lukasz@sieradz-praga.pl
tel. 696-458-972

405 Piesza Sieradzka Pielgrzymka (2015r.)

Rok 2015
Hasło: NAWRACAJCIE SIĘ I WIERZCIE W EWANGELIĘ
Kierownik: ks Jarosław Szpolorowski
Uczestniczy w pielgrzymce: 602 osoby

 

Sieradz, 16 czerwca 2016

DSC_5473Rok 2015 był dla mnie okazją do spisania krótkich wspomnień z racji mojego małego jubileuszu – dziesięciolecia pielgrzymowania z sieradzką pieszą pielgrzymką na Jasną Górę. Piękną przygodę z pielgrzymowaniem rozpocząłem w roku 2005 i na szczęście trwa ona po dzień dzisiejszy. Pamiętamy, że rok 2005 był dla wszystkich Polaków bardzo szczególnym rokiem, bo 2 kwietnia 2005 roku zmarł Wielki Papież, nasz Rodak, Jan Paweł II. Do tej pory moje życie toczyło się zwyczajnie: szkoła, spotkania ze znajomymi, gra w piłkę itd. Podobnie wyglądało moje życie religijne: chodziłem co niedzielę do kościoła na Mszę świętą, starałem się zawsze przed snem pomodlić się, ale szczerze powiedziawszy, nie robiłem nic więcej, aby poznać głębiej swoją wiarę. Kiedy 2 kwietnia 2005 roku odchodził z tego świata nasz Papież, zapragnąłem zmiany na lepsze. Uświadomiłem sobie, że człowiek wierzący powinien przez cały czas pracować nad sobą, by nie upadać zbyt często pod ciężarem grzechu, pokus, złych skłonności. Często nie jest to łatwa droga, ale jako chrześcijanie musimy dążyć do świętości i ilekroć upadniemy, winniśmy szybko powstawać. Zrozumiałem też, że w tym procesie ważną rolę mogą odegrać pielgrzymki. Dzisiaj nie wyobrażam sobie swojego życia bez uczestnictwa w sieradzkiej pielgrzymce, bez tych wszystkich ludzi, których poznałem na pątniczym szlaku.

Na przestrzeni minionych 10 lat mogłem wiele zobaczyć i zwiedzić. Wspominam to jako piękny czas, bo poza pielgrzymką sieradzką, jak i sporadycznie warszawską, dane mi było odwiedzić jeszcze inne święte miejsca wybrane przez Boga. Mam w pamięci swoją pierwszą zagraniczną pielgrzymkę do Lourdes we Francji, którą odbyłem w 2007 roku. Następnie pielgrzymkę do Włoch. Bardzo się cieszyłem, że mogłem zobaczyć Watykan, być na audiencji u papieża Benedykta XVI, modlić się przy relikwiach św. Ojca Pio w San Giovanni Rotondo, jak i św. Jana Pawła II w Rzymie. W 2010 roku mogłem być w Ziemi Świętej, modlić się w miejscu, gdzie przyszedł na świat wyczekiwany Mesjasz, Jezus Chrystus, jak również ucałować pusty Jego grób. Niezapomniane chwile spędziłem, podziwiając wschód słońca na Górze Synaj w Egipcie, gdzie Mojżesz otrzymał od Boga tablice z Dekalogiem. Kiedy wracaliśmy już do domu, zrodziło się we mnie pragnienie odwiedzenia Meksyku, a w nim największego na świecie sanktuarium maryjnego w Guadalupe – i to marzenie udało mi się zrealizować w 2011 roku. To się powtarzało – ilekroć wracałem z danej pielgrzymki, zaraz myślałem, gdzie by tutaj wyruszyć w następnym roku. I tak zrodził się pomysł odbycia pieszej pielgrzymki do Santiago de Compostela, tym razem już nie sam, tylko ze swoją dziewczyną. Był to dla mnie wyjątkowy i bardzo piękny czas, kiedy oboje przemierzyliśmy pieszo ponad 700 km. Pamiętam swoje obawy związane z tą pielgrzymką, czy sobie w ogóle poradzimy… ale Pan Bóg czuwał nad nami i wszystko, co zaplanowaliśmy, udało się nam zrealizować, ba, nawet z nawiązką, bo wracaliśmy już jako narzeczeni (uśmiech). Najbardziej bałem się o Ciebie, Justyś, czy sobie kondycyjnie poradzisz… a jednak muszę przyznać, że byłaś silniejsza ode mnie – kiedy mnie zdarzało się ponarzekać na bolące nogi, upał, zmęczenie, to od Ciebie nigdy nie usłyszałem narzekania czy skargi. I w istocie ten facet, który miał Cię wspierać na pielgrzymim szlaku, musiał być, jak się okazało, wspierany przez Ciebie (uśmiech). Tak było w 2012 roku. Rok 2013 to nasz ślub i kolejna pielgrzymka, która była podróżą poślubną do Fatimy w Portugalii. Nie zapomnę chwil, kiedy późnym popołudniem poszliśmy razem na plac i specjalną drogą przygotowaną dla pielgrzymów – na kolanach, trzymając się za ręce i się modląc, doszliśmy do figury Maryi, zawierzając Jej naszą nową Rodzinę. Te modlitwy zostały wysłuchane, a Pan Bóg obdarzył nas najpiękniejszym prezentem w postaci naszych kochanych dzieci, Klarusi i Kacperka.  Nie piszę o tym wszystkim po to, by się chwalić, że byłem tu i tam, ale ponieważ chcę podkreślić, że wszystko zaczęło się od mojej pierwszej sieradzkiej pielgrzymki. Dlatego dla mnie ta jubileuszowa pielgrzymka stała się okazją  do wspomnienia tamtych pięknych, wspaniałych 10 lat, które mogłem przeżyć na poznawaniu Boga.

7-17 Maj 618
Co roku do
miejsca, w którym Matka Boża objawiła się św. Bernadetcie Soubirous, pielgrzymują miliony wiernych; fot. 13 maja 2007

DSC_0131
Początkowo siedzibą papieży nie był
Watykan, lecz Lateran. Watykan był miejscem pielgrzymek do grobu św. Piotra;
fot. 26 czerwca 2009

DSC4064
Góra Synaj przyciąga ludzi, którzy wspinają się na nią z pobudek religijnych, jak również innych,
zyskujących szansę ujrzenia jednego z najbardziej inspirujących wschodów słońca na świecie; fot. 18 września 2010

DSC_0200
Sanktuarium Matki Bożej z Guadalupe w Meksyku, słynące z namalowanego nie człowieczą ręką „Cudownego Obrazu”.
Jest to najliczniej odwiedzane miejsce na ziemi. Każdego roku przybywa tam blisko 20 mln osób z całego świata; fot. 8 grudnia 2011

DSC_0262
Powiadają, że po dojściu do Santiago de Compostela umiera w nas stary człowiek i rodzi się nowy…
Finisterra, czyli koniec świata i… koniec Camino; fot. 20 lipca 2012

DSC_0507
„Droga pokuty” wiodąca w stronę Kaplicy Objawień. Wielu pielgrzymów przybywających do fatimskiego Sanktuarium korzysta z tej formy podziękowania za łaski, lub w ten sposób błaga o pomoc i wstawiennictwo Matki Bożej. Jest to wzruszający widok – na klęczkach posuwają się  młode matki z niemowlętami w objęciach, osoby starsze, dzieci, pełzną starcy, którzy nie mogą poruszać się na kolanach. Nikogo nie przeraża długość tej drogi, pomimo bólu obtartych kolan, posuwają się zdecydowanie, uparcie dążąc do celu, jakim jest kapliczka Matki Bożej Różańcowej; fot. 13 lipca 2013

Podejmując decyzję, by wyruszyć w swoją pierwszą pielgrzymkę na Jasną Górę, tak naprawdę niewiele o niej wiedziałem, mimo że moja mama jako nastolatka odbyła z Sieradza cztery piesze pielgrzymki. Bardzo żałuję, że z tamtych lat nie zachowały się fotografie ukazujące, jak nastoletnia mama dzielnie kroczy na Jasną Górę. Kiedy dzisiaj rozmawiam z nią o pielgrzymce, zawsze ciepło i radośnie się o niej wypowiada, powtarza, że był to piękny czas. Ma w pamięci piękną asystę parafialną, w której zawsze uczestniczyła, co widać na poniższych dwóch fotografiach. W czasie noclegów w zwykłych stodołach na sianie zdarzało się nie raz, że mysz przebiegała po nogach (uśmiech). W tamtych czasach pielgrzymów bardzo chętnie przygarniali mieszkańcy miejscowości, w których przypadał nocleg. Dzisiaj panuje większa nieufność w stosunku do ludzi, których się nie zna, ale na szczęście każdy pielgrzym ma nocleg – lepszy bądź gorszy – zapewniony.  

arch
Mama uczestniczyła w pielgrzymce czterokrotnie. Stoi pierwsza z lewej, wraz z koleżankami, m.in Bogusią Łaciną, Elą Kutą.
Na dolnym zdjęciu mama z babcią Marysią, swoją teściową, i moim małym bratem Dominikiem; fot. lata 80. XX wieku

Strona9

Przez długie lata trasa pielgrzymki wiodła z Sieradza przez Złoczew, Wieluń, Krzepice, Kłobuck do Częstochowy.
W okresie międzywojennym na powitanie powracających pielgrzymów wychodził niemal cały Sieradz. Tak pisała „Ziemia Sieradzka” o powracających pielgrzymach w roku 1930: 

Dnia 28 bm. (sierpnia, przyp. J.P.) o godz. 7 po południu powróciła z Jasnej Góry kompania do Sieradza. Na spotkanie wyszła orkiestra sokola ok. 3 km za miasto oraz grono rowerzystów. W mieście natomiast, koło krzyża, wielka rzesza ludzi oczekiwała na powitanie swych krewnych lub znajomych. Procesja, która wyruszyła z Fary na czele z ks. pref. Czaplą, połączyła się z kompanią na rogatce Kaliskiej, gdzie cała kompania zmieniła się w majestatyczną procesję z mnóstwem feretronów i proporcy, postępując wolno ul. Kościuszki, Rynek, Kolegiacką do Fary sieradzkiej. Przy Farze powitał pielgrzymów oraz ks. Bronszewskiego i ks. pref. Binkowskiego ks. Prałat Walery Pogorzelski. W kościele w podniosłych a gorących słowach przemówił ks. Prałat, a słowa jego wycisnęły łzy rozczulenia i miłości Bożej wśród zgromadzonych. Po udzieleniu błogosławieństwa przez ks. Prałata Pogorzelskiego pątnicy opuścili progi świątyni, udając się do swych domowych ognisk.

Najbardziej charakterystycznym obrazkiem z tamtych lat były oczywiście wozy konne. Bagaże nie jechały jak dzisiaj na samochodach, tylko wiozły je wozy, ciągnięte przez konie. Najbardziej znanym sieradzkim woźnicą był p. Wacław Tęsiorowski, który zawsze jechał wozem jako pierwszy. Stałym i gorliwym uczestnikiem był też p. Krawczyk. Osoby, które nie miały siły dalej iść, albo chciały troszkę odpocząć, mogły na taki wóz wejść i kawałek podjechać. Muszę tu wspomnieć, że p. Wacław Tęsiorowski wyruszył z nami na jubileuszową 400 pielgrzymkę. Oczywiście nie mogło zabraknąć prawdziwego wozu i konia, który cieszył się ogromnym zainteresowaniem. Sam muszę przyznać, że jeden odcinek przejechałem, nie dlatego, by mi zabrakło siły, ale ponieważ chciałem zobaczyć, jakie to jest uczucie jechać na wozie u boku p. Tęsiorowskiego. Ja niestety tamtych wcześniejszych wydarzeń nie pamiętam, jedynie oglądanie zdjęć, jak również rozmowy z ludźmi, którzy w tamtych latach pielgrzymowali, pozwala mi wyobrazić sobie piękno i koloryt tamtych pielgrzymek.

DSC_0437
Oto dowód i pamiątka zaszczytu jazdy na wozie z Wacławem Tęsiorowskim i Andrzejem Adrianem; fot. 27 sierpień 2010

Zawsze cieszy mnie, kiedy w pielgrzymkach uczestniczą rodziny z dziećmi – to piękne i budujące, gdy rodzice wskazują dziecku drogę, jaką powinno kroczyć. Żałuję, że mnie nie było dane pielgrzymować w dzieciństwie z rodzicami, że nie mogłem poznawać pielgrzymkowych zwyczajów, jakie panowały w tamtych latach. Jestem natomiast przekonany, że kiedy wyruszamy na pielgrzymkę w gronie znajomych, jest nam łatwiej iść, bo zawsze mamy przy sobie kogoś bliskiego, z kim można porozmawiać, a kiedy przychodzi zmęczenie, kryzys – znajdujemy w nim oparcie. Dzisiaj z ogromną nostalgią powracam do tych archiwalnych zdjęć. Życie tak szybko przemija – dobrze chociaż, że na zdjęciach możemy troszkę zatrzymać czas.

2005-08-29Moja pierwsza pielgrzymka była inna niż późniejsze, bo poszedłem na nią sam, bez grona znajomych, nie znając praktycznie nikogo, i z pytaniem, czy sobie na tym pątniczym szlaku poradzę, bo jak my, pielgrzymi, wiemy – nie jest to wcale łatwa droga. Miałem wtedy 22 lata. Nie wiedziałem, jakie są pielgrzymkowe zwyczaje, nie znałem pielgrzymkowych piosenek, nie miałem pojęcia, czym jest ból nóg, zmęczenie całodzienną wędrówką. Nie wiedziałem, jak wyglądają noclegi, apele pielgrzymkowe, ale o tym wszystkim przekonałem się już pierwszego dnia, kiedy wyszliśmy z sieradzkiej kolegiaty i po całodniowej wędrówce zdążaliśmy na pierwszy nocleg do Konopnicy.

Zawsze wygląda to tak: z samego rana pielgrzymi zbierają się w sieradzkiej kolegiacie i wspólnie uczestniczymy w Eucharystii, przedstawiając Maryi wszystkie intencje, z którymi wyruszymy do Jej tronu. Często już wcześniej przygotowujemy nasze serca, żeby były czyste w tej wędrówce, ale są też osoby, które dopiero podczas pielgrzymki jednają się z Bogiem, i to także jest piękne, że chcemy coś w naszym życiu zmienić. Wzruszający był dla mnie sam moment wyjścia z Sieradza, bo wielu naszych bliskich nas żegnało, czy to rodzice, rodzeństwo, znajomi, sąsiedzi – tak się dzieje każdego roku, to jest piękny i wzruszający zwyczaj. Nie wstydzimy się łez, bo są to łzy radości, choć czasem też i smutku z powodu doświadczanego właśnie cierpienia . Nie odwracamy się za siebie, lecz nasze oczy wpatrzone są w krzyż, który idzie na początku pielgrzymki i wskazuje nam drogę. Sam Jezus powiedział nam przecież: „Ja jestem drogą, prawdą i życiem” (J 14,6). Na tej drodze chcemy pozostać i starać się żyć nauką Jezusa.

Pierwszy postój wypada na Stoczkach, ale jeszcze wtedy mamy siłę, nasze nogi nie są jeszcze zmęczone. Na postoju możemy odpocząć, zjeść kanapkę, napić się wody, ale i zacząć się poznawać. Pielgrzymka to nie tylko modlitwa, konferencje, ale również śpiew, rozmowa z innymi pielgrzymami, poznawanie drugiej osoby. Wiadomo, że z każdym odcinkiem jest ciężej, ale staramy się nie poddawać i często w milczeniu ukrywamy nasz ból.
W roku 2005 istniała już moja strona internetowa, oczywiście wyglądała wtedy zupełnie inaczej, ale było dla mnie rzeczą oczywistą, że podczas pielgrzymki będzie mi towarzyszył aparat fotograficzny. Nie miałem jeszcze profesjonalnego aparatu, tylko zwykłą „małpkę”, którą mam do dzisiaj. Kiedy podrosną moje dzieci, to im ją przekażę, żeby również pokochały robienie zdjęć (uśmiech).

Gdyśmy dochodzili na pierwszy nocleg do Konopnicy, czułem się już bardzo zmęczony. Nogi nie przywykły mi do takiego wysiłku, toteż już na postoju w Stoczkach pojawiły się pierwsze wzdymy. Ilekroć dochodzimy do miejscowości, w której mamy postój albo nocleg, i znajduje się w niej kościół –,najpierw wchodzimy do niego, żeby przywitać się z Panem Bogiem. Tak było i w Konopnicy, po czym należało odszukać swój bagaż i udać się na odpoczynek do jakże miłej sercu wszystkich pielgrzymów remizy strażackiej (uśmiech). Wtedy o niczym innym już nie myślałem, tylko żeby się położyć. Nie od razu nawet poszedłem do remizy, bo nie miałem już siły, tylko położyłem się na trawniku. Po pierwszym dniu byłem wręcz załamany i pamiętam, że w telefonie do rodziców mówiłem im, jak jest ciężko i że nie wiem, czy sobie poradzę. Nie czułem się wtedy psychicznie najlepiej. Kiedy tak leżałem jak kłoda, przechodziła obok mnie dziewczyna, ze łzami w oczach uskarżając się na ból nóg, mówiąc, że nie może nawet wejść po schodach do remizy, a co dopiero wyruszyć jutro na kolejny etap pielgrzymki. Nie wiedziałem, co jej powiedzieć, bo również fatalnie się czułem, ale bardziej doświadczeni pielgrzymi zapewniali, że zmęczenie i ból nóg szybko się regenerują. Były to prawdziwe słowa, bo następnego dnia o poranku czułem się o wiele lepiej, a ból na jakiś czas odstąpił i mogłem wyruszyć dalej.

Pamiętam również swój pierwszy jasnogórski apel w Konopnicy. Nie stałem blisko ołtarza, tylko w końcu kościoła i nawet nagrałem krótki filmik. Było to dla mnie bardzo wzruszające, że pomimo zmęczenia, tylu pielgrzymów zebrało się na czuwaniu. Tak, Maryjo: „Jestem, pamiętam, czuwam”. Kiedy się zakończył apel, czułem się silniejszy i szczęśliwszy, że znalazłem się tutaj. Kolejny dzień zapowiadał się jeszcze cięższy, bo mieliśmy do pokonania jeszcze więcej kilometrów, a ostatni odcinek do Działoszyna przebiegał przez wzniesienia.

Bardzo odpowiadała mi atmosfera panująca na pielgrzymce, ta życzliwość ludzi, to, że możemy wspólnie krocząc, rozmawiać, poznawać się, to było bardzo miłe. Pamiętam, że ze łzami w oczach i z ogromnym bólem wchodziłem na Jasną Górę przed cudowny obraz Matki Bożej. Byłem bardzo zmęczony, a zarazem ogromnie szczęśliwy, że mi się udało, że mogłem dojść o własnych siłach do tronu jasnogórskiej Pani. Zawsze kiedy sieradzka pielgrzymka wchodzi na Jasną Górę, przyjeżdżają też moi ukochani rodzice. Było to i nadal jest bardzo budujące i dodające mi sił, że nie jestem sam, że są przy mnie również najbliżsi, czasem i z porządną wałówką. Chociaż dziś wszystko można sobie kupić czy pójść na obiad do restauracji, to jednak obiadek przygotowany z sercem przez rodziców smakuje inaczej. Dziękuję Wam za to, kochani Rodzice. Chciałbym doczekać dni, kiedy to my z żoną będziemy witać nasze dzieci, które może będą kiedyś kroczyły tą piękną drogą. Bardzo tego pragnę i mam nadzieję, że dobry Bóg pozwoli mi doczekać tych dni.

DSC_0181
Nawet mój 13-miesięczny chrześniak Filipek wraz z rodzicami i dziadkami odwiedził na postoju w Burzeninie swojego wujka pielgrzyma; fot. 29 sierpnia 2015

Podczas tamtej pierwszej pielgrzymki mogłem poznać wielu wartościowych ludzi, z którymi przyjaźń, znajomość zachowała się do dnia dzisiejszego. W pamięci mam nasze poznanie się z Dawidkiem Matusiakiem, dla którego była to już druga pielgrzymka, bowiem na pierwszą wyruszył w wieku 13 lat. Zawsze uśmiechnięty, z poczuciem humoru, chętnie służący pomocą, dzielnie kroczył na Jasną Górę, odkrywając powoli swoje powołanie do kapłaństwa. Dzisiaj ten młody pielgrzym jest już księdzem, z czego my, sieradzcy pielgrzymi, bardzo się cieszymy i mamy nadzieję, że wyruszy z nami w swoją już 13. pieszą pielgrzymkę i będzie pielgrzymował tak długo, jak tylko się da, a z czasem zostanie naszym pielgrzymkowym kierownikiem duchowym. W kolejnych latach pielgrzymował ze mną również mój brat Dominik i nasi znajomi. Mieliśmy już swoją paczkę, a z każdą kolejną pielgrzymką poznawaliśmy nowe osoby. Mieliśmy również swój odcinek, gdzie nieśliśmy krzyż, emblematy i flagi, to było dla nas bardzo miłe. Warto przy tym wspomnieć, że nie każdemu jest dane nieść krzyż, bo chętnych nie brakuje, a każdego dnia jest tylko kilka odcinków do przejścia.

2005-08-29 (1)
Na 395. Pieszej Pielgrzymce Sieradzkiej poznałem wielu szlachetnych ludzi, m.in. Dawida Matusiaka. Była to moja pierwsza pielgrzymka, Dawidka natomiast druga. Warto wspomnieć, że 5 czerwca 2016 roku diakon Dawid Matusiak z rąk J.E bp. Wiesława Meringa przyjął święcenia kapłańskie; fot. 29 sierpnia 2005

2005-08-29 (2)
Również na 395. Pieszej Pielgrzymce Sieradzkiej poznałem Tomka Kłosa. Dla nas obu była to pierwsza pielgrzymka, ale nie ostatnia. Nasza dobra znajomość trwa po dziś dzień; fot. 29 sierpnia 2005

397 Piesza Pielgrzymka
W pierwszym rzędzie od lewej kroczą: Dawid Matusiak, Marcin Chilczuk, ks. dr
Marian Bronikowski,
ja, Mateusz Kuta i mój brat Dominik; fot. 27 sierpnia 2007

Sieradzka pielgrzymka jest jedną z niewielu pielgrzymek w Polsce, która zostaje na Jasnej Górze aż trzy noce. Jest to czas, kiedy możemy bliżej poznawać to święte miejscem. Pozostaje też dużo czasu dla siebie, także by poprzebywać trochę w samotności. Po przybyciu na Jasną Górę i udaniu się na krótką modlitwę do Kaplicy Matki Bożej jesteśmy wszyscy szczęśliwi, że udało nam się tutaj dotrzeć, że możemy tu być. Nogi tego dnia bardzo bolą, a zmęczenie jest ogromne, dlatego po odnalezieniu bagaży udajemy się na odpoczynek do swoich miejsc noclegowych. Tego wieczoru niektórzy pielgrzymi już nigdzie nie wychodzą, by zregenerować siły po męczącej wędrówce. Natomiast większość z nas po krótkim odpoczynku udaje się o godzinie 21 przed cudowny  wizerunek Matki Bożej, by wziąć udział w pierwszym Apelu Jasnogórskim, tutaj na Jasnej Górze u naszej Matki. Następnego dnia o godzinie 8 rano mamy wraz z pielgrzymami ze Zduńskiej Woli odprawioną Mszę Świętą w kaplicy Matki Bożej, a o godzinie 12 na jasnogórskich wałach bierzemy udział w nabożeństwie Drogi Krzyżowej. Warto wspomnieć, że to nabożeństwo jednego roku prowadzi pielgrzymka ze Zduńskiej Woli, a następnego roku nasza sieradzka. Warto się w tym czasie wsłuchać w słowa, które kierują do nas nasi kapłani. Bardzo lubię czas spędzany na Jasnej Górze, cieszy mnie, że mogę poprzebywać sam na sam z Panem Bogiem, udać się na modlitwę, uczestniczyć w czuwaniach i obserwować, jak inni pielgrzymi poprzez śpiew i taniec wielbią Boga. Pielgrzymując, nie możemy też zapominać o ludziach, którzy kiedyś kroczyli z nami na Jasną Górę, a których dzisiaj już nie ma, których Bóg powołał do siebie. Będziemy pamiętać o Was szczególnie w modlitwie i zawsze miło wspominać oraz dziękować Panu Bogu za to, że mogliśmy pielgrzymować razem. Wierzymy, że kiedyś wszyscy się spotkamy w Niebie, bo to jest nasz cel, by zjednoczyć się z Bogiem na wieczność.

DSC_0024
W sercu i pamięci przechowuję m.in. p. Annę Gajdę z d. Pinakiewicz, mieszkankę z Pragi, z którą przez wiele lat wspólnie pielgrzymowaliśmy.  Pani Ania odeszła do Domu Ojca 27 kwietnia 2016 roku; fot. 22 sierpnia 2011

Dzisiaj uczestnicy sieradzkiej pielgrzymki to dla mnie jedna wielka rodzina, ponieważ z większością osób dobrze się znamy. Każdego roku wyczekuję dnia, kiedy wyruszymy na Jasną Górę. Oczywiście, w ciągu tych dziesięciu lat wiele się zmieniło. Wszyscy jesteśmy starsi, w większości mamy swoje rodziny, pracę, nowe obowiązki, ale każdy, kto chociaż raz wybrał się na ten pątniczy szlak, odtąd nosi go w sercu. Znam osoby, które na pielgrzymce poznają swoją drugą połówkę, znajomość i fascynacja przeradza się w przyjaźń, a następnie w miłość. Podobnie było i ze mną, bo to na sieradzkiej pielgrzymce poznałem swoją żonę Justynkę.

DSC_0455
Jak się nie mylę, a się nie mylę jest to nasze pierwsze wspólne pielgrzymkowe zdjęcie; fot. 23 sierpnia 2011

DSC_0381
Młodzi małżonkowie (uśmiech) zasiadają wspólnie do pierwszego pielgrzymkowego obiadu; fot. 22 sierpnia 2013

DSC_0329
Rodziny są jedną z najważniejszych sieci dla Piotra i misji Kościoła
 – mówi papież Franciszek. Na ostatnim postoju w Stoczkach z żoną Justyną, córką Klarą i malutkim Kacperkiem, który jest jeszcze w brzuszku mamusi; fot. 29 sierpnia 2015

DSC_0271

„Każde dziecko jest darem Boga”- św. Jan Paweł II. Z moją ukochaną córeczką Klarą; fot. 29 sierpnia 2015

DSC_0301

Byłem szczęśliwy, że zostałem mężem, a jeszcze bardziej radowałem się z tego, że będę tatą. To takie piękne uczucie, kiedy na pątniczym szlaku mogliśmy się spotkać, kiedy mogłem Was przytulić, nacieszyć się Waszym widokiem. Moja radość była wtedy tym większa, że oczekiwaliśmy narodzin drugiego dziecka, Kacperka. Teraz jest nas już czworo. Wiem, Justyś, że nie zawsze potrafiłem zachować się tak, jakbyś tego pragnęła, ale jestem słabym człowiekiem, który czasami upada, za co mogę Cię jedynie przeprosić i starać się być lepszym. Pamiętam swoją modlitwę na Jasnej Górze, w której prosiłem Pana Boga, bym mógł tu przychodzić każdego roku – nieważne, czy będę zdrowy, czy chory, czy będę szczęśliwy, czy też nie. Nie tracę nadziei, że przyjdzie taki dzień, kiedy wyruszymy na Jasną Górę całą naszą czwórką, że będziemy szli razem, trzymając się za ręce, a na postojach będziemy żartować i przygotowywać dzieciom kanapki. Kiedy natomiast nadejdzie wieczór, udamy się z dziećmi na Jasnogórski Apel, gdzie będziemy uczyć ich modlitw, pielgrzymkowych piosenek, a nade wszystko starać się być dla naszych dzieci wzorem. Tego bym pragnął najbardziej.


Mąż, tata, pielgrzym
Łukasz Piotrowski

 

Dzień I
(22 VIII 2015r.)

 

Dzień II
(23 VIII 2015r.)

 

Dzień III
(24 VIII 2015r.)

Dzień IV
(25 VIII 2015r.)

Dzień V
(26 VIII 2015r.)

Dzień VI
(27 VIII 2015r.)

Dzień VII
(28 VIII 2015r.)

Dzień VIII
(29 VIII 2015r.)