Pellegrino / 2018 – Auschwitz-Birkenau, Kalwaria Zebrzydowska, Wadowice, Łagiewniki i Kraków

Cmentarz parafialny w Sieradzu w czasie Triduum Paschalnego
3 lutego 2019
Moja Praga / Procesja do Krzyża 2014r.
10 lutego 2019

Sieradz, 9 grudnia 2018
aktualizacja: 23 stycznia 2019

Rok 2018 powoli przechodzi do historii. Za kilkanaście dni będziemy witać Nowy Rok. Nadchodzi zatem 2019 rok, a z nim pewnie pojawią się pytania o to, co nowego on przyniesie. W niniejszym artykule pragnę skupić się jeszcze na kończącym się roku i przywołać swoje wspomnienia z pewnej wycieczki, którą odbyłem pod koniec sierpnia. Udałem się wówczas do miejsc szczególnych, które choć znajdują się w Polsce, są znane na całym świecie: Auschwitz – Birkenau, Kalwaria Zebrzydowska, Wadowice, Łagiewniki i Kraków. Chciałem w końcu nawiedzić miejsca tak bardzo związane z naszym umiłowanym rodakiem, papieżem św. Janem Pawłem II. To właśnie On podczas ostatniej pielgrzymki do Polski pięknie wspominał swoje rodzinne miasto Wadowice, mówiąc: „Tutaj wszystko się zaczęło…”

Mam taką refleksję, iż Pan Jezus w sposób szczególny umiłował nasz kraj, bo zanim powołał kard. Wojtyłę na swojego następcę na Stolicy Piotrowej, wezwał  Helenę Kowalską znaną jako s. Faustyna Kowalska, zwykłą, prostą dziewczynę urodzoną 25 sierpnia 1905 roku we wsi Głogowiec. Jej właśnie powierzył prorocką misję głoszenia światu orędzia do poznawania tajemnicy Miłosierdzia Bożego. Mam w pamięci również nasz rodzinny wyjazd do Głogowca i Świnic Warckich, gdzie z żoną i malutką Klarusią zwiedziliśmy miejsca narodzin i wzrastania św. s. Faustyny Kowalskiej.

Głogowiec 11, wieś położona w województwie łódzkim. To w tym domu przyszła na świat św. s Faustyna Kowalska, jedna z największych mistyczek Kościoła; fot. 27 kwietnia 2015

Dla naszej córeczki Klary była to jedna z pierwszych wycieczek; fot. 27 kwietnia 2015

Czteroletnia Klarusia i trzyletni Kacperek siedzący u tatusia na kolanach; fot. 10 listopada 2018

Pan Bóg pozwolił mi uczestniczyć w wielu różnych pielgrzymkach zagranicznych, z czego bardzo się cieszę. Związane z nimi piękne wspomnienia zapewne pozostaną w mojej pamięci do końca moich ziemskich dni. Były one dla mnie niesamowitym doświadczeniem i wspierały mój rozwój duchowy. Były one przyczynkiem do poznawania różnych miejsc świętych, zgłębiania nowych kultur, zwyczajów i ludzi, których Pan Bóg wybrał, by za ich pośrednictwem o sobie nam wszystkim jeszcze raz przypomnieć i uświadomić, do czego jesteśmy tak naprawdę tutaj na ziemi powołani. Urlop w pracy, który sobie zaplanowałem tego roku na sierpień postanowiłem spędzić troszkę inaczej. Sierpień jest dla Polaków czasem pieszych pielgrzymek, które zmierzają na Jasną Górę z najodleglejszych zakątków naszego kraju. Również i ja po raz kolejny wziąłem w niej udział, jednak w tym roku poszedłem w jedną stronę, bo z Jasnej Góry do domu, a w zasadzie na spotkanie z moimi dziećmi wróciłem już samochodem. Przepraszam za dygresję, lecz nie ma chwili, bym o nich nie myślał, jednak nauczyłem się już żyć w pewnym odizolowaniu i samotności. Jestem z moich dzieci bardzo dumny i szczęśliwy, że je mam. Są dla mnie ogromną motywacją.

Nieraz tak się zastanawiam, dlaczego człowiek jeździ po świecie w poszukiwaniu pięknych i wyszukanych miejsc, gdy tymczasem nie zna dobrze swojej ojczyzny, jej bogatej historii i nie zdaje sobie sprawy z tego, co dookoła nas się znajduje. Początkowo swój czterodniowy urlop chciałem spędzić w Krakowie, blisko starego miasta i stamtąd zwiedzać wybrane przeze mnie miejsca. Jednak z czasem stwierdziłem, że lepszym rozwiązaniem będzie zakwaterowanie w Domu Pielgrzyma w Kalwarii Zebrzydowskiej. Chciałem bardziej się wyciszyć i zanurzyć w samotności, a Kalwarię Zebrzydowską postrzegam jako idealne miejsce do odcięcia się od tego całego zgiełku współczesnego świata. Ogromne wrażenie zrobiło na mnie sanktuarium Pasyjno-Maryjne i klasztor oo. Bernardynów w Kalwarii Zebrzydowskiej, ale więcej o tym miejscu napiszę troszkę później.

Zanim doszło do mojego wyjazdu zaplanowałem, jakie miejsca będę chciał zobaczyć, a w większości z nich byłem niestety dopiero pierwszy raz w życiu. Nie omieszkałem również zabrać ze sobą aparatu fotograficznego, by swoimi zdjęciami innych zachęcić do odwiedzenia miejsc, które było dane mi podczas tych czterech dni zobaczyć. Pamiętajcie, że zanim udacie się np. do Auschwitz-Birkenau czy do rodzinnego domu św. Jana Pawła II w Wadowicach, warto dokonać rezerwacji online, by później się nie rozczarować, że nie można wejść, bo limit dla odwiedzających został już wyczerpany.

Swoją podróż rozpocząłem od zwiedzenia dwóch ważnych miejsc, a są nimi: były Niemiecki Nazistowski Obóz Koncentracyjny i Zagłady Auschwitz – Birkenau, które znajdowały się na terenie Oświęcimia i pobliskich miejscowościach w latach 1940-1945. By trafić do tego jakże przerażającego miejsca, które dla świata stało się symbolem terroru i ludobójstwa, zrobiłem odpowiednią rezerwację już kilka miesięcy wcześniej. Kiedy na miejsce przyjechałem punktualnie na godz. 9, dowiedziałem się, że moja rezerwacja obejmuje nie tylko opiekę edukatora, lecz także rozszerzoną trasę zwiedzania, co mnie pozytywnie zaskoczyło i  bardzo ucieszyło. Nasza grupa liczyła ok. 20 osób i mieliśmy to szczęście, że został nam przydzielony p. Sebastian Reczek – interesujący przewodnik, który w bardzo szczegółowy i przejmujący sposób omawiał nam każde z tych przerażających miejsc.

Trudno pisać o tym miejscu, w którym życie straciło tak wiele osób. Każdy człowiek, który tam trafił, to przecież odrębna historia. Jak bardzo ważne jest to miejsce dla współczesnego świata, może świadczyć to, że trzej papieże: św. Jan Paweł II, Benedykt XVI i obecny papież Franciszek odwiedzali to miejsce, by modlić się za tych, którzy ponieśli śmierć w komorach gazowych czy umierając z głodu. Pięknym i wymownym widokiem była szczególnie wizyta papieża Benedykta XVI 28 maja 2006 roku w Centrum Dialogu i Modlitwy. Papież przyjechał pod Międzynarodowy Pomnik Męczeństwa Narodów na terenie byłego obozu Birkenau. W tym momencie zaczął padać deszcz. Ojciec Święty w zupełnej ciszy przeszedł obok umieszczonych przed pomnikiem 22 tablic, na których w różnych językach wspomniano ofiary tego miejsca. Zatrzymał się przy pierwszej i modlił się żarliwie. Potem zatrzymywał się co kilka kroków. W tym momencie deszcz przestał padać, a nad obozem pojawiła się wielka tęcza. Jak wiemy dla chrześcijan tęcza jest symbolem zawartego przymierza Boga z człowiekiem. Nieraz słyszy się oburzonych ludzi, którzy nie pojmują, gdzie wówczas, gdy dokonywały się te wszystkie zbrodnie na niewinnych ludziach, był Bóg. Myślę sobie, że wtedy to właśnie Bóg otworzył na oścież bramy nieba, by Ci wszyscy pomordowani ludzie z ziemskiego piekła przeszli do raju, który Bóg dla nas przygotował po śmierci.

Auschwitz stał się dla świata symbolem terroru, ludobójstwa i Holocaustu. Utworzony został przez hitlerowców w 1940 roku na przedmieściach miasta Oświęcim, które podobnie jak i inne tereny Polski, było okupowane przez Niemców w czasie II wojny światowej. Nazwa miasta została zmieniona na Auschwitz, tak też nazwano obóz. W ciągu następnych lat obóz został rozbudowany. Od 1942 roku obóz stał się miejscem największego masowego mordu w dziejach ludzkości, dokonanego na europejskich Żydach w ramach hitlerowskiego planu całkowitej zagłady tego narodu; fot. 27 sierpnia 2018.

Często w oczach przewodników, którzy oprowadzają grupy ludzi po tym największym cmentarzu świata – jak jest często nazywany obóz koncentracyjny Auschwitz Birkenau – można było dostrzec wzruszenie i łzy.

Pan Sebastian Reczek, nasz przewodnik, którego z czystym sercem polecam wszystkim, którzy chcą dokładnie i szczegółowo poznać niemiecki nazistowski obóz koncentracyjny.

KL Auschwitz II Birkenau 1944. Żydzi deportowanie z Węgier. Dziecko trzymająco się kurczowo swojej matki nie zdaje sobie sprawy z tego, że zmierzają oboje ku straszliwej śmierci.

Wśród co najmniej 1,3 mln osób deportowanych do Auschwitz znalazło się około 216 tys. dzieci żydowskich, 11tys. romskich, 3 tys. polskich, ponad tysiąc białoruskich, rosyjskich, ukraińskich i innych – w sumie 232 tys. dzieci i młodocianych w wieku do 18 lat. Do ewidencji obozowej esesmani wpisali ok. 23 tys. dzieci i młodocianych, w tym 11 tys. dzieci romskich. Wolności w Auschwitz doczekało nieco ponad 700 z nich.

Żydzi o widocznym kalectwie, nienadający się zdaniem esesmanów do wykorzystania jako niewolnicza siła robocza, byli mordowani w komorach gazowych zaraz po przyjeździe do Auschwitz i selekcji na rampie.

W oddali widać bramę, przez którą od poł. maja 1944 r. wjeżdżały pociągi z deportowanymi Żydami, pełniła również funkcję głównej wartowni SS.

Jednym z najbardziej znanych nie tylko u nas, lecz także na świecie Polaków, którzy zginęli w obozie koncentracyjnym Auschwitz, jest o. Maksymilian Maria Kolbe. Został aresztowany 17 lutego 1941 r. w Niepokalanowie, gdzie pełnił funkcję przełożonego, gwardiana. Po kilkumiesięcznym śledztwie z warszawskiego więzienia Pawiak został przywieziony do Auschwitz. Tu otrzymał numer 16 670, w obozie koncentracyjnym spędził niecałe trzy miesiące. Ojciec Maksymilian Kolbe do Auschwitz trafił 29 maja 1941 roku. W końcu lipca 1941 roku w odwecie za ucieczkę jednego z więźniów kierownik obozu skazał 10 współwięźniów uciekiniera na śmierć głodową. Jeden ze skazanych, Franciszek Gajowniczek, prosił o darowanie mu życia ze względu na żonę i dzieci. Poruszyło to serce ojca Kolbego, który wystąpił z szeregu i zwrócił się do esesmanów z propozycją, iż on poświęci się w zamian za tego zrozpaczonego więźnia. Przeprowadzający wybiórkę Karl Fritzsch zgodził się i ojciec Kolbe dołączył do pozostałych więźniów, których odprowadzono do podziemi bloku 11. Po dwóch tygodniach zarządzono opróżnienie celi. Większość więźniów była już martwa, niektórzy jeszcze dawali oznaki życia, wśród nich ojciec Kolbe. Esesmani postanowili więc zabić żyjących więźniów zastrzykami fenolu. Jednak według wystawionego przez administrację obozową aktu zgonu przyczyną śmierci była Myocardinsuffizienz – niedoczynność mięśnia sercowego. Ojciec Maksymilian Maria Kolbe był pierwszym męczennikiem z Auschwitz i pierwszym uznanym za świętego w okresie powojennym Polakiem. Ojciec Kolbe został uznany przez Kościół rzymskokatolicki męczennikiem i ogłoszony błogosławionym przez papieża Pawła VI w 1971 roku. W 1982 roku papież Jan Paweł II ogłosił go świętym.

Z naszym przewodnikiem w Auschwitz-Birkenau spędziliśmy łącznie ponad 7 godzin. Pan Sebastian nawet nagiął program zwiedzania i poświęcił nam dodatkową godzinę, by jak najwięcej rzeczy nam przekazać. Nieraz również zdarzało mu się zwracać uwagę na niegodne zachowanie zwiedzających – szczególnie młodzieży. Z roku na rok coraz więcej ludzi z całego świata odwiedza to miejsce i dobrze, bo świat nigdy nie może zapomnieć tego, co w latach 1940-1945 się wydarzyło. To była dla mnie ogromna lekcja historii i pokory, lekcja, którą dobrze utrwaliłem. Kiedyś tutaj z całą pewnością wrócę, ale już z moimi dziećmi, by – gdy będą o wiele starsze, mogły zobaczyć, do czego może doprowadzić chora ideologia jednego człowieka, kanclerza Niemiec Adolfa Hitlera.

Po tej wzruszającej i jakże smutnej wizycie w Auschwitz-Birkenau udałem się prosto na swój pierwszy nocleg do Kalwarii Zebrzydowskiej. Do Kalwarii Zebrzydowskiej dojechałem późnym popołudniem i pierwsze, co zrobiłem, to udałem się do recepcji, by się zakwaterować, wziąć prysznic i troszkę odpocząć, zanim udam się do Bazyliki na modlitwę. Byłem pod dużym wrażeniem całego kompleksu i jakże malowniczego położenia sanktuarium Pasyjno-Maryjnego w Kalwarii Zebrzydowskiej, o którym św. Jan Paweł II powiedział „Tutaj moje serce zostało na zawsze”. Już nie mogłem doczekać się kolejnego dnia, w którym to zaplanowałem sobie wyjście na Dróżki Pana Jezusa i Dróżki Matki Bożej, tym bardziej, że na cały tydzień zapowiadano bardzo słoneczną pogodę, co jeszcze bardziej mnie cieszyło, gdyż stwarzało okazję do zrobienia lepszych zdjęć.

Główny wjazd na teren Sanktuarium Matki Bożej Kalwaryjskiej; fot. 27 sierpnia 2018.

Tak prezentuje się nocą Bazylika i klasztor Ojców Bernardynów – widok od strony Góry Ukrzyżowania. W tym przepełnionym modlitwą miejscu spędziłem trzy noce; fot. 27 sierpnia 2018.

Fasada Bazyliki Matki Bożej Anielskiej z 1702 roku. Z lewej strony znajduje się okazały pomnik św. Jana Pawła II, który z tym świętym miejscem był związany od dziecka; fot. 27 sierpnia 2018.

Całe sanktuarium położone jest na terenie malowniczego Pogórza Makowskiego  (pow. wadowicki, woj. małopolskie). Panuje tam wyjątkowa cisza, która sprzyja kontemplacji. Czułem się, jakbym trafił do przedsionka nieba (uśmiech), bo takie miejsca, a tym bardziej jeszcze nie odkryte przeze mnie, bardzo mnie fascynują i rozpalają moją duchowość.

Z tym jakże świętym miejscem bardzo związany był nasz umiłowany papież św. Jan Paweł II. W tym miejscu chciałbym przytoczyć jeden z interesujących artykułów, który ukazał się na portalu aleteia.org.

Kalwaria Zebrzydowska, rok 1930. 10-letni Karol Wojtyła (siedzi) ze swoim ojcem. Nie wiadomo, kim są pozostałe osoby. Fotografia pochodzi ze zbiorów Archiwum Kurii Metropolitalnej w Krakowie

Kalwaria Zebrzydowska to szczególne miejsce w życiu Karola Wojtyły, a potem także i papieża Jana Pawła II. Od najmłodszych lat lubił tam przyjeżdżać. Po śmierci swojej mamy gorliwie się tam modlił. Nie inaczej było, gdy został wybrany na Stolicę Piotrową. Umiłował to miejsce i gdy tylko była okazja – powracał, by w ciszy powierzyć się opiece Pani Kalwaryjskiej.

Miejsce to zostało ufundowane w 1602 roku przez Michała Zebrzydowskiego. Kalwaria Zebrzydowska jest najstarszą kalwarią w Polsce. Wystawiane są tam misteria Męki Pańskiej. Znajduje się tam również wzniesiona przez Jana Bernardoniego bazylika Matki Bożej Anielskiej. Kalwaria Zebrzydowska nazywana jest też „polską Jerozolimą”.

Jan Paweł II Maryję obrał za swoją matkę. Totus Tuus Maryja – cały Twój Maryjo. Podczas uroczystych wizyt w Kalwarii Zebrzydowskiej w 1979 roku, a następnie w 2002 roku podkreślał jakie szczególne miejsce zajmuje Maryja w jego życiu. Wielokrotnie widziano go klęczącego, pogrążonego w modlitwie.

Papież nie omijał tego miejsca i nawet gdy był ponaglany przez ceremoniarzy, by respektować program wizyty, zawsze znajdował czas na modlitwę i zawierzenie siebie i Kościoła opiece Pani Kalwaryjskiej. To Ona, jak powiedział: „wychowywała jego serce już od najmłodszych lat”. Znane jest zrobione tu zdjęcie Karola Wojtyły z ojcem z 1930 roku.

Szukał tu natchnienia i jak potwierdzał wiele razy: otrzymywał je, a sprawy wydawałoby się niemożliwe, zostały w cudowny sposób rozwiązane: „Kiedy w domu były jakieś uroczystości lub kłopoty, wtedy szliśmy do Kalwarii i tak to już mi zostało” – wspominał.

W tym miejscu Jan Paweł II duchowo dojrzewał, krocząc drogami Zbawiciela i Jego Matki. Jego związki z tym miejscem były na tyle silne i głębokie, że wspomnienie tego miejsca znajduje się w passusach jego książek, np. w „Przekroczyć próg nadziei”.

W 1987 roku przywieziono na krakowskie Błonia wizerunek Matki Bożej Kalwaryjskiej, u której stóp papież złożył złotą różę. Podobnie w 1999 roku wizerunek Pani Kalwaryjskiej został wyróżniony.

7 czerwca 1979 roku, będąc w Kalwarii Zebrzydowskiej, papież wołał między innymi o jedność społeczną i jedność ducha. Prosił o modlitwę za niego, by zdołał spełnić misję powierzoną mu przez Boga. Powiedział wtedy m.in.: „Kalwaria ma w sobie coś takiego, że człowieka wciąga” oraz „Tu szukałem światła, szukałem natchnień w służbie Kościołowi (…) uczyłem się wiary”.

Podczas ostatniej wizyty w tym miejscu 19 sierpnia 2002 roku Jan Paweł II złożył w sanktuarium złoty krzyż papieski. Wspominał wówczas samotne spacery dróżkami pasyjnymi i maryjnymi: „rozpamiętywałem ich najświętsze tajemnice”.

Odprawiał wtedy nabożeństwa „dróżkowe” – jako kapłan, ale również jako metropolita krakowski. W 2002 roku nadał sanktuarium miano bazyliki mniejszej. Stale zachęcał do odwiedzenia tego miejsca. Także gdy będąc w Polsce, nie mógł ze względów organizacyjnych przybyć do Kalwarii Zebrzydowskiej, wskazywał na wyjątkowość tego miejsca.

Podczas wizyty w Kalwarii Zebrzydowskiej w 2002 roku Jan Paweł II wypowiedział wzruszające słowa: „Proszę, abyście się tu za mnie modlili, za życia mojego i po śmierci”.

W sanktuarium w Kalwarii Zebrzydowskiej zachowała się „tradycja” sprawowania mszy świętej w intencji papieża. Oczywiście, te intencje na przestrzeni lat ulegały zmianie, szczególnie po jego beatyfikacji i kanonizacji. W ten sposób realizowany był i jest „duchowy testament” Jana Pawła II. Ta modlitwa jest tu stale obecna.

Późnym popołudniem udałem się na modlitwę do Bazyliki, by pierwszy raz uklęknąć przed cudownym obrazem Matki Bożej Kalwaryjskiej. Na zewnątrz Bazyliki słońce powoli chowało się za horyzont, a jego promienie mocno oświetlały piękne wnętrze świątyni. Miałem teraz czas nie tylko na modlitwę, lecz także na dokładne podziwianie jej wnętrza, mogłem rozkoszować się robieniem zdjęć i cieszyć się z tego, że Pan Bóg pozwolił mi tutaj przebywać. W myślach zadawałem sobie pytanie: dlaczego dopiero teraz tutaj przyjechałem, wszak Kalwaria Zebrzydowska od mojego domu oddalona jest o nieco ponad 200 km, więc stosunkowo niedaleko. Pewnie było to spowodowane tym, że bliżej położone jest sanktuarium w Częstochowie, do którego zresztą staram się każdego roku z sieradzką pielgrzymką wędrować. Sanktuarium w Kalwarii Zebrzydowskiej, które powstało na początku XVII wieku jako fundacja Mikołaja Zebrzydowskiego, należy dzisiaj do najciekawszych w Polsce założeń krajobrazowo-architektonicznych i do najczęściej uczęszczanych polskich miejsc pielgrzymkowych.

Wnętrze bazyliki kalwaryjskiej oświetlone przez promienie zachodzącego słońca. Proszę spojrzeć na wyżłobioną przez miliony pielgrzymów odwiedzających to miejsce posadzkę; fot. 27 sierpnia 2018

W głównym barokowym ołtarzu bazyliki kalwaryjskiej znajduje się srebrna figura Matki Bożej; fot. 27 sierpnia 2018

Kiedy zbliżała się godzina 19:00, do bazyliki, a dokładnie do kaplicy, w której znajduje się cudowny obraz Matki Bożej Kalwaryjskiej zaczęli przychodzić wierni, którzy pragnęli uczestniczyć we Mszy św. Również i ja na Eucharystii zostałem, by powoli kończący się dzień ofiarować Panu Bogu. Wcześniej w kaplicy Adoracji Najświętszego Sakramentu był wystawiony Przenajświętszy Sakrament i można było zanurzyć się w modlitwie, zawierzając Panu Jezusowi nasze codzienne sprawy. Po zakończonej Eucharystii, kiedy wierni zaczęli wychodzić z Bazyliki, pewna elegancka Pani w średnim wieku podeszła do kropielnicy i zanurzywszy w niej swoją rękę przeżegnała się. Może nie było by w tym nic dziwnego, bo przecież wielu z nas tak robi, ale ta Pani wyjęła ze swojej torebki telefon komórkowy i na nim tą woda święconą uczyniła na nim znak krzyża. Byłem tym widokiem troszkę zaskoczony i zdziwiony, bo zrozumiałe jest, by znak krzyża czynić na swoim czole, lecz na telefonie? Było to dla mnie co najmniej dziwne. Żeby zaspokoić swoją ciekawość, postanowiłem ową elegancką Panią zapytać, dlaczego tak zrobiła. Ta bardzo miła i sympatyczna Pani odpowiedziała chętnie, że czyni to przed złym duchem, który wykorzystuje do walki z człowiekiem również nowinki technologiczne, w tym telefony komórkowe często z dostępem do Internetu. Byłem pod pozytywnym wrażeniem tego, co powiedziała i zrobiła. Był to dla mnie bardzo intensywny dzień, więc odczuwałem już zmęczenie. Niebawem po zakończonej Mszy św. udałem się jeszcze na nocny krótki spacer po sanktuarium, by podziwiać jego piękno nocą, tym bardziej, że niebo było bezchmurne i cały kompleks wyglądał przepięknie. Następnego dnia w planach miałem spacer po słynnych na całą Polskę Dróżkach Kalwaryjskich, więc należało odpowiednio wcześniej położyć się spać i wypocząć przed kolejnym pięknie zapowiadającym się dniem, by gdzieś po drodze nie paść ze zmęczenia (uśmiech).

Tuż przy samym ołtarzu głównym znajduje się wejście do kaplicy z cudownym obrazem Matki Bożej Kalwaryjskiej. To właśnie w tej kaplicy w dni powszednie są odprawiane Msze Święte; fot. 27 sierpnia 2018

Jedną z największych świętości Sanktuarium Kalwaryjskiego jest Obraz Matki Bożej Płaczącej, przedstawiający Madonnę z Dzieciątkiem. Obraz powstał na początku XVII wieku; fot. 27 sierpnia 2018

Widok na organy znajdujące się w Bazylice Matki Bożej Anielskiej; fot. 27 sierpnia 2018

Ściany Bazyliki pokryte są pięknymi freskami, przy których warto dłużej się zatrzymać; fot. 27 sierpnia 2018

Niewielka kaplica Adoracji Przenajświętszego Sakramentu, w której znajdują się relikwie św. s. Faustyny Kowalskiej, Apostołki Bożego Miłosierdzia i św. Jana Pawła II, papieża Polaka; fot. 27 sierpnia 2018

Cisza zewnętrzna prowadzi do wewnętrznego uwrażliwienia na to, co stanowi istotę wszystkiego: obecność Boga w duszy. Cisza jest zwierciadłem duszy. Zamieszkuje w sercu człowieka i pozwala smakować w Bogu, który nawiedza duszę. Pozwala uważnie nadsłuchiwać natchnień Ducha Świętego i przyjmować Słowo, aby – jak pisze Benedykt XVI – stało się Ono w nas formą życia (Verbum Domini, 27); fot. 27 sierpnia 2018

Wypoczęty, pełen werwy i gotowy, by wyruszyć na Kalwaryjskie Dróżki; fot. 28 sierpnia 2018

Kolejny dzień pobytu w Kalwarii Zebrzydowskiej zapowiadał się dla mnie bardzo aktywnie. Tego dnia poza wyjściem na Dróżki Pana Jezusa i Matki Bożej nie miałem innych planów, dlatego nie musiałem wcześnie wstawać i robić wszystkiego w biegu. Ten dzień w całości chciałem spędzić na kalwaryjskich „dróżkach”, rozkoszując się pięknem tego miejsca. Na oficjalnej stronie internetowej sanktuarium na możemy przeczytać:

Specyfiką kalwaryjską jest praktykowanie nabożeństwa „Dróżek Pana Jezusa”, również „Dróżek Matki Bożej” i za zmarłych, przez ludzi świeckich, lub pod kierunkiem świeckiego przewodnika. Zwyczaj ten ukształtował się w połowie XVII wieku i jest świadectwem istnienia w Kalwarii Zebrzydowskiej apostolstwa świeckich na długo przed II Soborem Watykańskim.

„Tu wzajemnie się przenikają Maryja i Jej Syn, Jego dzieło i Jej uczestnictwo. Dlatego też dróżki są pomyślane bardzo znamiennie. Pierwsze to Dróżki Pana Jezusa — Jego rozszerzona Droga Krzyżowa. Równocześnie ta sama Droga Krzyżowa Pana Jezusa w innym wymiarze i kierunku stanowi Dróżki Matki Bożej, na których rozważamy Jej boleści, Jej pogrzeb… wreszcie Jej Wniebowzięcie”. Karol Wojtyła w Kalwarii Zebrzydowskiej — 29 kwietnia 1969 roku

„To, co tutaj stale pociąga na nowo, to właśnie owa tajemnica zjednoczenia Matki z Synem i Syna z Matką. Tajemnica ta jest opowiedziana plastycznie i szczodrze przez wszystkie kaplice i kościółki, które rozłożyły się wokół centralnej bazyliki”. Jan Paweł II w Kalwarii Zebrzydowskiej — 7 czerwca 1979 roku

Zawsze przed wyruszeniem w podróż do danego miejsca staram się czegoś o swej destynacji wcześniej dowiedzieć. Sięgam wtedy do swojej biblioteczki po książki i oddaję się lekturze, by zapoznać się ze specyfiką miejsc, które mam w planach zobaczyć. Stało się to niemal moim rytuałem (uśmiech).

Dróżki kalwaryjskie rozciągają się na przestrzeni 6 km, wkomponowane są w malowniczy beskidzki krajobraz. Pod względem topograficzno-architektonicznym przypominają one miejsca święte w Jerozolimie. Jest to więc swoista kopia jerozolimskiej Drogi Bolesnej z zespołem kaplic w stylu barokowym i manierystycznym, na której rozważa się Mękę Pańską oraz tajemnice życia Matki Bożej. Dróżki kalwaryjskie są częścią sanktuarium, które jest jednym z najczęściej odwiedzanych przez pątników miejsc w Polsce, a jednocześnie uznawane jest za jedno z najciekawszych założeń krajobrazowo-architektonicznych w Europie. Rocznie przybywa tu ponad milion pielgrzymów. Największą frekwencją cieszą się obchody Wielkiego Tygodnia z Chwalebnym Misterium Pańskim oraz uroczystości Pogrzebu i Triumfu Matki Bożej w sierpniu.

Warto pamiętać, by przed wyruszeniem na dróżki zaopatrzyć się w napoje i – co najważniejsze – wygodne obuwie, bo później może być z tym problem, aczkolwiek mniej więcej w połowie drogi przy jednym z domostw była możliwość zakupienia napojów. Sklepów na tym szlaku nie uświadczysz, za to zagwarantowane mamy ciszę i oszałamiające piękno przyrody jeszcze nie skażonej piętnem cywilizacji. Takie okoliczności pozwalają się wyciszyć i ułatwiają kontemplację.

Kościół Ukrzyżowania i kaplica Namaszczenia Chrystusa

W bliskiej odległości od Kościoła Ukrzyżowania znajduje się Kościół III Upadku Chrystusa z 1754 roku

We wnętrzu kościółka znajduje się okazała figura przedstawiająca III Upadek Chrystusa

Kaplica św. Weroniki wybudowana została w roku 1926 na miejscu pierwotnej, która uległa zniszczeniu (stała ona w tym miejscu w latach 1632-1641)

Spojrzenie na chustę św. Weroniki uruchomiło we mnie wspomnienia z mojej pielgrzymki do Włoch, którą odbyłem w 2009 roku. To tam we włoskim miasteczku Manoppello znajduje się relikwiarz z całunem przedstawiającym wizerunek twarzy Jezusa Chrystusa.

Kalwaria Zebrzydowska jest najstarszą kalwarią na terenie Polski

Ratusz Poncjusza Piłata, kościół z 1609 roku. Widok od strony południowej

Przemierzając dróżki i podziwiając kościoły oraz kaplice stopniowo coraz bardziej zanurzałem się w myśli, a wówczas wracały wspomnienia i „demony” przeszłości. Przemyślenia dotyczące zachowań ludzi co jakiś czas powracają do mnie, chociaż od dłuższego czasu żyje sobie własnym rytmem i w zgodzie ze sobą. Kiedy człowiek na swojej drodze poznaje kogoś wyjątkowego, to z czasem zaczyna snuć piękne plany, marzenia wobec tej osoby. Podobnie było ze mną i moją sympatią, którą spotkałem na pewnym odcinku swej drogi, a przed którą podczas pielgrzymki do Santiago de Compostela w Hiszpanii uklęknąłem i poprosiłem o to, by została moja żoną. Kiedy pozytywnie odpowiedziała na moją prośbę, ogarnęło mnie niespotykane szczęście – byłem przekonany, że niebawem zaczniemy nowe jeszcze piękniejsze życie. Tak też się stało, lecz na naszej wspólnej drodze stanęły osoby, które nie podzielały naszej radości. Tymi osobami byli rodzice mojej wybranki, a obecnie żony. Dopiero dzisiaj potrafię powiązać pewne fakty i wiele rzeczy staje się dla mnie oczywistymi. W pamięci mam pewną telefoniczną rozmowę z mamą mojej dziewczyny, a były to początki naszej znajomości, podczas której usłyszałem, że jeśli nie pojadę z nimi na rodzinnego grilla, to ich córka również nie będzie ze mną jeździła do mojej rodziny. Bardzo mnie to zaskoczyło. Z czasem czułem, że ci ludzie nie darzą mnie sympatią. Tego się nie dało nie zauważyć. Nie byli zadowoleni z faktu, że planujemy przejść szlak hiszpański i gorąco nam to odradzali. Nie zapomnę momentu, w którym ojciec mojej narzeczonej po kilkunastu dniach od naszych zaręczyn na Santiago de Compostela przyjechał niespodziewanie do mojego taty na rozmowę. Na szczęście byłem świadkiem tego spotkania. W pewnym momencie mój przyszły teść rozpłakał się i zaczął się trząść, przekonując, że powinniśmy się wstrzymać ze ślubem. To, co mówił na mój temat, przerażało mnie i nie dowierzałem własnym uszom. Nie docierały do niego moje argumenty. Pamiętam do dziś słowa mojego taty, który nie chciał się wtrącać w nasze plany, uznał, iż jesteśmy dorośli i skoro chcemy być razem ze sobą, to on nigdy temu się nie sprzeciwi. O owym wydarzeniu po jakimś czasie opowiedziałem swojej narzeczonej, która wówczas potwierdziła moje przeczucia: jej rodzice mnie nie akceptowali. Jednak wbrew ich sugestiom do ślubu doszło, a z czasem na świat przyszli: nasza córeczka Klara i synek Kacperek. Teściowie nadal okazywali mi swoją niechęć. Jednak nie to było dla mnie najgorsze… Z tego morza złych wspomnień wydobyła mnie grupa dzieciaków i ich opiekunów, która odmawiała różaniec. Konfrontacja z nimi przywróciła memu sercu radość.

Ludzkie serce cieszy widok modlących się dzieci, którzy swoje wakacje, a przynajmniej ich część pragną poświęcić Panu Bogu

„Chciałbym wam powiedzieć, że zawsze lubię patrzeć na wschodzące słońce (…), podczas wschodu słońca coraz wspanialszy staje się świat, domy, mieszkania, a także nasze życie. Wszystko staje się cieplejsze. Bardzo lubię obserwować wschodzące słońce. (…) Każdy człowiek, każde dziecko jest słońcem, które wschodzi. Dzieci są nadzieją, która rozkwita wciąż na nowo, projektem, który nieustannie urzeczywistnia, przyszłością, która pozostaje zawsze otwarta. Są owocem miłości małżeńskiej, która dzięki nim odżywa i się umacnia. Przychodząc na świat, przynoszą ze sobą orędzie życia, które wskazuje na pierwszego Stwórcę życia. We wszystkim od nas uzależnione, zwłaszcza na wczesnych etapach życia, są naturalnym wezwaniem do solidarności. Nieprzypadkowo Jezus wezwał uczniów aby mieli dziecięce serca (por. Mk 10, 13-16). Każde dziecko przychodzące na świat jest „epitafią” Boga, jest darem życia, nadziei i miości. (…) Modlę się za dzieci – nienarodzone i narodzone – we wszystkich krajach świata: niech każde z nich zostanie przyjęte i otoczone miłością”. Św. Jan Paweł II

Nawet najzwyklejsza kałuża może ubogacić zdjęcie (uśmiech). Kilka dni przed moim przyjazdem dosyć mocno w Kalwarii Zebrzydowskiej popadał deszcz.

Dróżki Kalwaryjskie są również idealnym miejscem do spacerów, podczas których można się wyciszyć

Byłem tak podekscytowany tymi pięknymi jesiennymi widokami i tym miejscem, że musiałem zadzwonić do p. Ity Turowicz i podzielić się swoimi radosnymi przeżyciami z mojej wyprawy

Na Kalwaryjskich Dróżkach możemy podziwiać bardzo wymowne obrazy, przy których warto dłużej się zatrzymać. Na zdjęciu obraz znajdujący się w Kaplicy Uwielbienia Duszy Maryi.

Przy moście na rzece Cedron. Na tym moście widać niewielką kapliczkę, w której umieszczono piękny obraz Jana Jerzyczka

Wspomniany obraz malarza Jana Jerzyczka pt. ”Strącenie Chrystusa do rzeki”

Kościół Grobu Matki Bożej w Brodach koło Kalwarii Zebrzydowskiej, którego początki sięgają 1611 roku, kiedy to Mikołaj Zebrzydowski wybudował w tym miejscu małą kaplicę Grobu Matki Boskiej, której nadano kształt sarkofagu. W 1986 roku w Brodach utworzona została samodzielna parafia. Kościółek nadal jednak pozostaje jedną z kapliczek na ścieżkach kalwaryjskich i rzadko kiedy postrzegany jest jako samodzielny kościół (dla większości pielgrzymów jest to nadal Kalwaria Zebrzydowska).

Tak wygląda jego piękne i bogate wnętrze. Kościół jest dostępny od rana do wieczora, cały czas jest otwarty i można go spokojnie zwiedzać, co też i mnie się udało.

Przejazd pociągiem przez takie dzikie tereny, w otoczeniu pięknej przyrody musi z całą pewnością należeć do przyjemnych

Pod koniec przemierzania kalwaryjskich dróżek moje nogi zrobiły się ciężkie. Wydawać by się mogło, że pokonanie tych kilku kilometrów nie będzie jakimś większym wysiłkiem, a jednak… Wychodząc z klasztoru, byłem przekonany, że na swojej drodze spotkam wielu pielgrzymów, turystów, którzy podobnie do mnie wyruszą na „dróżki”. Ku mojemu zaskoczeniu przez kilka godzin na swojej drodze – nie licząc grupy dzieci i mieszkańców Kalwarii – spotkałem zaledwie kilka osób. Jak pisałem wcześniej, co potwierdzają także mieszkańcy, największą frekwencją cieszą się obchody Wielkiego Tygodnia z Chwalebnym Misterium Pańskim oraz uroczystości Pogrzebu i Triumfu Matki Bożej w sierpniu. Kto wie, być może – jeżeli Pan Bóg pozwoli – któregoś roku i ja wybiorę się na te znane w całej Polsce uroczystości, w których każdego roku bierze udział kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Bardzo bym tego pragnął. Pozostałą część dnia spędziłem na odpoczynku, spacerując po klasztorze oo. Bernardynów. Odwiedziłem też przyklasztorną księgarnię i cukiernię, w której moje oczy śmiały się na widok wielu pysznych ciast, w tym słynnych kremówek papieskich i babeczek owocowych. Nic dziwnego, że byłem tu częstym bywalcem (uśmiech). Sklepy z dewocjonaliami, które znajdują się na terenie klasztoru, były dobrze wyposażone i każdy mógł znaleźć tu coś dla siebie bądź na prezent dla najbliższych. Mnie najbardziej interesowała jednak księgarnia, w której zakupiłem sobie wspaniałe poświęcone temu świętemu miejscu albumy. Następny dzień zapowiadał się dla mnie jeszcze bardziej interesująco i ciekawie, bo w planach miałem odwiedzić Wadowice, rodzinne miasto św. Jana Pawła II, a następnie udać się do Łagiewnik, gdzie ostatnie swoje lata spędziła św. s. Faustyna Kowalska. Jednym słowem kolejny dzień zapowiadał się dla mnie pełen duchowych wrażeń i przeżyć.

 

Cdn…