Moja Praga / Mieszkańcy Pragi, którzy odeszli do Domu Ojca…

Moja Praga / ul. Wąska
7 grudnia 2019
Ksiądz dr Tadeusz Miłek, proboszcz parafii pw. Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski w Sieradzu w latach 2001–2017 (Homilia z dnia 8 grudnia 2019 roku)
8 grudnia 2019

Sieradz, 27 lipca 2019
aktualizacja: 6 grudnia 2019

„Dla Jego bolesnej Męki miej Miłosierdzie dla nas i całego świata”

Zakładka zatytułowana Mieszkańcy Pragi, którzy odeszli do Domu Ojca, szczególnie bliska mojemu sercu, jest w całości poświęcona nieżyjącym już naszym drogim praskim sąsiadom. Wszyscy oni tutaj, na sieradzkiej Pradze, wiedli swoje zazwyczaj spokojne, proste i przepełnione pobożnością życie.

Zakładka powstała już kilka lat temu, ale obecnie postanowiłem ją uaktualnić, uzupełniając o krótkie przemyślenia i dodanie, gdzie jest to tylko możliwe, lepszych jakościowo fotografii, tak by jak najbardziej uplastycznić piękne wspomnienia o naszych bliskich, których Pan Bóg powołał już do wieczności. 

Praga w ciągu kilku ostatnich lat bardzo się zmieniła, wypiękniała, stając się ważnym miejscem na mapie Sieradza. Niestety jednak nieubłagany czas sprawia, że wraz z gruntowną odnową tego miejsca powoli odchodzą jego mieszkańcy. Jestem pewien, drodzy czytelnicy, że gdybyście poprosili „rodowitych” mieszkańców Pragi o jakąś wypowiedź na temat ich dzielnicy, to usłyszelibyście przede wszystkim same piękne wspomnienia o ludziach, dla których Praga była czymś więcej niż tylko miejscem zamieszkania.

Pamiętam czas, gdy wraz z innymi dzieciakami tutaj właśnie wzrastaliśmy, spędzając całe dnie na beztroskiej zabawie. Nie zawsze oczywiście zachowywaliśmy się wzorowo, niejednokrotnie drocząc się ze „starszyzną”. Zakradaliśmy się, na przykład, całą paczką na orzechy do pani Zofii Konopackiej, której dom znajdował się na końcu ulicy Stawowej, a przy nim rosło dorodne drzewo orzechowe. Słodkimi i soczystymi gruszkami zajadaliśmy się u państwa Stanisława i Wiktorii Woźniaków, którzy niejednokrotnie musieli nas przeganiać. Na tej samej ulicy mieszkali państwo Filipczakowie, na których podwórku rosły jabłonie o przepysznych jabłkach. Pamiętam, jak pani Celinka Filipczak powiedziała nam kiedyś, że jabłka, które wiszą na gałęziach za jej płotem, należą do nas i możemy je sobie zrywać, ale to, co na jej podwórku, jest jej. Była bardzo ciepłą i życzliwą sąsiadką, którą szczególnie lubiliśmy i darzyliśmy szacunkiem. Dopiero po wielu latach dowiedziałem się, że była Sybiraczką, a dzisiaj jej  wspomnienia z tamtych wojennych lat można przeczytać na stronie Sieradz-Praga.pl. Na Rynku Praskim mój wujek, Józef Fornalczyk, często kosił kosą trawę, by ją następnie ususzyć na siano dla swoich królików. Kilka domów dalej znajdował się słynny zakład garncarski pana Tomali, gdzie można było podejrzeć, jak powstają jego wyroby garncarskie. Na ulicy Zamkowej mieszkała pani Barbara Stasiak, do której chodziło się ze słoiczkiem po pyszny barszcz, przygotowywany według własnej receptury. Na ulicy Wschodniej przed swoim drewnianym domkiem siadywał, popalając w szklanej lufce papieroski pan Tadeusz Powalski. A nieco dalej miał zakład szewski pan Mieczysław Nawrocki, zmarły w 1991 roku. Zakład znajdował się na poddaszu, a prowadziły do niego dość strome schody. Tam zanosiliśmy do naprawy nasze buty. Tych miłych, uprzejmych i często charakterystycznych mieszkańców nie ma już pośród nas, odeszli do innego, piękniejszego i wiecznego świata, w którym kiedyś i my – wierzę – się znajdziemy. Część domów, w których mieszkali, stoi dzisiaj pustych, w innych zamieszkują nowi ludzie, po wyborze Pragi na swój nowy dom. Byli też tacy mieszkańcy, za którymi jako dzieci nie przepadaliśmy, lubiąc się z nimi droczyć i robić im psikusy.

Większość najstarszych mieszkańców Pragi latem najchętniej spędzała czas na dworze, odwiedzając się wzajemnie i tocząc sąsiedzkie pogaduszki. Było to zupełnie inne pokolenie ludzi niż dzisiejsze – dziś bowiem człowiek coraz częściej izoluje się od drugiego człowieka, a świat rzeczywisty zastępuje wirtualnym. Dawniejsza Praga tętniła życiem i ilekroć wychodziło się na dwór, zawsze spotykało się znajomych.

Wszystkie te wspomnienia – czy to dobre, czy bardziej humorystyczne – mam ciągle w żywej pamięci i tak już zapewne pozostanie do końca moich dni. Przywołałem tylko kilka osób, ale przecież każdy z nas, mieszkańców dawnej Pragi, ma inne wspomnienia związanymi z ludźmi i mógłby jeszcze więcej opowiedzieć. Dzisiaj o tych wszystkich, którzy odeszli, staram się pamiętać i modlić za nich, wierząc, że Dobry Bóg przyjął ich do siebie i mogą cieszyć się nagrodą za trudy swojego ziemskiego, często niełatwego życia.

Z nostalgią, smutkiem i tęsknotą spoglądam na poniższe zdjęcia. Wielu z tych ludzi nie było dane mi poznać, bo zmarli przed moim przyjściem na świat, ale wierzę głęboko, że kiedyś tam, po drugiej stronie, się spotkamy, bo jesteśmy wszyscy dziećmi Dobrego i Miłosiernego Boga.

Z czasów, których nie mogę pamiętać, trzeba wspomnieć okres drugiej wojny światowej i tragiczny styczeń 1945 roku, kiedy w czasie sowieckiego nalotu na Sieradz również na Pradze śmierć poniosło wielu jej bezbronnych mieszkańców, w tym również i dzieci. Dokładną listę osób, którzy zginęli na Pradze, opracował swego czasu sieradzki regionalista Jan Pietrzak, lista ta znajduje się również na mojej stronie w zakładce „Historia Pragi”.

Pokolenie najstarszych ludzi było dla mnie zawsze pewnym wzorcem, szczególnie w aspekcie ich wiary. Pamiętam, jak co niedzielę większość z nich udawała się na Mszę Świętą do pobliskiej kolegiaty, by spotkać się podczas Eucharystii z żywym Bogiem i przyjąć Go do swojego serca. Kiedy odbywały się w naszej parafii Dni Krzyżowe, zawsze byli obecni na nabożeństwie i każdego roku przychodzili pod krzyż na Rynku Praskim, by wspólnie z innymi uczestnikami się modlić. Oczywiście, byli i tacy, którym Kościół nie zawsze był po drodze, ale przecież nie nam, grzesznym ludziom oceniać drugiego człowieka. Prawdziwą postawą chrześcijanina jest miłość bliźniego i modlitwa do Pana Boga za tych, którzy się oddalili od Kościoła. Dni Krzyżowe odbywają się nadal każdego roku, co mnie bardzo cieszy, jednak patrząc na zdjęcia archiwalne, przekonujemy się, jak już niewielu pozostało gorliwie uczestniczących w życiu Kościoła.

Na naszej Pradze panuje piękny i godny pochwały zwyczaj, że kiedy umiera człowiek, są zbierane ofiary na Mszę św. za jego duszę oraz kupowane znicze i kwiaty. Wszystko to z szacunku dla osoby zmarłej, która była częścią naszej praskiej społeczności. Wierzę, że ów piękny zwyczaj przetrwa, bo kiedyś i nas Pan Bóg powoła do wieczności, a Msza św. jest najpiękniejszym podarunkiem. jaki możemy ofiarować zmarłemu.

Msza św. i modlitwa mają ogromną moc, gdyż nieskończona jest moc Pana Boga. Każdą naszą modlitwę i błaganie nie tylko za zmarłych, ale i za największych grzeszników, słyszy Bóg i będzie ona wysłuchana. Nawet jeżeli modlimy się za osobę bardzo grzeszną, albo prowadzącą życie, gdzie nie ma miejsca dla Pana Boga, to ta nasza pokorna i gorliwa modlitwa zostanie kiedyś wysłuchana, dlatego nigdy nie przestawajmy modlić się za grzeszników. Dopiero po śmierci człowiek zrozumie, w jakiej czasem przez całe życie żył ciemności.

Na koniec chciałbym was, drodzy czytelnicy, prosić o modlitwę nie tylko za zmarłych mieszkańców Pragi, ale za wszystkie dusze czyśćcowe, a zwłaszcza te, o których nikt już nie pamięta, a które czekają w czyśćcu na zbawienie. Pragnę również zachęcić do odmawiania koronki do Bożego Miłosierdzia, mającej ogromną moc. Tę koronkę podyktował Pan Jezus Siostrze Faustynie w Wilnie 13-14 września 1935 roku jako modlitwę o przebłaganie i uśmierzenie gniewu Bożego. Odmawiając ją, ofiarujemy Bogu Ojcu Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo Jezusa Chrystusa na przebłaganie za grzechy swoje, bliskich i całego świata. W modlitwie tej prosimy również o miłosierdzie dla nas i całego świata i tym samym spełniamy uczynek miłosierdzia. Możemy być wtedy pewni spełnienia obietnicy Pana Jezusa, która dotyczy szczególnie godziny śmierci: łaski nawrócenia i odejścia w spokoju. Kiedy przy konającym odmawiają tę koronkę – powiedział Pan Jezus – uśmierza się gniew Boży, a miłosierdzie niezgłębione ogarnia duszę (Dz. 811). Przez odmawianie tej koronki podoba Mi się dać wszystko, o co Mnie prosić będą (Dz. 1541), jeżeli to (…) będzie zgodne z wolą moją (Dz. 1731). Wszystko bowiem, co jest niezgodne z wolą Bożą, nie jest dobre dla człowieka, zwłaszcza dla jego wiecznej szczęśliwości.      

Żyjąc na tym świecie, nie wiemy, ile tak naprawdę zostało nam jeszcze czasu i kiedy wyruszymy w drogę ku wieczności. Nie wiemy, czy będzie nam dane doczekać sędziwego wieku w zdrowiu, czy może pojawi się choroba, cierpienie, a może samotność. Nie wiemy, czy śmierć dopadnie nas niespodziewanie, czy może będziemy jej świadomi. Żyjmy tak, jakby dzień dzisiejszy był ostatnim dniem naszego życia, tzn. byśmy w tej decydującej godzinie trzymali w rękach krzyż i byli w stanie łaski uświęcającej. Dusza w stanie łaski trwa w przyjaźni z Bogiem. Święta Magdalena de Pazzi napisała: „Gdyby człowiek, będący w stanie łaski uświęcającej, poznał, jak bardzo miłuje go Bóg, musiałby umrzeć z nadmiaru radości”. Jezus mówił w przypowieści o winnym krzewie, że już nie jesteśmy Jego sługami, ale przyjaciółmi. Człowiek w stanie łaski jest więc przyjacielem Boga. Tego wam wszystkim z całego serca życzę, byście w Jezusie Chrystusie odnaleźli swojego najpiękniejszego Przyjaciela, przy którym będziecie trwać na dobre i złe. Za Nim każdego dnia podążając, na końcu swojej ziemskiej drogi dostąpimy radosnego z Nim spotkania, jak również spotkania z naszymi bliskimi, którzy na nas po tamtej drugiej stronie czekają.

Łukasz Piotrowski, mieszkaniec Pragi

 

 

Wieczny odpoczynek racz im dać Panie, a światłość wiekuista niechaj im świeci.
Przez Miłosierdzie Boże, za wstawiennictwem Najświętszej Maryi Panny, niech odpoczywają w pokoju wiecznym. Amen.

 

cdn…