lukasz@sieradz-praga.pl
tel. 696-458-972

Prof. Janina Mrozińska (1923-2012)

Dziś przychodzi mi żegnać kolejną, bardzo szczególną osobę, której w mojej książce I wszystko w sny odchodzi poświęciłam serdeczne wspomnienie. W dniu 24 listopada 2012 roku odeszła na wieczną wartę nasza kochana Pani Profesor matematyki i zarazem niezapomniana Druhna, Janina Mrozińska. Mówię to zaś w imieniu nie tylko swoim, ale całego mojego rocznika uczniów, swojego zastępu „Iskier” i drużyny harcerskiej „Ognisko”, a zarazem w imieniu wielu pokoleń sieradzkich licealistów oraz grona byłych harcerek. Do tych słów odniosę się później, w moim własnym wspomnieniu (po którym zapraszam do zapoznania się ze wspomnieniem nadesłanym przez p. Irenę Witkowską), a teraz przytoczę słowa wspomnienia i pożegnania, jakie odczytał podczas uroczystości pogrzebowej ksiądz Robert Nawrocki z parafii Najświętszego Serca Jezusowego, a następnie te wygłoszone przez prezesa Stowarzyszenia Absolwentów Gimnazjum i Liceum Ogólnokształcącego im. Kazimierza Jagiellończyka w Sieradzu, pana Jacka Pilarczyka.

Ita Turowicz


Profesor Janina Mrozińska (1923-2012)

Strona 2

Szanowna, w smutku pogrążona Rodzino, uczniowie, przyjaciele i uczestnicy ostatniej ziemskiej drogi naszej drogiej Pani Profesor Janiny Mrozińskiej, zmarłej w wieku 89 lat, w dniu 24 listopada 2012 roku w Gorzowie Wielkopolskim.

Janina Mrozińska z domu Domagała urodziła się 30 grudnia 1923 roku w Cielcach koło Warty. Tam uczęszczała do szkoły podstawowej i już wtedy upodobała sobie zawód nauczycielski. W 1933 roku rodzina Domagałów przeniosła się do Sieradza, osiedlając się tu na stałe. W Sieradzu Janina uczęszczała do piątej i szóstej klasy szkoły powszechnej im. Królowej Jadwigi, a potem zdała egzamin do sieradzkiego gimnazjum.

Do wybuchu wojny w 1939 roku zdążyła ukończyć trzy klasy gimnazjalne. W latach okupacji polskie szkoły były zamknięte i przez następne trzy lata Janina pracowała jako opiekunka do dzieci w rodzinie niemieckiej. Równocześnie spotykała się z rówieśniczkami, organizując, a potem prowadząc konspiracyjny zastęp harcerski.

W 1943 roku została wywieziona na przymusowe roboty do Niemiec, skąd wróciła do Sieradza po zakończeniu wojny. Dzięki swojej pasji i chęci do nauki ukończyła czwartą klasę gimnazjum, a w 1947 roku – po ukończeniu liceum – zdała do Państwowej Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Łodzi na wydział matematyczno-fizyczny. Po studiach podjęła pracę nauczycielki fizyki, a potem i matematyki w sieradzkim liceum, w którym przepracowała czterdzieści jeden lat.

Z pełnym zapałem i oddaniem realizowała swoje marzenia z dzieciństwa o byciu pedagogiem. W 1949 roku wyszła za mąż za Stefana Mrozińskiego, działacza Armii Krajowej, którego poznała na początku wojny. Pomimo licznych obowiązków domowych, gdy w domu było już dwoje małych dzieci – urodzony w 1950 roku Tomasz i w 1952 roku córka Romualda – nadal pracowała zawodowo, dodatkowo prowadząc żeńską drużynę harcerską, ognisko im. Emilii Plater. Młodzieży poświęcała bardzo dużo czasu, latem organizując obozy harcerskie, stacjonarne i wędrowne.

Janina Mrozińska sama o sobie mówiła, że w Jej życiu splatały się trzy pasje: nauczycielska, społeczna i harcerska.

Za swoją pracę i działalność otrzymała najwyższy stopień harcerski – harcmistrza oraz Krzyż za Zasługi dla Związku Harcerstwa Polskiego. Została odznaczona Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski i Złotym Krzyżem Zasługi. Otrzymała również Medal Komisji Edukacji Narodowej i Złotą Odznakę Związku Nauczycielstwa Polskiego.

Janina Mrozińska była osobą i nauczycielką wymagającą, nie tylko wobec młodzieży, ale i wobec samej siebie. Wychowała wiele pokoleń młodzieży, przygotowując je do matury oraz do przyszłego dorosłego życia. Jej pogodne i życzliwe usposobienie sprzyjało nawiązywaniu przyjaźni, które utrzymywała i pielęgnowała latami.

Była kochającą żoną i matką. Wraz z mężem Stefanem stworzyła kochającą się rodzinę, przekazując dzieciom swoje spojrzenie na świat, oraz pasję i ciekawość życia. Doczekała się czterech wnuczek i trójki prawnuków.

Niech dobry Bóg otworzy Ci bramę nieba.
Pozostaniesz na zawsze w naszej pamięci.

W imieniu Rodziny bardzo serdecznie dziękujemy wszystkim za przybycie i uczestnictwo w ostatniej drodze naszej Kochanej Mamy, Babci i Prababci.

 

==================

 

Szanowna Pani Profesor, Zebrani na tej smutnej uroczystości.

Stojąc nad Pani mogiłą, pragnę złożyć hołd w imieniu wszystkich wychowanków, dla  których przez wiele lat była Pani Profesor autorytetem, wsparciem, życiową mądrością. Dziękujemy za Pani życiowy optymizm, pogodę ducha. Na zawsze w naszej pamięci pozostanie Pani uśmiech, gdy podsuwała nam Pani wartościowe książki, gdy podpowiadała nam, jak rozwiązywać życiowe problemy i wreszcie gdy pojawiała się Pani na zjazdach absolwentów naszego Liceum.

Dziękujemy za piękny przykład poświęcenia i otwartość na ludzi, zaangażowania na rzecz pomocy człowiekowi w potrzebie.

Pani życie, Szanowna Pani Profesor, nie było usłane różami. Czterdzieści lat pracy dydaktycznej w Liceum im. KJ w Sieradzu przeplatały trzy pasje: nauczycielska, społeczna i harcerska.

Zmarł niesamowity człowiek. Mimo że od kilkunastu lat nie było Pani w Sieradzu, wszyscy pamiętali i wspominali wspólnie spędzony czas, matczyne rozmowy z wychowankami, ale i porządek, sprawiedliwość i tolerancję. Często się mówi, że jesteśmy bardziej wdzięczni naszym nauczycielom za to, kim dla nas byli, niż za to, czego nas nauczyli, bo człowiek generalnie życia uczy się sam .Nie każdy został matematykiem, fizykiem, ale każdego zachwyciła Pani Profesor pasją, prostotą i stosunkiem do ludzi.

Żegnamy dzisiaj Panią Profesor Janinę Mrozińską ze smutkiem, ale i z chrześcijańską nadzieją, że dobry i miłosierny Bóg, u którego dobre czyny człowieka idą za nim poza granicę życia, przyjmie Ją do wiecznego królestwa, obdarzając wiekuistą nagrodą. W naszej pamięci pozostanie Pani Profesor na zawsze jako wspaniały wychowawca, przyjaciel młodzieży, harcerka oraz wzór do naśladowania. Pani Profesor, zawsze będziemy o Pani pamiętać. Zawsze.

Spoczywaj w spokoju.

W imieniu wszystkich absolwentów LO im. Kazimierza Jagiellończyka w Sieradzu, dyrekcji, rady pedagogicznej, pracowników administracji składamy Rodzinie Zmarłej najszczersze wyrazy współczucia.

Jacek Pilarczyk

Prezes Stowarzyszenia Absolwentów LO im. KJ w Sieradzu

==========================

Ita Turowicz

Wspomnienie o Druhnie

Rok 1956 był rokiem reaktywowania Związku Harcerstwa Polskiego, a dla mojego rocznika jednocześnie rokiem ukończenia podstawówki i przejścia do liceum. Zaraz we wrześniu odbyła się pierwsza zbiórka dziewcząt chętnych do wstąpienia do harcerstwa. Druhną drużynową była profesor matematyki Janina Mrozińska. I niebawem wiedziałyśmy już, że to przedwojenna harcerka, której drużynową była druhna Janina Podgórska, profesorka historii i harcerka z kręgu Olgi Małkowskiej, późniejsza zakonnica. Wszystko to miało dla nas nowy posmak, tak daleki od czerwonej Organizacji Harcerskiej, do której należałyśmy w szkole podstawowej, a która zachowała tylko szare mundurki, koniecznie jednak z czerwoną chustą, poza tym zaś prezentowała wyłącznie pionierskiego ducha.

Nawet piosenki, których uczyłyśmy się teraz na każdej zbiórce od chętnie śpiewającej Druhny, tchnęły dla nas czymś zarówno nowym, jak i wreszcie odpowiadającym atmosferze rodzinnych domów.

Idziemy w jasną, z błękitów utkaną dal,
Drogą wśród pól bezkresnych
I wśród zbóż szumiących fal.

Idziemy naprzód i ciągle pniemy się wzwyż,
By zdobyć szczyt ideału,
Świetlany harcerski krzyż.

To był ów klimat, który zawdzięczamy druhnie Mrozińskiej. Bo wyczuwało się, że Jej wewnętrzna postawa nie rozmija się w żadnym stopniu z tymi słowami. Że krzyż harcerski, który nam po zdobyciu wymaganych sprawności na nocnym ognisku wręczała (myśmy z Jolą Makońską otrzymały nasze krzyże wcześniej, na pierwszym stałym obozie w Kurnędzy) – że każdy z tych krzyży to właśnie ten świetlany szczyt ideału. A przynajmniej, że posiadanie go zobowiązuje.

Tu odniosę się do słów, które napisałam we wstępie, o „byłych” harcerkach. Otóż dla druhny Mrozińskiej nie istniało coś takiego, jak „była” harcerka. Harcerką się być nie przestawało. To była, to miała być formacja na całe życie. Niezależnie od uczestniczenia potem bądź nie w czynnym życiu harcerskim i zbiórkach. Nie zapomnę, jak bardzo poczuła się ugodzona i wstrząśnięta, dowiedziawszy się mimochodem, że któraś z naszych koleżanek po pójściu na studia uszyła ze swojego harcerskiego mundurka pokrowiec na walizkę. W oczach naszej Druhny była to niemal zbezczeszczona świętość.

Nie tylko chodziłyśmy na zbiórki. Z inicjatywy druhny Mrozińskiej pełniłyśmy też służbę na oddziale dziecięcym w sieradzkim szpitalu, odwiedzając tam chore maluchy, czytając im czy wyświetlając z projektora bajki. Urządzałyśmy mikołajki, andrzejki, robiłyśmy z papierowych pasków gwiazdki na choinkę, sprzedawane potem podczas szkolnych wywiadówek rodzicom, prowadziłyśmy szkolne „podwieczorki przy mikrofonie” (tym Druhna obarczyła mnie i Jagodę Dengę, „bo wy zawsze umiecie powiedzieć coś wesołego”).

Pamiętam też, jak kiedyś podczas choroby naszej Druhny odwiedzałyśmy Ją w szpitalu. Miała łóżko z lewej strony przy oknie, a czas wypełniała rysowaniem obrazków i układaniem zagadek dla swoich małych dzieci, Tomka i Romki. Byłyśmy kiedyś świadkami, jak Romka zaśmiewała się z takiej zagadki, zapominając po dziecięcemu, że mama chora i że w domu bez niej tak smutno. Dobrym duchem rodziny, myślę, była mama Druhny, pani Antonina Domagała. Ona to musiała przejmować obowiązek troski o dzieci, kiedy Druhna oddawała czas nam, swoim harcerkom. Gdy jeździła z nami na obozy i biwaki.

Nasz pierwszy obóz wędrowny z druhną Mrozińską miał trasę w Górach Świętokrzyskich, które od tego czasu są mi szczególnie drogie. Chęciny, Bodzentyn, Święta Katarzyna ze źródełkiem św. Franciszka, Puszcza Jodłowa, gołoborza Łysicy, Święty Krzyż. I – oglądany w kinie w Kielcach film francuskiego mistrza horroru Henri Clouzota „Widmo”. W życiu nie zapomnę, jak moja Jola w panicznym strachu zsunęła się z fotela na podłogę, by nie widzieć tych straszności. Potem był słoneczny i upalny obóz zachodnim wybrzeżem Bałtyku i już po maturze – po szlakach Gór Stołowych i Kotliny Kłodzkiej. A wszystkie one rozśpiewane, roześmiane, ze strzelającymi snopem iskier ogniskami, gawędami, wypełnione dodatkową atrakcją „biegów” po sprawności. To z naszej perspektywy. Ale przecież każdy taki obóz należało przygotować: wytyczyć trasę, podzielić na dzienne odcinki, znaleźć schroniska, zamówić noclegi (nie, nie przez internet, ale za pośrednictwem wrzucanego do skrzynki listu w kopercie ze znaczkiem), a potem ostrożnie gospodarować funduszem na wyżywienie głodomorów i… dotrzymywać kroku roznoszonym energią nastolatom.

Druhna Mrozińska miała dobry aparat fotograficzny i robiła nam wiele zdjęć, na zbiórkach, biwakach, obozach. Nauczyła nas też wywoływać zdjęcia w pracowni fizycznej, w wielu odbitkach, by każda z druhenek mogła je otrzymać. Wywoływałyśmy przeważnie z Wiesią Wojewodą i Mirką Niewiadomską, najpierw z asystencją Druhny, potem same. Dziś te fotografie, oczywiście wszystkie czarno-białe, są niezastąpioną pamiątką.

Zamieszczę tu kilka. Tylko na niektórych z nich widzimy Druhnę, ale wiemy, że z drugiej strony kadru jest Ona zawsze obecna, bowiem to Ona nam je robiła. Dzisiaj niech te zdjęcia będą wyrazem wdzięczności i serdecznej pamięci o naszej Kochanej Druhnie, pani profesor Janinie Mrozińskiej.

Ita Turowicz

002
Druhna Janina Mrozińska w środku, niżej jej mała córka Romka

003
Z lewej profesor Maria Kodjaszewska, w środku druhna Mrozińska

004
Prof. Maria Kodjaszewska, nauczycielka geografii i astronomii, chętnie uczestniczyła w naszych obozach – i nie odbiegała od nas formą

005
Z prawej druhna Halina Gonerowa, uczestnicząca w naszym świętokrzyskim obozie

006

007
W drodze na całodzienny biwak w Dąbrówce

008
Ostatnie wspólne z profesor Janiną Mrozińską zdjęcie z okazji zjazdu naszego rocznika maturzystów w 1986 roku


================================================


Irena Witkowska

Wspomnienie o Wychowawczyni

Czwartego grudnia kościółek św. Ducha na sieradzkim cmentarzu nie był w stanie pomieścić tłumu, który zebrał się, by pożegnać śp. Panią Profesor Janinę Mrozińską. Oprócz mieszkańców  naszego nadwarciańskiego grodu dużą grupę stanowili przybysze z całej Polski. Trudno uwierzyć, że tych ludzi w bardzo różnym wieku nie usprawiedliwiła mroźna aura, by pozostać w ciepłych domach. Większość z nich to absolwenci LO im. Kazimierza Jagiellończyka. Swoją obecnością pragnęliśmy oddać hołd naszej Pani Profesor, a także wesprzeć pogrążoną w żałobie rodzinę. I to, co może wydać się nie na miejscu: spotkać swoich żyjących profesorów, bo przecież i oni przybyli, aby uczestniczyć w ostatniej drodze swojej koleżanki, przyjaciółki.

Wygłoszone pożegnania uzmysłowiły nam, jak wielki jest dorobek Jej życia. Harcmistrzyni, nauczycielka matematyki, wychowawczyni wielu pokoleń, instruktorka fotografii. Przy okazji takich uroczystości stają nam przed oczami obrazy z przeszłości i wracają wspomnienia.

1 IX 1969, klasa I c. Jestem już licealistką. Te zabytkowe mury przypominają mi, jaki to zaszczyt znaleźć się tu, gdzie wcześniej chodziła moja mama i jej rodzeństwo, mój brat, a później siostra. Marzenia i niecierpliwość, by dowiedzieć się, kto nas będzie uczył, poznać koleżanki, kolegów i jedno z ważniejszych pytań – kto został naszym wychowawcą. Na to ostatnie otrzymujemy szybko odpowiedź. Jest nią pani profesor Janina Mrozińska, jednocześnie nasza nauczycielka matematyki. Pierwsza niespodzianka: w najbliższą niedzielę cała klasa idzie na rajd pieszy do Strońska i po promowej przeprawie do Chojnego – przez Monice do Sieradza. Wspaniałe przeżycie. Wstyd się przyznać: ja, sieradzanka od urodzenia, nigdy tędy nie maszerowałam. Ale to, co wtedy było dla nas najważniejsze – grupa młodzieży z różnych szkół, tych miejskich i z okolicznych miejscowości, zaczynała stanowić zespół.

009

Pierwsze lekcje: wszystko mimo wcześniejszych obaw staje się proste, choć jest to matematyka. Nie tylko proste, ale i przyjemne. Po latach, studiując matematykę na UŁ, przekonałam się, jak wspaniałym nauczycielem była nasza Wychowawczyni. Na technicznych środkach nauczania jako nowoczesny środek dydaktyczny pokazywano nam grafoskop, który był codzienną pomocą w naszej szkole na lekcjach matematyki. Na dydaktyce przygotowywano nas jako tych, którzy zaniosą nowy powiew do szkolnictwa, poprzez stosowanie nowoczesnych metod aktywizacji ucznia, a ja ten świeży wiatr znałam od dawna, bo hulał po naszym Jagiellończyku nie od święta, tylko na co dzień.

Jako wychowawczyni starała się widzieć problemy każdego z nas i dyskretnie pomagać. Dużo uwagi i zrozumienia miała dla koleżanek zamieszkujących szkolną bursę czy też dojeżdżających. Na godzinach wychowawczych rozmawiała z nami na różne tematy, nawet te wtedy dość odważne. Nie znosiła chamstwa, a wulgaryzmy dla niej, harcerki, były czymś nie do przyjęcia, zwłaszcza w obecności dziewczyny.

010

Po latach, kiedy sama zostałam nauczycielką, wśród wielu prób naśladownictwa p. prof. J. Mrozińskiej wielokrotnie cytowałam Jej zdanie: Jeżeli ktoś chce być dobrym uczniem, musi umieć się również dobrze bawić. Słowa te padały wtedy, gdy w szkole były organizowane sobotnie zabawy taneczne. Po latach zrozumiałam, że te nasze szkolne przyjemności odbywały się kosztem Jej czasu wolnego, który mogłaby poświęcić rodzinie.

Z ogromnym wzruszeniem wspominam liczne klasowe wycieczki: wyjazdy do łódzkich teatrów, do Kórnika, na Śląsk, do Białowieży. Tylko raz zdarzyło mi się zjechać pod ziemię do kopalni. Wspomnienie pozostało na całe życie.

Do tej pory, ilekroć spaceruję po Arkadii, szukam kasztanów z nadzieją, iż przeniosą mnie w czasie do tej jesiennej Arkadii, którą zwiedzaliśmy, a właściwie jednym uchem słuchaliśmy przewodnika, a cały wysiłek skierowany był na to, by dyskretnie obrzucić innych brązowymi kulkami. Podobnie Kórnik, który znałam z wyjazdów z rodzicami, ale w sezonie wycieczkowym, gdy panował tłok i pośpiech. My z naszą klasą zwiedzaliśmy go jesienią, podziwiając arboretum we wszystkich możliwych barwach tej pory roku, a po wnętrzach  pałacu mogliśmy się nieśpiesznie przesuwać, nie poganiani przez inne grupy. Gdzieś jeszcze w pamięci wędrujemy po zimowym Rogalinie.

Wszystko to dzięki naszej Wychowawczyni. Mam nadzieję, że teraz z wysoka, z tej perspektywy lat świetlnych, pani profesor Mrozińska widzi, iż to, co w nas dobre, to w dużej mierze Jej zasługa, i za to pragnę Jej gorąco podziękować.

Irka Witkowska (Goga), matura 1973

=====================

 

WIECZNY ODPOCZYNEK RACZ JEJ DAĆ, PANIE, A ŚWIATŁOŚĆ WIEKUISTA NIECHAJ JEJ ŚWIECI,
NIECH ODPOCZYWA W POKOJU WIECZNYM. AMEN.