lukasz@sieradz-praga.pl
tel. 696-458-972

O mieczniku sieradzkim, wierności i Ojczyźnie

Jacek F. Brzostowski

Strona1

„Dzisiaj świat jest zagubiony”. Jakiś czas temu usłyszałem te słowa od pewnego mądrego księdza… Czy nie miał racji? Dzisiejszy świat jest przestrzenią poprawności politycznej, przestrzenią, w której nie ma miejsca dla ideałów, za które jeszcze siedemdziesiąt lat temu oddawały życie tysiące ludzi, z czego zdecydowaną większość stanowili Polacy. W 2004 roku, po – pod wieloma względami pozornym – zrzuceniu jarzma komunizmu przyjęliśmy – dobrowolnie! – dyktat Unii Europejskiej. Ktoś powie: „Ten już porusza temat polityki… A zresztą Unia to także wiele korzyści”. Owszem. Mówię o niej dlatego, że chce budować bez Boga, bez pewnych zasad, których zrzec się nie ma prawa, że niesie ze sobą szkodliwy liberalizm. Organizacja ta jest wymownym obrazem tego, co w chwili obecnej stanowi tendencję ogólnoświatową. Prąd, który należy nazwać wywróceniem dotychczasowego, odwiecznego porządku do góry nogami!

Naszym zadaniem jest dzisiaj pozostać wiernym tym wartościom, które jeszcze nie tak dawno były tak cenione przez zacnych ludzi, że uważali wręcz za swój obowiązek walczyć za nie nawet za cenę swego życia. Herbert w „Przesłaniu Pana Cogito” pisze: „Idź dokąd poszli tamci do ciemnego kresu”, „Bądź wierny Idź”. Ciemnym kresem jest tutaj nazwana przyszłość tych postaci – po ludzku będąca ostateczną i definitywną życiową porażką, po Bożemu zaś najczęściej życiowym zwycięstwem. Wszak i Herbertowi przyszło stawić czoła totalitarnemu destruktywizmowi.

Strona2

Trudno ustalić datę urodzin Stefana Zamojskiego herbu Poraj. Należałoby uplasować ją w pierwszej połowie XVII wieku. Kim był ten człowiek? Początkowo miecznikiem sieradzkim (w latach 1638-1656). Miecznikostwo w owym czasie było już tylko funkcją honorową, pierwotnie wiązało się z noszeniem przed władcą miecza. Mimo że Zamojski z urodzenia nie był jednym z najbogatszych szlachciców, z czasem wypracował sobie mir, atencję na ziemi sieradzkiej. W latach 1647-1655 aż ośmiokrotnie pełnił obowiązki posła na tymże terenie.

Co było przełomem w jego życiu? Otóż potop szwedzki. Pomimo sytuacji, jaka wytworzyła się pod Ujściem w lipcu 1655 roku, a której treścią było opisywane przez Sienkiewicza dobrowolne oddanie Wielkopolski Szwedom, wielu Polaków szykowało się jednak do trudnej walki. Tak postąpił również i Zamojski. Wyrażone to zostało jeszcze przed wtargnięciem wojsk najeźdźczych (od jakiegoś czasu spodziewanym) w odezwie do szlachty sieradzkiej, gdzie – idąc za rozporządzeniami Jana Kazimierza – wzywa do tworzenia piechoty łanowej. W dniu 17 sierpnia adresaci apelu zgromadzili się nieopodal Lutomierska. Zauważono tam, że „największym patriotyzmem odznacza się Stefan Poraj Zamojski, miecznik sieradzki, słynny już pułkownik województwa i poseł, człowiek sprawiedliwy, który dowodząc powiatowym żołnierzem i stojąc w kluczu wolborskim niesłusznych exakcyi z poddaństwa nie czynił i według ustawy się sprawował, sprowadzając do obozu swą armatę, którą jako własną, kulami i prochami opatrzonom suo sumptum ex amore ojczyzny i województwu tu na to miejsce sprowadził y onemu województwu wygadzał”. W drugiej połowie października postanowiona została obrona zamku sieradzkiego. Szkotów i Żydów zobowiązano do dostarczenia prochu, ponadto zaś do Zamojskiego wysłano suplikację o zezwolenie na korzystanie podczas walk ze wspomnianej armaty. Choć jednak początkowy zapał Polaków był bardzo wyraźny, ostygł dość szybko. Szwedzi nie marnowali czasu, ich pochód był sprawny; w obliczu faktu wyjazdu Jana Kazimierza na Śląsk i zajęcia znacznej części Korony – 3 listopada sieradzanie poddali się pod kuratelę Karola Gustawa.

Strona3
Miecznik sieradzki na obrazie Januarego Suchodolskiego przedstawiającym obronę Jasnej Góry (wyeksponowany przed sztandarem z Matką Bożą, w czapce, z muszkietem w dłoni)

Nie pogodził się z tym Zamojski. Udał się do Częstochowy, na Jasną Górę. Obok niego stanęli wkrótce szlachcice: Piotr Czarniecki, Zygmunt Moszyński, Mikołaj Krzysztoporski. Już 19 listopada, w momencie rozpoczęcia walki o sanktuarium, a w istocie, jak się niebawem okazało, o całą Rzeczpospolitą, było tam około 250 ludzi. Całością obrony kierował ojciec Augustyn Kordecki, natomiast Stefana Zamojskiego promował on jej dowódcą wojskowym. Nie wiem, w jakim procencie jako naród czytaliśmy „Potop” – sam zresztą uczyniłem to dopiero niedawno. Myślę jednak, że jest tu zawarty piękny opis ludzkiej odwagi i męstwa (pojęcia te nie są tożsame), a przede wszystkim Bożej łaski płynącej przez ręce Maryi. Ten trud, ten pot, te łzy zostały zamienione w owoc dla całej Rzeczypospolitej. Podobnie jak w Ewangelii, gdzie na weselu w Kanie Galilejskiej słudzy napełnili stągwie wodą „aż po brzegi”. To była ta właśnie woda przemieniona w wino. Każdy dzień opisywany przez Sienkiewicza zawiera w sobie wysiłek – również, a nawet szczególnie, Stefana Zamojskiego (niełatwo dojść, jak to się stało, że armata  jego pojawiła się na Jasnej Górze, niemniej jednak wiemy, że pracowała tam bez ustanku). Myślę, że jeśli przychodził czas, w którym trudno było doprowadzić do korzystnego dla obrońców przełomu, on to też mocno odczuwał. Przecież dowodził – nie mogło być inaczej. Jeżeli zwycięstwo przechylało się na stronę Szwedów, bolało go to. Podobnie jednak musiał cieszyć się z każdego, choćby drobnego sukcesu. Nie było łatwo, brakowało wytchnienia, a jednak nie przestał czuć się Polakiem, wciąż uważał za obowiązek dotrwać do końca, mimo że wyobrażenia
o finale starć co jakiś czas się zmieniały.

Strona4

Armata Stefana Zamojskiego na jasnogórskim Bastionie św. Rocha

Strona5

Z uwagi na to, iż zaistniała realna i bliska groźba wysadzenia przez Szwedów murów klasztornych – co musiałoby wiązać się z koniecznością kapitulacji „jasnogórców” – 20 grudnia postanowiono dokonać (jak to opisał Sienkiewicz) „wycieczki”. W pamiętnikach ojca Kordeckiego czytamy: „Wyszli więc pod wodzą Pana Stefana Zamoyskiego Miecznika Sieradzkiego, o godzinie pierwszej z południa skrytymi drzwiami do głębokiej obok murów fossy, nią się ku obozowi nieprzyjacielskiemu udając. Najprzód tedy pozabijali napotkanych przy fosie kamieniarzy, dwóch tylko przy życiu zostawiwszy, stąd wpadli na najbliżej stojące działa i dwa zagwoździli”. Następnie zakonnik opisuje, jak „wycieczka” ścigała Szwedów, nie oszczędzając będących w jej zasięgu, bowiem od strony klasztoru ubezpieczano ją działami. Dzięki temu mogła wrócić do klasztoru, „jednego tylko straciwszy”. Cały ten mozół (poparty kilkoma niewątpliwymi cudami poświadczonymi przez autora Trylogii, których świadkami byli agresorzy) przyczynił się do tego, że Szwedzi wreszcie ustąpili. W dniu 27 grudnia wycofali się spod Jasnej Góry, która zabłysła naszemu krajowi przykładem, że bronić się jednak należy.

W 1656 roku – notabene – odzyskano z rąk szwedzkich i zamek sieradzki. Stefan Zamojski po jasnogórskiej batalii powrócił ze swą familią do majątku Piekary. Zmarł 29 marca 1656 roku. Na jego pogrzeb licznie przybyła okoliczna szlachta.

Czego nas uczy ten szlachcic? Wszak stał się on spadkobiercą „Gilgamesza Hektora Rolanda obrońców królestwa bez kresu i miasta popiołów”… Bo królestwem bez kresu była ówczesna Rzeczpospolita, a miastem popiołów Częstochowa. On to jako jeden z nielicznych uwierzył, że nie wszystko jest jeszcze dla Polaków stracone. Uczy nas zaufania Bogu, tak nam wszystkim dziś potrzebnego. Bo nasza wiara nie jest sprawą prywatną, to kwestia nas wszystkich. Jeżeli bowiem mamy jakiś cel, jeżeli na przykład jako Polacy chcemy bronić się przed nawałą islamu, która jest już coraz bliżej wtargnięcia i do naszego kraju, to w walce z nią musimy być jednomyślni, trzeba nam mieć jeden cel i konsekwentnie do niego dążyć. A jeśli „trafi się” taki kosmopolita (może jeszcze do tego zwolennik bezstresowego wychowania albo, co gorsza, sam tak „wychowany”), który stwierdzi: „Radźcie sobie sami, bo moja wiara jest moją prywatną sprawą i nie zamierzam o nią podejmować walki”, to przecież muzułmanie nie zawahają się zrealizować swoich zamierzeń zgodnie z zasadą „cel uświęca środki”. Unia nas przed nimi nie ochroni, bo jest politycznie poprawna i na pierwszym miejscu stawia tak naprawdę pieniądz. Dlaczego chrześcijaństwo jest takie ważne? Bo na jego gruncie wyrośliśmy, cała nasza europejska kultura. I jeśli nie będziemy go bronić (argument dla tych, dla których sprawy światowe są najważniejsze), to utracimy własną tożsamość, podetniemy własne korzenie! Honoru nam!

Strona6

W jednym z moich wierszy piszę: „Nie ma chyba większego ubóstwa niż zapomnieć, kim się jest naprawdę”. Czy nie należałoby przyznać temu stwierdzeniu racji? Kto wie, czy Polsce nie przyjdzie znowu stać się owym antemuralem chrześcijaństwa, a Polakom żyć w realiach pierwszych wyznawców Chrystusa (mogłoby to się wiązać również z powrotem do katakumb)…

Zechciejmy dostrzec, jak wielu pięknych cech dał nam przykład Stefan Zamojski. Patriota i obrońca swojej świadomości, swojej tożsamości, także godności, którą się dzisiaj często pomiata i którą się depcze! Na nasz kraj czyha teraz wiele zagrożeń. Zamojski zaś zdaje się wołać do nas – ludzi XXI wieku – ogólnie, ale i konkretnie: spójrzcie, gdzie i jak żyjecie, i czy ojczyzna nie potrzebuje właśnie waszego wsparcia! On bowiem nie zląkł się bronić tego, co stanowiło treść jego egzystencji. „Nemo enim patriam quia magna est, amat, sed quia sua” – „Ojczyznę kocha się nie dlatego, że wielka, ale dlatego, że własna”. Pamiętajmy o tym!

Jacek F. Brzostowski

 

Strona7