lukasz@sieradz-praga.pl
tel. 696-458-972

Zagłada Żydów na ziemi sieradzkiej

strona1Jeszcze gorszy koszmar aniżeli Polacy przeżywali Żydzi, -którzy od pierwszych dni wojny zostali przez hitlerowców skazani na zagładę, z tym że ich unicestwianie realizowano etapami. Po wejściu Niemców do Sieradza upokarzano Żydów na różny sposób, pozbawiano kosztowności, pieniędzy, futer, nie pozwalano uprawiać handlu, wyjeżdżać poza miasto, jedynie za specjalnymi przepustkami itd. Dniem tragicznym dla nich był 21 luty 1940 roku, kiedy zostało wydane zarządzenie o utworzeniu w Sieradzu getta. Na niewielkim terenie w obrębie ulic: Sukienniczej, Wodnej, Szewskiej i Żabiej, gdzie przed wojną mieszkało zaledwie kilkuset ludzi, stłoczono ponad 2 tysiące osób, po kilka rodzin w jednym mieszkaniu. To, skupienie w jednym miejscu i odseparowanie od dzielnicy tzw. aryjskiej oraz złe warunki sanitarne miały na celu szybsze ich wyniszczenie przez głód, choroby i epidemie. Ciągłe dosiedlanie Żydów z okolicznych wsi, jeszcze bardziej pogarszało sytuację mieszkaniową i aprowizacyjną. Z pracą na co dzień w getcie także było źle, gdyż nie wolno było organizować prywatnych zakładów pracy. Wojskowe zakłady krawieckie, odzieżowe i obuwnicze nie mogły wchłonąć dużej ilości bezrobotnych. Zarobki tych Żydów, którzy pracowali były niskie i z trudem wystarczały na wykup artykułów przydzielonych na kartki żywnościowe.
Głód jaki panował w getcie, odbierał wielu ludziom chęć do życia. Śmiertelność w getcie była zatem wielka i – jego mieszkańcy wymierali masowo. Głodne dzieci żydowskie, codziennie chodziły w pobliżu jego granic i czekały, czy ktoś z tam¬tej, strony nie przerzuci im czegoś do jedzenia. Częstym zjawiskiem w getcie były także kradzieże. Kradziono pożywienie i jego resztki często na oczach ich właścicieli – współtowarzyszy niedoli. Co odważniejsi i zdeterminowani przekradali się poza getto, ale wyprawy takie były nie¬bezpieczne i kończyły się niekiedy tragicznie. Jednak wola życia, szczególnie tych, co mieli małe dzieci, była często silniejsza od grożących kar, łącz¬nie z karą śmierci. Wielu ludzi w getcie trawiło najczęściej jedno wielkie pragnienie: zaspokojenie chociaż raz do syta wiecznie dokuczającego im głodu. Samorząd żydowski w postaci tzw. „Judische Komitette”, czyli popularny judenrat, teoretycznie wybierany przez Żydów, a faktycznie mianowany przez hitlerowców spośród oddanych im ludzi, niewiele mógł pomóc. To samo odnosiło się do żydowskiej policji porządkowej, która była tępym narzędziem wykonawczym Magistratsamtu i Schutzpolizei. Schutzpolizei pod kierownictwem osławionego jej komendanta Kurta Abramowskiego, trzymała policję porządkową w karbach bezwzględnego posłuszeństwa. Toteż policjanci żydowscy bacznie obserwowali swoich rodaków i o każdej zauważonej niesubordynacji donosili hitlerowskim władzom. Na przykład zgodnie z zaleceniami hitlerowców nie wolno było źle mówić o Niemcach, a tym bardziej na nich narzekać, wydalać się poza obręb getta itd. Wszyscy Żydzi, czy pracowali czy też nie, codziennie, 2 razy – rano i wieczorem musieli wstawać do apelu na placu przy ul. Zamkowej. Policja żydowska; która urządzała te apele razem ze Schutzpolizei, stale przeliczała ich stany osobowe. Gdy liczba nie zgadzała się, liczono kilkakrotnie bijąc i zniewa-lając zebranych. Dopiero gdy się doliczono właściwych stanów osobowych, rozpuszczano ich do domów. Wielu Żydom, szczególnie dawnym znajomym i sąsiadom starali się pomagać Polacy, ale czynili to bardzo ostrożnie, bo za pomoc udzielaną Żydom groziły surowe kary, łącz¬ne z karą śmierci. Polacy do getta dostarczali głównie żywność i lekarstwa. Była to tylko kropla w morzu potrzeb, jako że stan materialny ludności w getcie stale się pogarszał. Około 20 sierpnia 1942 r. nad Gettem zawisło widmo zagłady. Wcześnie rano, gdy tylko zaczęło się rozwidniać, na teren getta wkroczyła duża grupa żandarmów, policjantów, członków SS, SA i innych z bronią gotową do strzału; z psami i wielkim krzykiem zaczęto w asyście policjantów żydowskich spędzać na plac apelowy wszystkich Żydów. Przerażeni mieszkańcy getta, kobiety, dzieci, starcy, chorzy, niektórzy odziani w strzępy ubiorów albo półnago, wpychani, bici, kopani, szczuci psami wyszli na swój ostatni apel. Tych, których zabrakło na zbiórce, hitlerowska zgraja rozbiegłszy się po getcie, i przemocą wyciągała z łóżek, barłogów i przemocą dołączała do stojących już w szeregach. Tych, co nie mogli iść na apel donosili na rękach inni. Potem hitlerowcy przeraźliwie wrzeszcząc, po kilka razy jeszcze sprawdzali z psami opuszczone mieszkania poszukując tych, którzy się ukryli. 10 letniego chłopca żydowskiego, który wybiegł na stronę polską i ukrył się w domu pod schodami przy ul. Zamkowej i nie chciał stamtąd wyjść, wyciągnięto przemocą i zastrzelono”. Wszyscy zebrani na placu apelowym Żydzi popędzeni zostali do kościoła klasztornego SS Urszulanek przy ul. Dominikańskiej. Po kilku dniach stłoczonych tam w ciasnocie, zaduchu antysanitarnych warunkach, bo nikomu nie wolno było wychodzić na zewnątrz, załadowano na ciężarowe samochody i wywieziono do obozu zagłady w Chełmnie nad Nerem. W ten sposób dopełnił się ostatni akt tragedii Żydów.
Spośród 2555 Żydów zamieszkałych przed wojną w Sieradzu nie ocalał nikt, wyłączając tylko nieliczne przypadki. Oblicza się, że w okresie okupacji hitlerowskiej miasto straciło ponad 3 tysiące swoich obywateli, w tym około 100 osób rozstrzelanych w sposób jawny lub ukryty, około 500 zamordowanych w różnych więzieniach i obozach koncentracyjnych i około 2500 zagazowanych, a także około 1 tysiąca zmarłych i umordowanych w miejscowym więzieniu hitlerowskim.

Jan Mielczarek – „Eksterminacja Ludności Polski i Ruchu Oporu w Sieradzu w Okresie Okupacji Hitlerowskiej” 1988r.