi ludźmi”. I faktycznie, z Hiszpanii wróciliśmy już jako narzeczeni (uśmiech).

Gdy nastał świt, udaliśmy się autobusem do centrum miasta, a następnie z dworca odjechaliśmy autokarem do Logrono. Jest to malownicze miasto liczące ok. 150 tysięcy mieszkańców, położone jakieś 150 km od Bilbao. I tak 22 czerwca 2012 roku przed południem dotarliśmy do naszego pierwszego schroniska (Albergue) na szlaku. Schroniska otwierane są z reguły po południu, dlatego zamiast czekać przed zamkniętymi drzwiami, wybraliśmy się jeszcze na spacer po mieście. Po powrocie do schroniska poprosiliśmy wolontariuszy o założenie nam specjalnych pielgrzymich paszportów, w których zbiera się pieczątki. Każde schronisko czy niektóre bary po drodze mają charakterystyczne wzory pieczątek, dlatego większość pielgrzymów skrzętnie je zbiera. Taki paszport jest również przepustką do schroniska, bez niego bowiem nie otrzyma się w nim noclegu. W schronisku zakupiliśmy również nasze muszle (symbol pielgrzyma), które towarzyszyły nam przez cały pobyt w Hiszpanii. I tak po zajęciu łóżek, wzięciu prysznica udaliśmy się na małe zakupy, bo coś trzeba było zjeść, a już dnia następnego wyruszaliśmy w naszą długą wędrówkę do Santiago de Compostela.

DSC_0143
Po dotarciu do Logrono należało odszukać nasze schronisko (Albergue), co nie było takie proste.
Na szczęście Justyna świetnie zna angielski, więc nie musieliśmy zbyt długo błąkać się po mieście
(uśmiech), 22czerwca 2012

Przed wyjazdem do Hiszpanii mieliśmy opracowany szczegółowy plan podróży i wiedzieliśmy, ile danego dnia powinniśmy pokonać kilometrów i w jakich miejscowościach zrobić nocleg. Zostawiliśmy sobie dwa dni na wypadek jakichś ewentualnych (odpukać) problemów zdrowotnych. Nie mogliśmy jednak przewidzieć do końca pogody, a dokładnie upałów, które nas przywitały już nazajutrz.

Tak więc pierwszego dnia wyszliśmy ze schroniska w Logrono o godzinie 7.30,mając do pokonania 32 km. Jednak już po kilku kilometrach zdaliśmy sobie sprawę z błędu, jakim było wyjście o tak późnej porze. Temperatura w południe dochodziła do 40 stopni, a do pokonania zostało jeszcze kilkanaście kilometrów i tak o godzinie 15, po trudach upalnego dnia, doszliśmy na nasz drugi nocleg. Następnego dnia nie popełniliśmy już wcześniejszego błędu i wyruszyliśmy o 6 rano. O tej godzinie w Hiszpanii jest jeszcze ciemno, ale dla nas najważniejsze było uniknięcie wędrowania w gorącym słońcu i przychodzenie na nocleg najlepiej przed godziną 13. Tak więc zazwyczaj pobudkę mieliśmy o 5.30, by już o 6.00 wyruszyć na nasze Camino.

DSC_0206
No, to Buen Camino, czyli po polsku „dobrej drogi”, 23 czerwca 2012

DSC_0461
Po przejściu pierwszych 30 km doszliśmy do urokliwego miasteczka Najera.

Po odświeżeniu się i krótkim odpoczynku udaliśmy się na pierwszy nasz obiad, 23 czerwca 2012

Niestety, po kilku dniach stwierdziliśmy, że przy tych temperaturach i założonej na każdy dzień ilości kilometrów do pokonania, nie uda nam się zajść zbyt daleko. Tym bardziej, że do celu pozostało jeszcze ponad 600 km. Podczas skromnej kolacji podjęliśmy decyzję, że by na te dwa awaryjne dni, przeznaczone na ewentualne problemy zdrowotne, rozpisać część kilometrów, tak by zmniejszyć dzienną stawkę. Mieliśmy świadomość, że każdego dnia musimy koniecznie wykonać normę kilometrów, bo inaczej nie dojdziemy do celu, który tak bardzo chcieliśmy osiągnąć pieszo. Bo oczywiście w razie czego można byłoby podjechać samochodem, ale jak się później przekonaliśmy, nie było to takie proste, jako że przez większość naszego wędrowania szliśmy przez miasteczka i wsie, gdzie o autokar było niesłychanie trudno, a na dodatek praktycznie nie widzieliśmy przystanków autobusowych.

DSC_0592
Przez pierwsze dni temperatura w Hiszpanii była iście afrykańska. Dobrze, że co jakiś czas trafiały się 
specjalne kraniki z wodą, gdzie można było się napić i troszkę ochłodzić, 24 czerwca 2012

DSC_0939
Camino
to nie tylko pielgrzymka duchowa, to także podziwianie pięknej przyrody
i
czas na pamiątkowe zdjęcia, 26 czerwca 2012

DSC_1056
Przed okazałą gotycką Katedrą Świętej Marii w Burgos.

Świątynia ta od 31 października 1984 roku znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO.
Katedra, jej architektoniczne piękno zrobiło na nas ogromne wrażenie, 27 czerwca 2012

DSC_0093
W trakcie wędrówki po hiszpańskiej ziemi często zachwycaliśmy się pięknem
wschodzącego słońca, 28 czerwca 2012

DSC_0289
Wszyscy jesteśmy pielgrzymami. Życie ludzkie to ciągła wędrówka,
pielgrzymka ku niebu,
29 czerwca 2012

DSC_0402
Dochodząc na nocleg, często odwiedzaliśmy sklepy spożywcze, robiąc niewielkie zakupy,
by jakoś przeżyć (uśmiech), 29 czerwca 2012

DSC_0928
Niektóre schroniska były bardzo oryginalne i jedyne w swoim rodzaju.
Alberga w miejscowości
Mansilla de las Mulas, 3 lipca 2012

DSC_0020
Dnia 4 lipca 2012 roku zatrzymaliśmy się na nocleg  w pięknym mieście Leon, gdzie po krótkim
odpoczynku mogliśmy zwiedzić starą część miasta. Nie mogło zabraknąć pamiątkowego zdjęcia na tle
katedry Santa María de la Regla. Świątynia ta stanowi jeden z najcenniejszych zabytków miasta.

 Według naszego nowego rozkładu mieliśmy każdego dnia do pokonania średnio 25 km i staraliśmy się, by z rana – kiedy jest jeszcze w miarę chłodno – przejść jak najdłuższy odcinek bez odpoczynków. Dopiero po 10 km, czyli około dwóch godzinach marszu, zatrzymywaliśmy się w którymś z pobliskich barów na śniadanie. Bary w Hiszpanii różnią się bardzo od naszych w Polsce, kojarzących nam się z piwem i nie najciekawszym towarzystwem. W hiszpańskim barze można było zjeść śniadanie w postaci kanapki z wędliną, serem, pomidorem czy z tuńczykiem, napić się gorącej herbaty, kawy albo kakao, a do tego zjeść słodką bułkę lub ciastko. Kusiło również skosztowanie regionalnego wina lub napicie się zimnej coli, co mnie najbardziej odpowiadało, podczas gdy Justynka preferowała herbatę z cytryną (uśmiech).

W czasie naszej wędrówki spotykaliśmy ludzi z najdalszych krajów świata, z którymi na szlaku łatwo się było zaprzyjaźnić. I tak pragnę z tego miejsca pozdrowić naszą pielgrzymkową ciocię Marinalvę i wujka Gersona z Brazylii, Sandrę oraz jej kolegę Andreasa, a także Lizę z Niemiec, Petera, Korina i Danę z Chicago, Gary’ego i Merchy z Nowego Jorku, Tatjanę ze Słowenii, Chucka z USA, Eunsang z Korei Południowej i wielu innych pielgrzymów. Tych, których wymieniłem, spotykaliśmy prawie każdego dnia na różnych odcinkach drogi czy na noclegach.

DSC_0980
Nasi dobrzy znajomi z pielgrzymkowego szlaku, których spotykaliśmy praktycznie każdego dnia,
aż do samego Santiago de Compostela. Od lewej: Peter i Korina z Chicago, moja Justyś,
ciocia Marinalva i wujek Gerson z Brazylii. Tak ich nazywaliśmy (uśmiech), 4 lipca 2012

DSC_0207
W schroniskach albo w barach, gdzie często zatrzymywaliśmy się na śniadaniu, były wystawiane
księgi gości, do których można było się wpisać. Takich wpisów dokonywała moja Justyś, 6 lipca 2012

DSC_0296
Najpiękniejsza dziewczyna na świecie na tle pięknie kwitnącej lawendy, 6 lipca 2012

DSC_0692
Teren, jaki przyszło nam pokonywać w dążeniu do celu, był bardzo zróżnicowany.
Z całą pewnością przejście przez góry w El Acebo i podziwianie pięknych widoków
na zawsze pozostanie w naszej pamięci, 8 lipca 2012

DSC_0846
Nieco inne zdjęcie, ukazujące nasze osoby z innej perspektywy (uśmiech), 8 lipca 2012

 DSC_0805
Jedni trasę pokonywali na rowerach, a inni piechotą. Nieważne jak – ważny jest wspólny cel,
a jest nim dotarcie do grobu św. Jakuba Apostoła, którego szczątki spoczywają
w katedrze w Santiago de Compostela, 13 lipca 2012

Kiedy po przebyciu 620 km dotarliśmy do celu naszej wędrówki, wzruszającym momentem było dla nas już samo wejście na plac katedralny św. Jakuba. Zmęczeni, ale szczęśliwi, mogliśmy uklęknąć przed Panem Bogiem i za wszystko, co dane nam było przeżyć po drodze, gorąco podziękować. W Santiago de Compostela spędziliśmy ponad dwa dni, odpoczywając i podziwiając piękne historyczne miasto. W czasie tego pobytu spotykaliśmy się z naszymi przyjaciółmi, którzy również kolejno docierali do celu, jakim był grób św. Jakuba. Cieszyliśmy się, że wszystkim udało się dotrzeć i że mogliśmy w tym świętym dla chrześcijan miejscu się spotkać. Następnego dnia uczestniczyliśmy we Mszy świętej sprawowanej specjalnie dla pielgrzymów. Mieliśmy ogromne szczęście, mogąc podziwiać okadzanie całego wnętrza katedry okazałą kadzielnicą, co podobno nie zdarza się często. Kolejne godziny, które spędziliśmy w Santiago de Compostela, przeznaczyliśmy na spotkania z naszymi nowymi przyjaciółmi. Wiedzieliśmy, że za dwa dni każdy z nas powróci do swego domu i raczej szybko się nie spotkamy. Wymieniliśmy się adresami mailowymi, tak by utrzymywać dalej kontakt.

DSC_0307
Po 26 dniach wędrówki i pokonaniu 620 km udało nam się o własnych siłach dotrzeć
do Santiago de Compostela. Byliśmy już bardzo zmęczeni, ale i szczęśliwi, że cało i zdrowo
przebyliśmy nasz szlak św. Jakuba, 16 lipca 2012

DSC_0366
Święty Jakub to jeden z 12 apostołów Jezusa Chrystusa, zwany Większym. Wraz z Piotrem i Janem,
Jakub należał do pierwszych uczniów  i do grona Apostołów najbliższych Jezusowi.
Był świadkiem wskrzeszenia córki
Jaira, drugiego cudownego połowu ryb, o którym mówi św. Jan
w swojej Ewangelii, także przemienienia Jezusa na Górze
Tabor oraz modlitwy w Ogrójcu.
Począwszy od końca XI wieku, pielgrzymi z całej Europy i nie tylko przybywają
do Santiago de Compostela, by pomodlić się przy relikwiach Świętego, 16 lipca 2012

DSC_0500

Nic dodać, nic ująć, najszczęśliwszy dzień na świecie!
16 lipca 2012

Obrazek2

DSC_0556
Część naszych znajomych, z którymi spotykaliśmy się nieustannie od początku naszej drogi.
Najpiękniejsze zaś było to, że nigdy nie umawialiśmy się na noclegi czy wspólne postoje,
a Opatrzność Boża sprawiła, że spotkaliśmy się wszyscy razem w Santiago de Compostela.
Ta forma pielgrzymowania znacząco różni się od naszych polskich pielgrzymek, ponieważ tutaj
zmierza się do św. Jakuba nie grupami, ale w samotności lub z najbliższą osobą, 17 lipca 2012

Nasza pielgrzymka w Santiago dobiegła końca, ale mając jeszcze 3 dni zapasu, zdecydowaliśmy, że na przylądek Finisterre nie pojedziemy autokarem, tylko pójdziemy pieszo, przemierzając ponad 80 km, by dotrzeć do ostatniego już punktu naszej pielgrzymki. Wyruszając wczesnym rankiem z Santiago de Compostela, nie wiedzieliśmy, jaka nas czeka pogoda w kolejnych dniach. Wiedzieliśmy tylko z przewodnika, że aby trafić na piękną i ciepłą pogodę, w dodatku bez deszczu i bezwietrzną, trzeba mieć ogromne szczęście. Uznaliśmy jednak, że co ma być, to będzie, i chcemy naszą pielgrzymkę zakończyć nad oceanem, na tzw. „końcu świata”. Ostatni dzień wędrówki zaczęliśmy bardzo wcześnie, jako że do pokonania mieliśmy 35 km i to w większości przez góry. Ze schroniska wyszliśmy o 5 rano z latarką w ręku. Był to nasz błąd, bo wokół panowała jeszcze zupełna ciemność, a dookoła tylko lasy, toteż nie wiedzieliśmy dokładnie, czy dobrze idziemy. Postanowiliśmy więc przez dwie godziny odczekać na poboczu. Rozłożyliśmy śpiwór, przykrywając się drugim, bo z rana zawsze było zimno i na trawie leżała rosa. I tak pod gołym niebem, przysypiając, przeczekaliśmy do świtu, by wyruszyć na ostatni już odcinek drogi. Tego dnia szliśmy przez lasy i góry. Z niecierpliwością wyczekiwaliśmy momentu, kiedy wyłoni się przed nami… Ocean Atlantycki. Pogoda robiła się coraz piękniejsza i wreszcie, po godzinie 10, gdy schodziliśmy powoli z gór, ukazał się naszym oczom długo wyczekiwany ocean, a w oddali przylądek Finisterre, który zrobił na nas ogromne wrażenie. Bardzo zmęczeni, po godzinie 16 dotarliśmy do schroniska, gdzie spotkaliśmy przyjaciół, z którymi pielgrzymowaliśmy od kilku tygodni. Było wiele radości z tego kolejnego spotkania. Po krótkim odpoczynku resztkami sił udało nam się dotrzeć na sam szczyt przylądka. Trafiliśmy na piękną, bezwietrzną pogodę. To, co ujrzeliśmy, trudno opisać, tak przepiękne były to widoki. Ze szczytu przylądka spoglądaliśmy na otaczający nas zewsząd bezkresny ocean. Dalej już drogi nie było, co oznaczało, że nasza pielgrzymka zwolna zmierza ku końcowi.

DSC_0053
Po trzech dniach i pokonaniu 100 km dotarliśmy na przylądek Finisterre, tzw. Koniec Świata.
Nasza radość była tym większa, że trafiliśmy na niemal bezchmurne niebo
i bezwietrzną pogodę, co nie zdarza się tutaj zbyt często, 20 lipca 2012

DSC_0232
Jeszcze tylko kilka kroków… 20 lipca 2012

DSC_0304
Nie ma nic niemożliwego dla tego, kto wierzy,
Nie ma nic trudnego dla tego, kto kocha.
Justyś

Po powrocie do schroniska, po smacznej kolacji i krótkim odpoczynku wyszliśmy wieczorem raz jeszcze na szczyt przylądka, by podziwiać zachód słońca nad oceanem. Wracając zaś do schroniska, cieszyliśmy się, że już nie musimy zrywać się rano i możemy sobie dłużej pospać. Następnego dnia szykowaliśmy się do drogi powrotnej – oczywiście już autokarem. Ale jeszcze do południa wraz ze świeżo pozyskanymi przyjaciółmi leżeliśmy na plaży, wspominając całą przebytą drogę i to, co w naszym życiu zmieniło Camino. My z Justynką cieszyliśmy się, że do Polski i naszego Sieradza wrócimy jako narzeczeni. O godzinie 12 czekaliśmy już na dworcu na autokar. Przyszli również nasi przyjaciele, z którymi trzeba się było pożegnać. Pojawiły się łzy i wzruszenie, że to wszystko piękne dobiegło końca. Wsiadając do autokaru, spoglądaliśmy ostatni raz na Finisterre. Autokar zawiózł nas do Santiago de Compostela, skąd mieliśmy polecieć do Madrytu, a następnie do Warszawy. Ostatnie kilkadziesiąt minut spędziliśmy jeszcze przed katedrą św. Jakuba, robiąc szybko ostatnie pamiątkowe zakupy. Wreszcie pożegnaliśmy się ze św. Jakubem, obiecując sobie, że jeszcze tutaj wrócimy i również pieszo.

DSC_0359

Zachód słońca nad Oceanem Atlantyckim. Ufam, że jeszcze kiedyś tutaj powrócimy,
bo dla takich chwil warto żyć i dziękować Bogu za ten piękny świat, jaki dla nas stworzył, 20 lipca 2012

DSC_0365

Nasza pielgrzymka trwała 32 dni, podczas których przeszliśmy pieszo ponad 700 km. W pamięci pozostaną piękne chwile, wspólnie spędzone na hiszpańskiej ziemi, gdzie mogliśmy poznawać nowych przyjaciół, z którymi utrzymujemy kontakt do dnia dzisiejszego. Mówi się, że po powrocie z Camino stajemy się innymi ludźmi. My staliśmy się jeszcze bliżsi sobie i zamierzamy iść razem przez życie. A na tej drodze chcemy, żeby był z nami Bóg, bo przecież tak naprawdę do Niego zmierzamy. Wierzę, że będzie nam dane w niedalekiej przyszłości jeszcze raz wybrać się do Santiago de Compostela. Jest wiele Jakubowych szlaków w Hiszpanii, którymi warto wędrować, szczególnie z ukochaną osobą. W czasie naszej pielgrzymki wykonałem sporo zdjęć, którymi chciałbym się teraz podzielić i gorąco zachęcić wszystkich do takiej formy spędzenia czasu. Pamiętajcie, że czas spędzony z Bogiem nigdy nie jest czasem straconym.

Buen Camino!
Łukasz Piotrowski

FOTOGALERIA!
ZAPRASZAMY 🙂