lukasz@sieradz-praga.pl
tel. 696-458-972

Jacek Brzostowski i jego wiersze

Jacek F. Brzostowski


Poeta

Wyrosły mi skrzydła jaskółcze,
a ja się długo zastanawiałem,
do czego je wykorzystać.

Aż spojrzałem w niebo.

Strona1

 
nie bo ty cz[y] nie?

Boli mnie niebo –

ono potrafi być ponad wszystkim
)bez emocji
tak na spokojnie(

ono jest zawsze niebieskie
)ma swoje niezmienne zdanie(
czasem tylko tracimy je z oczu

ale wtedy widzimy co innego
niż niebo

nie ma w nim podziałów

mówi wiatrem
czasem daje się sprowokować
wtedy krzyczy
wszak każdy wiek ma swoje prawa

patrzy zawsze z dystansem

umie wszystko otulić
– najdelikatniej –

 

Odbicie

boję się spojrzeć w lustro –
wszak ujrzę tam postać niesforną
z którą nie mam nic wspólnego prócz
pewnych przypadkowo zbieżnych cech
charakteru

boję się tego co może mi powiedzieć
postać stateczna pochylająca się nade mną
z trudnym do zniesienia politowaniem
z zawsze dwumilimetrową wyższością

a jednak nie jest doskonalsza ode mnie
choć może taką chciałaby być –
mimo pełnych powątpiewania spojrzeń
zbyt częstych potakiwań
nie ma nade mną żadnej przewagi

postać w lustrze –
nędzny obraz wszelkich ludzkich złudzeń

15 lipca 2011

 

Strona2

 

cień wątpliwości

codziennie przechodzę koło mojego cienia –
jest bardzo niesforny
posłuszeństwa odmówił mi trzy nieskończoności temu
dziś jest szeptem
wczorajszym dniem będzie słowem
jutro w ogóle go nie będzie
uniezależnił się od światła
ostatnio pojawia się w nocy
zapisał mnie wieczności w testamencie
ożenił się z córką Światło-Cienia
niedawno wyrazistości pozbawił się kolorytu
zabawia się malowaniem obrazów w nocnej lampce
nie przeszkadza mu że nie ma płótna
tam ma trochę spokoju

a ja powoli zapominam swoje rysy
wziął je ze sobą
w lustrze widzę tylko przezroczystość
idem per idem

na parapecie człowieczeństwa czytam samotność
sąsiedzi codziennie słuchają nowości dosłowności
w radiu samych siebie
nie wiem czego się tam dowiadują

ogólnie nie ma l e t k o –

ale wiem że wróci

on też popełnia błędy

 

Strona3

 

***
wiersze nie spadają z nieba
właściwie łatwo pomylić je z powietrzem
widzimy ich szept
słyszymy ich sens

wiersze lubią stać nad urwiskiem naszych oczu
popatrzeć w czarną kropkę źrenic
spaść jako piasek po nieprzespanej nocy

korespondują ze spadającymi gwiazdami
czasem plotą im warkocze
nieraz pomagają tęczy wygiąć się w idealny łuk

najczęściej cierpliwie drążą dziurkę w skorupce nas

Dwa słowa

Już dwa słowa mogą być poezją –
bezprecedensową płomienną
taką że każdy pokiwa głową
że powie nie pomyślałem

poezją najprostszą
kiełkującą dzięki promieniom ciszy
liryczną jak wiatr
precyzyjną jak tyknięcie zegara
silną jak przesłanie natury

dwa słowa mogą burzyć podnosić i wzruszać

tylko jak długo trzeba na nie czekać

23 października 2010

 

Strona4

 

pustka

pustka w głowie –
wiem że powinienem coś z nią zrobić
wyłuskać patetyczne słowo
przekuć na chwilę modlitwy
sprzedać może otrzymać za nią jeszcze
parę godzin więcej przygotowań
do matury z historii cierpienia

umknęła pustka nie ma pustki
teraz nawet jej już nie ma

17 lutego 2011

 

Pragnienie

chciałbym być tak spokojny
jak Matka Boża Częstochowska
z obrazka na moim biurku
zasłuchany wciąż zamyślony
mający nadzieję że usłyszę życie
w dobitne cztery oczy bólu wszak
prawda bólem jest

życie szacho-podobne życie jak gra
gdzie nieprzemyślane kosztuje (wiele
łez kosztuje jeden uśmiech)
pragnę przewidzieć przeciwnika
którego wykreowałem wyhodowałem
bo trzeba cofnąć się w czasie aby
przyznać Bogu rację

cóż wracam do s-pokoju na ścianie
wiszący zegar wahadło które co by się
nie działo tyka z-godną podziwu precyzją
niejeden chciałby ją poznać bliżej
ale niedługo będziemy brać ślub z zegarami
wtedy ze wszystkim zdążymy
zaznajomić się a nawet nieco zaprzyjaźnić

jak dobrze mają aniołowie nie martwiący
się spadaniem świata
ich głosy nigdy ich nie przekrzyczą
śpiewają wdzięczność za to że
są tylko sługami

tak gdy Bóg zniknie znikną i cienie

 

Strona5

 

Jutro

jutro zdam maturę z dojrzałości do nieba
z tego jakie wnioski wyciągałem
z każdego dnia z przejść
ile dałem drugiemu człowiekowi ile
razy pochyliłem się nad bólem nieswoim
czy umiałem powiedzieć słowo podnoszące
z głębin z dna zwątpienia
z tego się zdaje prawdziwą maturę
im więcej w nas Boga tym gorętsze pytanie
ile mieliśmy w sobie miłości

jutro zdam maturę ze świętości
która jest nasza najpiękniej choć
niektórych czyni samotnymi

17 marca 2011

 

* * *

nie umiem pisać wierszy
zasiąść przy biurku i ich tworzyć
piszą się same
nie potrzebują poety –

jedyne co mogę zrobić to
cierpliwie wołać je po imieniu
w nadziei że kiedyś jednak
pozwolą się znaleźć

3 maja 2011

 

Strona6

 

* * *

nie powiem słowa aż za sześćset lat
kiedy wykluję się z nieba

* * *

lubię czasem usiąść pod drzewem –
uparcie jeszcze myśli o niebieskich migdałach
z tęsknoty wyciąga szyję do chmury w niebie
ufa że to nieporozumienie

wydaje mi się że je rozumiem
nieraz śpiewamy na dwa głosy
choć zawsze jestem tylko akompaniamentem

 

Strona7

(Wiersze zaczerpnięte z tomiku Jacka F. Brzostowskiego, Pociąg do nieba,
Sieradz 2013, zdjęcia wykonane przez autora w jego rodzinnym ogrodzie)