lukasz@sieradz-praga.pl
tel. 696-458-972

Piszą o nas! „Krążkiem po bandzie”

Jest mi bardzo miło, że po raz kolejny na stronie Sieradz-Praga.pl mogę opublikować artykuł dotyczący sieradzkich hokeistów. Wyrażam wdzięczność tygodnikowi  regionalnemu „7 dni” oraz Michałowi Sitarkowi, autorowi tekstu, który poświęcił czas, by opisać naszą pasję do tak pięknego wyczynowego sportu, jakim jest hokej.

Chcielibyśmy, by ta dyscyplina sportowa z każdym rokiem zyskiwała na popularności. Dlatego potrzebne są różnego typu informacje, by młodzież poprzez środki masowego przekazu dowiadywała się o tym, że w Sieradzu rozgrywane są mecze hokejowe. Niewielu w naszym mieście uprawia ten elitarny sport, nad czym ubolewamy. Zadaję sobie pytanie, dlaczego tak się dzieje. Może dlatego, że hokej jest sportem sezonowym, że wymaga zakupu sprzętu do gry, a może kogoś przeraża sam fakt jazdy na łyżwach i strach przed upadkiem, kontuzją? Pamiętajcie, że i myśmy przez to wszystko przechodzili, ale nigdy nie poddaliśmy się zniechęceniu.

Dlatego też zachęcamy wszystkich, którzy zechcieliby dołączyć do naszej drużyny, do nawiązania kontaktu i większej odwagi. My ze swojej strony gwarantujemy wyrozumiałość dla początkujących, ale przede wszystkim zapewniamy dobrą i wyczerpującą rywalizację (uśmiech).

Łukasz Piotrowski

Artykuł ukazał się 20 lutego 2013 w tygodniku regionalnym „7 dni”

Strona1

Mecz hokejowy. Komentator: – Szybkie podanie, strzał, krążek leci w kierunku kabiny komentatorów… strasnie mocny stsał to był! – tak hokej na lodzie opisuje jeden z dowcipów. Sport ten faktycznie potrafi przysporzyć kontuzji, ale to tylko mała część prawdy o nim. – Trzeba to kochać, to wspaniały, widowiskowy sport – mówi Karol Nawrocki, jeden z sieradzkich hokeistów.

Mało kto wie, że historia hokeja na lodzie w Sieradzu to blisko 60 lat. To prawie tyle ile lat ma pan Karol, o którym z całą pewnością można powiedzieć, że jest dzisiaj nestorem sieradzkiego hokeja. – Pierwsze mecze hokejowe rozgrywane były na tzw. szlabanie (tak sieradzanie nazywali rozlewisko rzeki Żegliny w okolicy pierwszego mostu, w rejonie ulic Grodzkiej i Sienkiewicza). Jako dziecko chodziłem popatrzeć. Wówczas na lodzie grało dużo piłkarzy Warty. Zimą w piłkę nie można było pokopać, więc grali właśnie w hokeja – wspomina Karol Nawrocki.
A że sprzęt był drogi, to grało się tym, co się miało. Łyżwy mocowane do podeszwy tzw. żabkami, hokeje (kije) i krążki robione chałupniczo. – Lodowisko na „szlabanie” i później na stawie przy ul. Grodzkiej, gdzie ja grałem, robiło się własnoręcznie. Odgarniało się śnieg, prosiło straż o wylewanie wody. Do sanek mocowało się koc, na niego lało wodę i w ten sposób rozprowadzało się ją, by było równo. Czasami samemu nosiło się wodę. Robiliśmy przerębel i polewaliśmy wiaderkami – wspomina pan Karol.

Zanim jednak hokeiści przenieśli się na staw przy ul. Grodzkiej, Sieradz dysponował przez ponad 15 lat profesjonalnym, oświetlonym sztucznym lodowiskiem na terenie Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji, w miejscu, gdzie dziś stoi hotel. Była betonowa wylewka, drewniane bandy i szatnia w drewnianym domku gospodarza stadionu Antoniego Sylwestrzaka. To właśnie w tym okresie sieradzki hokej miał swój złoty okres. Do Sieradza przyjeżdżały zespoły ŁKS Łódź, Włókniarza i Boruty Zgierz, Włókniarza Pabianice, Pelikana Łowicz, Stali Głowno.

Do historii przeszło zwycięstwo sieradzkich hokeistów nad ŁKS 8:1. – Naszych nie lekceważono – wspomina pan Karol. Na sieradzkim lodowisku występowali między innymi reprezentanci Polski: Kazimierz Chodakowski i Stanisław Olczyk. Do ligowego zespołu Boruty Zgierz byli wypożyczani Leszek Janczar, Jerzy Czernow i Leon Adrian.

Gdy lodowisko na stadionie przestało istnieć sieradzkim hokeistom pozostał tylko staw przy ul. Grodzkiej. To tam swoją przygodę z tym sportem zaczynał Łukasz Piotrowski. – Na staw przychodziłem od dziecka. Nie było linii, prowizoryczne bandy robiliśmy ze śniegu. Gdy nie było wielkiego mrozu, to brało się toporek i sprawdzało grubość lodu. Gdy pan Karol jeździł na łyżwach, to znaczyło, że jest bezpiecznie. Grało się w sobotę, niedzielę po obiedzie i to wszystko. Nie było przecież oświetlenia. Grało się znacznie wolniej, szanowało krążek, bo gdy wyleciał gdzieś poza boisko, to szukało się go pół godziny w trzcinach, nie rzadko bez efektu – wspomina Łukasz.

Za bramki często robiły ustawione na lodzie buty. Dopiero później ze stalowych rurek i przywiezionych znad morza rybackich sieci zrobiono bramki (służą do chwili obecnej).

Przełom nastąpił wraz z uruchomieniem przy ul. Mickiewicza sztucznego lodowiska. – Przede wszystkim można grać częściej, choć niestety nie zawsze na to pozwala czas. Nie jesteśmy tak bardzo zależni od pogody. Gra z bandami stała się szybsza. Kupiliśmy nowy sprzęt, ochraniacze, zaprojektowaliśmy koszulki. Gra stała się poważniejsza – mówi Łukasz.

Sieradzanie zaczęli też grać sparingi. – Chłopaki grali z drużynami z Poddębic, Kalisza, Bełchatowa. Mecze wygrywali. Zwłaszcza z Bełchatowem wygrana była cenna, bo mają tam zdecydowanie lepsze warunki, ale jak się okazało gorszą drużynę. Sparing z Łodzią przegraliśmy, ale minimalnie. Ich było z 30-tu a nas 10, czyli tylko dwie piątki. Łodzianie wzięli nas kondycyjnie – wylicza pan Karol, który z powodów zdrowotnych czynnie w hokeja już nie gra, ale jest wiernym kibicem sieradzkiej drużyny.

To właśnie mała liczba zawodników jest w tej chwili bolączką sieradzkiego hokeja. – Kiedyś mnóstwo czasu poświęcaliśmy na to, by przygotować lodowisko, ale przychodziło dużo ludzi. Dziś mamy nieporównywalnie lepsze warunki, ale niestety grających jest coraz mniej. Ekipa się wykrusza. Gra nas 9-12 osób, z Sieradza i Wróblewa. Przydałby się ktoś młody, nowy. Podstaw hokeja można nauczyć się bardzo szybko – przekonuje Łukasz Piotrowski.
– Miasto mogłoby coś pomóc. Mamy przecież dobrych zawodników. W Nowym Jorku, w którym trochę mieszkałem to wszystko wygląda inaczej. Szkoda, że tak nie jest u nas – marzy pan Karol.

Do Stanów Zjednoczonych, Kanady czy Czech wiele nam brakuje, ale tam hokej traktowany jest jako sport narodowy. W Polsce jest w całkowitym odwrocie. Próżno go szukać w telewizji, a bez tego trudno sobie niestety wyobrazić, by garnęli się do niego młodzi ludzie. – Myślimy o założeniu stowarzyszenia, co pozwoliłoby myśleć realnie o zdobyciu jakiegoś dofinansowania. Otwarci jesteśmy na każdego chętnego, których chciałby z nami pograć – podkreśla Łukasz.

Sieradzcy hokeiści spotykają się na lodowisku przy ul. Mickiewicza 2-3 razy w tygodniu. Grają późnym wieczorem, gdy z lodu zejdą inni.

Jeżeli chciałbyś dołączyć do grona sieradzkich hokeistów (nie trzeba koniecznie mieć gotowego już sprzętu, wystarczą na dobrą sprawę łyżwy) możesz skontaktować się z Łukaszem Piotrowskim (e-mail: Lukasz@Sieradz-Praga.pl)

Michał Sitarek